Odpowiedzi

2009-11-12T17:59:19+01:00
Był dzień 27 lipca 2008 roku.Dzień był słoneczny jak każdy inny.Ale ten dzień był dla mnie bardzo szczególny,ponieważ w ten dzień wybrałam się do szpitala w którym miałam się dowiedzieć co mi dolega.Pomijając fakt że mam wadę serca...Bardzo się bałam.Na swoją kolejkę do pani doktor czekałam w zniecirpliwieniu.Gdy nadeszła chwila prawdy i dowiedziałam się co mi jest myślałam że zemdleję.Bardzo przykro mi się zrobiło ponieważ dowiedziałam się że w tym roku szkolnym już nigdy nie będę ćwiczyć na w-fie z powodu mojego serca.Bardzo mnie to poruszyło ponieważ byłam bardzo aktywna sportowo.Ale jak już wróciłam do domu weszłam do pokoju i zaczęłam płakać to wszystko mnie przerastało.Miałam ochotę wtargnąć się na swoje życie ale tego nie uczyniłam bo stwierdziłam że to głupota.Całą resztę słonecznego dnia spędziłam z nosem w książkach czytając o mojej wadzie serca.I uważam ze nie potrzebnie to wszystko czytałam bo zaczęłam sobie wymyślać co by tak naprawdę dolegało.I tak spędzając cały dzień,usnęłam bez kąpieli w moim łóżku.Miałam ochotę się już nigdy nie obudzić...
42 3 42
to troche jak opis przrżyć wewnętrznych
2009-11-12T18:01:21+01:00
Witaj Pamiętniku!
Dzisiejszy dzień był szalony. Szłam na lekcje polskiego znudzona i zmęczona zarazem bo była to ostatnia lekcja. . .Jak zawsze pani Kwiatkowska zaczęła od odpytywania z poprzedniego tematu, jej pytania nigdy nie są trudne więc atmosfera ani trochę się nie ożywiła, siedziałam w sumie wpatrzona w zegar który niemiłosiernie powoli zmieniał swoje ustawienia, gdy już wydawało mi się że nic nie przerwie tej katorgi rozległ się dzwonek... ale nie ten normalny ogłaszający przerwę, był inny. Dzwonek pożarowy. Najpierw wszyscy patrzeli po sobie nie wiedząc co w sumie powinni robić. Nie mniej zaskoczona nauczycielka, jednak jak samo słowo wskazuje osoba kompetentna, ze spokojem kazała nam się spakować, zamknąć okna i ustawić się pod klasą. Sama wzięła dziennik szybkim okiem ogarnęła klasę i dała znak do wymarszu. Na korytarzu, co było dla nas małym szokiem, nie widzieliśmy standardowej, powolnej i spokojnej procedury corocznej. Coś naprawdę się paliło. Klasy starsze biegły zeskakując po dwa schody do wyjścia. Czyli zagrożenie było na wyższym piętrze. Gdy dotarliśmy do wyjścia mijała nas straż pożarna. Z tego co dowiedzieliśmy się na boisku na którym nas zebrano, wszystko zawdzięczaliśmy Rysiowi... tak temu który w zeszłym roku oblał mnie niby przypadkiem sokiem na stołówce. Podobno bawił się harcerskimi zapałkami znalezionymi na stryszku i zaprószył ogień. Początkowo chciał go ugasić lecz szkoła nie jest pierwsze nowości dlatego drewniany strop szybko się zajął. Akcja trwała 2 godziny, w międzyczasie zaczęli przyjeżdżać po nas zaalarmowani rodzice. Mama na mój widok prawie się rozpłakała.Wróciłyśmy do domu i powoli opadam z emocji. Jednak nie był to zwykły dzień. :)
35 4 35
2009-11-12T18:02:53+01:00
Czwartek, 12. 11. 2009 r.
Co za lekcja! Dobrze, że się skończyła. Na jednej lekcji załapałam aż dwie jedynki. Tego rozbioru zdania, to rzeczywiście się nie nauczyłam, ale banię za złe zachowanie ? Nauczyciel przecież nie może wstawić za to jedynki! To było niesprawiedliwe. Oczywiście, że nie słyszałam, co mówi „Gruba”, bo Magda przyniosła nowe wydanie "Brava Girl". Właśnie czytałam najnowszy artykuł, gdy nauczycielka wyrwała mnie do odpowiedzi. Ale mogła mi wpisać uwagę z zachowania, a nie jedynkę z przedmiotu. Tym bardziej, że to już trzecia. Za tydzień jest zebranie z rodzicami i znowu będzie kazanie i jakiś szlaban: na wyjścia, albo na Internet, albo na ulubiony serial...
To był chyba najgorszy dzień w moim życiu.
:(:(
26 3 26