Był pogodny lecz chłodny marcowy dzień. Uczucie chłodu potęgował silny wiatr, słonce przebijało swoimi promieniami niewielkie chmurki. Wracające z ciepłych krajów przeróżne klucze ptaków swobodnie płynęły po niebie, wydając z siebie piękne odgłosy. zapowiadał się naprawdę cudowny dzień nie tylko ze względu na pogodę, ale przede wszystkim dlatego, że był to dzień moich urodzin. Wraz z mamą przygotowałam małe przyjęcie dla rodziny i najbliższych przyjaciół. Na stole stał piękny, kolorowy tort, a po domu rozchodził się zapach świeżo zaparzonej kawy. Dzwonek do drzwi. przyszli pierwsi goście. po pewnym czasie zjawili się moi przyjaciele, ale nie było wśród nich Laury. Nikt nie miał z nią kontaktu, nikt też nie wiedział dlaczego nie przyszła. czy coś się stało, że nie mogła mnie odwiedzić? moje rozmyślanie przerwał głośny śpiew gości. Wśród upominków jakie dostałam był także prezent od Laury. Wówczas zaczęłam poważnie zastanawiać się dlaczego nie ma jej razem z nami. Zajęłam się gośćmi. Jednakże nie dawało mi to spokoju, a w mojej głowie zarysował się najczarniejszy scenariusz. Próbowałam się skontaktować z Laurą, lecz jej telefon nie odpowiadał. Zatelefonowałam do jej rodziców. Raz, drugi, w końcu mama Laury podniosła słuchawkę. Drżącym, niepewnym głosem powiedziała: "Halo?!" Spytałam czy Laura jest chora, czy był jakiś powód jej nieobecności. Nagle usłyszałam rozpaczliwy płacz pani Karoliny. Ugięły mi się nogi, zawładnęło mną nieprawdopodobne zmieszanie całą sytuacją. Serce zaczęło mi walić, mało nie wyskoczyło. Mama Laury próbowała coś powiedzieć, w końcu w słuchawce usłyszałam głos pana Marka. Takim samym drżącym głosem wykrztusił z siebie tą przerażającą wiadomość: "Laura, ona...ona nie żyje..." Tu rozmowa urwała się. Usiadłam na kanapie, nie mogłam to uwierzyć, to jakiś żart, nie ona, nie Laura. Goście wpatrywali się we mnie w osłupieniu, próbowali dowiedzieć się co stało się z Laurą. Ale ją nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa. W gardle jakby kula ognista nie pozwalała mi mówić. W końcu z moich ust wybrzmiało to samo, co usłyszałam w telefonie. razem z tatą pojechaliśmy do domu dziewczyny. Na miejscu oślepiły nas światła policyjnego wozu i karetki pogotowia. Okazało się, że Laura zażyła niedozwoloną ilość silnych tabletek usypiających. Dawka była tak duża, że nie udało się uratować jej młodego organizmu. A zrobiła to z powodu chłopaka, który zerwał ich znajomość. Ona było po prostu zakochana. Kiedy opowiadała o nim w jej oczach pojawiała się złocista iskierka, która rozpromieniała jej rumianą twarz. Laura rzeczywiście od pewnego czasu zachowywała się dziwnie, była nieobecna, przygnębiona, ale ani ja ani nikt ze znajomych nie podejrzewał,że taki będzie tego skutek. Od teraz nic nie będzie takie same, bez niej. Często to ona dodawała nam siły, podnosiła na duchu. Nie mogę sobie wybaczyć, że nie domyśliłam się w czym tkwi problem, że nie porozmawiałam z nią, nie pożegnałam się. Wróciliśmy do domu, długo jeszcze nie mogłam opanować łez, tata opowiedział całe zdarzenie. Przyjęcie skończyło się, nikt nie spodziewał się, że w taki sposób zakończy się taki piękny dzień, że w dzień moich urodzin spotka mnie takie nieszczęście. A byłyśmy takie zżyte, jak siostry. Znałyśmy się jak własną kieszeń. Razem z nią umarła cząstka mojej duszy.




