Wracam ze sklepu wzdłuż drogi piechotą. Nagle zatrzymuje sie przy mnie czarny samochód. Wychodzi z niego człowiek na oko 35 letni i mówi.
-To twój wielki dzień, chodź ze mną
Niestety z powodu mojej nierozmyślności wsiadłam, facet zawiózł mnie pod bank, wręczył telofon i powiedział:
-Dzwoń na ostatni numer, ja tymczasem obrabuję bank
Z przerażeniem zdałam sobie że mówi o kradzieży, usiłowałam sobie przypomnieć numer policji, jednak na złość nic.
,,Skończe w kiciu, już po mnie, przetrzymają mnie w areszcie do 18 a potem zamkną w kiciu."
I wtedy mnie olśniło, a po chwili spostrzegłam że facet już wyszedł. Szybko wykręciłam numer policji i zadzwoniłam. Po krótce opowiedziałamim sytuacje i gdzie jestem. Zjawili się po 15 minutach,sprawnie jak na polską policję. Szybko aresztowali złodzieja i jego wspólniczkę a mi dali darowiznę 500zł.




