Odpowiedzi

  • Użytkownik Zadane
2009-11-12T21:17:43+01:00
Dzień zaczął się normalnie – toaleta, śniadanie, wyjazd do szkoły. Lecz wchodząc do naszej szatni przeżyłem mały wstrząs. Wszyscy uczyli się fizyki ( Na szczęście ten proces miałem już za sobą )! Oczywiście oprócz nauki nastąpiła grupowa prezentacja małych pomocy naukowych zwanych potocznie „ściągami”. Każdy miał inne pomysły. Było na co popatrzeć!
W tym dniu wszystkie lekcje oprócz fizyki nie miały znaczenia. Służyły tylko do dopracowywania wyżej wymienionych „środków dopingowych”. Wreszcie nastąpił moment grozy – dzwonek na upragnioną lekcję.
Wszyscy cichutko weszli do sali i w milczeniu czekali. Lecz w klasie zawrzało, gdy pan poprosił do biurka naszego kolegę Karola. Rozłożył przed nim ręce, zacisnął pięści i powiedział:
- Jeśli znajdziesz w ręce nakrętkę od długopisa, klasa będzie rozwiązywać test, jeśli nie będziecie odpowiadać na pytania otwarte.
Klasa głośno podpowiadała Karolowi, jaką rękę ma wybrać. Biedak nie wiedział jaka odpowiedzialność na nim ciąży. Wreszcie cichym głosem powiedział:
- Poproszę rękę z „zegarkiem” ( lewą ).
Nauczyciel rozłożył dłoń – nakrętki nie było!!! Po krótkim, głośnym okazaniu naszego niezadowolenia posłusznie wyciągnęliśmy kartki .
Czas, w którym nauczyciel dyktował pytania dłużył się niemiłosiernie. Wszyscy zastanawiali się, czy na małych wiadomych karteczkach napisali potrzebne definicje, wzory itd. Dyktowanie pytań zostało zakończone. Czas start! Podwijamy bluzy, rękawy i do dzieła. Sięgamy po nasze pomoce naukowe. Słychać szepty i rozmowy:
- Hej! Pytanie drugie!
- W izolowanym układzie ciał...
- Dzięki!
Inni byli bardziej „samodzielni” – otwierali na podłodze książki i jak przystało, poprzez spis treści szukali odpowiedniej regułki. Po ok. pół godziny trzy czwarte klasy miało już napisany sprawdzian.
Dryńńńń... W końcu trzeba było oddać prace. Wszyscy pełni optymizmu opuścili salę. Krótkie „Cześć Wam!” i można wracać do domu. Pewnie żadnej jedynki z tego sprawdzianu nie będzie...