Język polski > Opracowania lektur

Dzieje Juranda ze Spychowa (narracja pierwszoosobowa)

Autor: patryk432 Dodano: 29.01.2012, 21:05

Sprawdź podobne wypracowania

  Nazywam się Jurand i pochodzę ze Spychowa.
Mam córkę Danusię Jurandównę, która mieszka razem z księżną Anną Danutą.
Kiedyś miałem żonę, lecz została ona zabita przez Niemców.
Od tamtego czasu mam do nich o to żal.
Kiedy ogarnia mnie tęsknota za córką przyjeżdżam do niej, zostaję na kilka dni, po czym wracam do Spychowa.
Lecz kiedy ostatnio przyjechałem, czekała na mnie pewna niespodzianka, a mianowicie z Danusią był pewien rycerz.
Nazywał się on Zbyszko i pochodził z Bogdańca.
Podczas mojego pobytu Zbyszko spytał się mnie o to, czy może wyjść za Danusię.
Nie zgodziłem się, ponieważ po śmieci mojej żony obiecałem Bogu, że oddam córkę do klasztoru.
Zbyszko usłysawszy to zdziwił się, po czym zapytał się mnie, czy chcę sprzeciwić się woli boskiej.
Odparłem, że jeżeli taka będzie wola Boga, to oddam mu córkę, po czym wyszedłem.
Jednakże po kilku miesiącach dowiedziałem się od Zbyszka, iż pod Ciechanowem wziął on potajemny ślub z Danusią.
Zaakceptowałem to.
Ciągle odwiedziałem swoją córkę na dworze u Anny Danuty, szczególnie w czasie świąt, lecz pewnego roku podczas podróży do Krakowa na Wigilię
o mało nie zginąłem; moje sanie zostały zasypane śniegiem.
Jednakże dzięki Zbyszkowi moje sanie zostały odkopane, a ja cudem uratowany.
Niezobaczywszy Danusi, lecz podrobioną pieczęć na liście zacząłem coś podejrzewać.
Uświadomiłem sobie, iż Danusię porwali Krzyżacy.
Za zgodą księcia Janusza wróciłem do Spychowa.
W pobliżu osady spotkałem wysłanników krzyżackich; mieli oni wiadomości o Danusi.
Postanowiliśmy porozmawiać w cztery oczy, co skończyło się tym, że zgodziłem się uwolnić krzyżackich jeńców.
Poza tym zapisałem Spychów Zbyszkowi, a sam wyjechałem do Szczytna po Danusię.
Pod zamkiem w Szczytnie Krzyżacy kazali mi zejść z konia, wyrzucić broń, zdjąć zbroję, założyć pokutny wór i czekać.
Oczywiście wykonywałem wszystko, co mi kazali; w końcu chciałem uratować swoją córkę.
Czekałem na śniegu całą noc.
W nocy usłyszałem śpiew Danusi; wiedziałem, że muszą ją tam przetrzymywać.
Rankiem wprowadzili mnie do zamku, a zgromadzeni wokół Krzyżacy zaczęli się ze mnie naśmiewać.
Byłem bezbronny i nie obchodzili mnie oni, lecz gdy wprowadzili fałszywą Danusię miałem ochotę pozabijać ich wszystkich, lecz pomyślałem, że
może warto wybłagać u nich, aby oddali mi córkę, więc padłem na kolana i zacząłem prosić o zwrot córki.
Po chwili wpadłem w szał; opanowałem się dopiero wtedy, kiedy Krzyżacy zarzucili na mnie siatkę.
Chcieli oni mnie zabić, lecz nie pozwolił im na to ksiądz ze Szczytna, więc wrzucili mnie oni do lochu.
Po pewnym czasie Zygfryd de Lowe zemścił się na mnie za to, że zabiłem Rotgiera.
Pozbawił mnie on oka, języka oraz dłoni i dopiero wtedy wypuścili mnie oni na wolność.
Po dłuższym błąkamiu się wte i wewte Maćko oraz Jagienka zobaczyli mnie i zabrali do Spychowa.
Jagienka się bardzo o mnie troszczyła, a Hlawa przyprowadził mi pojmanego Zygfryda de Lowe, jednakże kazałem go wypuścić.
Po pewnym czasie Zbyszko odnalazł w końcu Danusię, lecz była ona w opłakanym stanie i umarła w drodze do Spychowa.
Bardzo to przeżyłem; poza tym czułem się coraz gorzej.
Postanowiłem pobłogosławić ciało córki, a po kilku dniach sam umarłem.

 




Patronujemy