Odpowiedzi

2009-05-03T16:38:55+02:00
Największym wrogiem kobiety jest... nie, nie mężczyzna. Telefon! To najgorsze narzędzie tortur, jakie można było wymyślić. Wpatrywanie się cielęcymi, pełnymi tęsknoty oczami w to piekielne urządzenie, bieganie po całym domu w poszukiwaniu idealnego zasięgu i palpitacje serca, kiedy po drugiej stronie słuchawki odezwie się... mama.

Wszystkie dziewczyny znają to aż za dobrze. Ów szatański wynalazek ma jednak pewną zaletę. Jak mało co, pobudza kobiecą kreatywność i wyobraźnię. Każda potrafi znaleźć co najmniej kilkanaście "racjonalnych" wyjaśnień, dlaczego facet nie oddzwonił. Dlatego też film "Kobiety pragną bardziej" im powinien się spodobać. Obserwując poczynania bohaterów, widzimy w nich samych siebie. Nieporadnych, naiwnych, błądzących, niezdecydowanych, nadinterpretujących sygnały i wiecznie, wiecznie szukających miłości.

"Kobiety pragną bardziej" to zbiór kilku opowieści o paniach i panach. Jest "stare, dobre" małżeństwo, singelki pragnące poważnego związku i single za wszelką cenę go unikający. To opowieść o paradoksach, kompromisach, o tym, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa (dopóki się nie zakochają) i o tym, że związki rozpadają się przez papierosy.

Oczywiście, to film hollywoodzki, zatem wszystko jest przerysowane, bywa ckliwe i banalne, z drugiej jednak strony, twórcy bardzo zgrabnie pokazali szereg mechanizmów, którymi rządzą się współczesne damsko-męskie relacje (frustracje bohaterki granej przez Drew Barrymore w związku z wirtualnymi randkami są rozkoszne). Jak to bywa w komediach romantycznych, dołożono też wszelkich starań, byśmy wciąż wierzyli w bajkę o wielkiej M, byśmy zrozumieli, że największym dowodem miłości jest zmywanie naczyń.

Znakomite są pseudodokumentalne wywiady wplecione w fabułę, a kilka scen - jak ta, w której Janine (Jennifer Connoly) "wyrzuca" męża z domu to prawdziwe majstersztyki. I chociaż film nie bawi do rozpuku, niemal przez cały seans uśmiech nie schodzi nam z twarzy.