Będąc panną spotkałam ja razu pewnego
Pana Piotra, szlachcica prostego, wolnego.
A że ja kobieta piękna, grzeczna majętna,
A na dodatek na wsie jego bardzo chętna,
On w te pędy mi swe umizgi okazuje:
Po nogach i rękach co chwilę mnie całuje,
Zachwala swą osobę; że taki, że siaki.
Ja jednak widzę w wykształceniu pewne braki.
Piotrek wsie ma cztery, graniczące z moimi,
Jednak majątku pilnuje dniami całymi.
Po amorach i staraniach klękać zaczyna,
Nic nie wiedząca o moich planach ptaszyna.
Jednakże przed ślubem zabezpieczyć się chciałam,
Tak więc zaraz intercyzę spisać kazałam.
Z wszystkimi jej punkty Piotr mógł być zapoznany
I każdy na znak zgody miał być podpisany.
Czytał powoli, dogłębnie analizując,
Czasami swoje zaskoczenie ukazując.
Lecz nagle zrywa się z miejsca, krzyczeć zaczyna:
"Broń Boże" - wzbrania się przed rozwodem chłopczyna.
Ja w odpowiedzi w śmiech wpadam nieposkromiony,
On na mnie łypie oczyma, niby szalony.
Lecz opanował się w porę i ślub wzięliśmy.
Potem do jego domu pojechać mieliśmy.
Postawił pod bramę karetę bez resorów
I rzekł, że nie potrzeba nam takich bajerów.
Rozzłościł mnie bardzo, migreny więc dostałam.
Po chorobie do domu wraz z nim wyjechałam.
Karetę sprowadził, a jakże, z resorami,
Tylko jak mam się tam zmieścić ze zwierzętami?
Moja myszka i kotek, no i pies rzecz jasna,
A kareta taka mała, dla nich za ciasna!
Ale zmieścili się wszyscy i Piotrek też siadł,
Więc się go zaraz pytam, co on tam wcześniej jadł.
Z miejsca mi mówi, że jednego ma kucharza,
A ja na to, że jeszcze trzeba piekarza,
Żeby racuszki, łazanki dobrze wysmażył
I jeszcze stangreta, by mi godnie usłużył.
Wtenczas wjeżdżamy, furman karetę wstrzymuje.
Wychodzę na dwór, a służba się na mię rzuca,
Odpycham szafarza, a Pietrek się zasmuca.
Wchodzę do domu i nadziwić się nie mogę,
Jak ten wiejski pałacyk wzbudza we mnie trwogę.
Oto pokój jadalny, tam, gdzie i bawialny,
Ale cóż mi z tego, że jest funkcjonalny?
A ten pokój sypialny? Toż to czysta kpina!
W kącie stoi jakaś stara, sucha roślina!
Gdzież ja mam podziać swoje wódki pachnące?
W dodatku do ogrodu nie dochodzi słońce!
O ja biedna! Przyszło mi mieszkać w tej ciasnocie
I jedynie wspominać mój dawny dom w złocie.
Piotrek krzywił się na moje nowe zwyczaje,
Jednak ja go do tego jeszcze przyzwyczaję.
Najdroższy wyjechał, to i lepiej dla mnie,
Bo mu natenczas modnie urządzę sypialnię:
Tutaj komodę wstawię nową, a tam rzeźbę,
Za nim mając sobie jego niemiłą prośbę.
A potem zaraz urządzę huczne przyjęcie
I będę świętować swoje sprytne zamęście.
Więc zaprosiła paru gości i przyjaciół,
A stodoła Piotrka zamieniła się w popiół.
Ten głupiec, zamiast się bawić i spieszyć,
Próbował ją ratować i za wodą spieszyć.
Jednak po zabawie sam chciał wrócić do miasta,
Twierdząc, że wieś jest dla nas obojga za ciasna.
13-sylabowiec, pisany z punktu widzenia Pani Piotrowej(„Żona Modna” Ignacego Krasickiego)




