1. Które państwo włoskie odegrało najważniejszą rolę w procesie zjednoczenia Włoch? Podaj nazwę i imnie panującego w nim monarchy.
2. Terytorium włoskie, które stało się częscią zjednoczonych Włoch w 1870 roku. Jaka był jego funkcja w panstwie od 1871 roku?
3. Które państwo było głównym sojusznikiem zjednoczenia Włoch?
4. W którym mieście podpiano zawieszenie broni na froncie zachodnim w 1918r?(I wojna światowa)
5. Nazwy miejscowości w których powstały lokalne ośrodki państwowości polskiej. (Narodziny II Rzwczpospoliej)
P O M Ó Ż C I E!

2

Odpowiedzi

2009-11-14T15:35:06+01:00
Nic bardziej pouczającego, jak porównanie środków i sposobów działania dwóch rządów, rosyjskiego i pruskiego, przeciw tej samej narodowości. Nie ma bezprawia, okrucieństw, gwałcenia praw boskich i ludzkich, społecznych i politycznych, którego by się Rosja nie dopuszczała w owej epoce względem narodu polskiego w celu zgnębienia, wyniszczenia i wytępienia żywiołu polskiego, jak mniemała zapewnienia sobie tymi środkami na zawsze panowania nad polskimi ziemiami: tego systemu wyrazem, punktem kulminacyjnym było postępowanie jej od ostatniego powstania [2] . Rząd pruski miał ten sam cel, lecz zupełnie innych do dopięcia go używał sposobów. Wykluczył gwałty i okrucieństwa i działał środkami na pozór godziwymi, działał bez wściekłości, lecz z nienawiścią, którą wpaja sprzeczność interesów; jego polityka da się określić dwoma słowami: bezwzględność w legalności. Nie chwycił się on w Wielkim Księstwie tych środków, które wywołują oburzenie wykształconych narodów, ale działał wytrwale, ze znajomością rzeczy, ze świadomością swojej siły i słabych stron przeciwnika; szukał zawsze przede wszystkim pięty Achillesa i ranił ją zatrutą strzałą.


Z tych dwóch sposobów działania skuteczniejszym okazał się pruski; pomimo ostatniej wielkiej klęski zadanej Polsce, Rosja nierównie więcej oddaloną się ujrzała od rzekomego celu jak Prusy; pomimo katowania duchowego i fizycznego całego narodu, żywioł polski, myśl polska, życie polskie, ludność polska nierównie silniejszą pozostała w krajach pod panowaniem rosyjskim, jak w krajach pod panowaniem pruskim; nareszcie niepodobna zaręczyć czy Wielkie Księstwo Poznańskie nie stanie się w mniej lub więcej oddalonym czasie rzeczywiście krajem wynarodowionym jak Śląsk, kiedy przeciwnie zapewnić można, że taki los nie spotka Polski pod panowaniem rosyjskim. Tak to zniszczenie i wściekłość nic stworzyć niezdolne, nic spoić nie mogą, nic przetworzyć nie potrafią, kiedy przeciwnie wytrwała i rozumna praca zdolna nawet z siłą żywiołów skutecznie walczyć i największe sprowadzić przeobrażenia! Rosja niszczyła Polskę, Prusy przemieniają Polskę w Niemcy. Cel był ten sam, lecz różność użytych środków różne sprowadziła skutki.

Niezaprzeczenie są jednak rozmaite tego powody. Statysta przytoczyć może i ten, że kiedy Prusy działają na nierównie mniejszym obszarze, Rosja miała do czynienia z ogromem ziem polskich; lecz z drugiej strony, Prusy nie miały zgoła na czym się oprzeć w swym dziele, całą siłę do tej pracy czerpać musiały z samych siebie, kiedy - przeciwnie - Rosja miała i zbliżoną do siebie ruską narodowość i niejakie pokrewieństwo z całym polskim narodem, a jednak tego wszystkiego nie wyzyskiwała inaczej, jak gwałtami.

Prusy nie drażniły ani pobudzały nigdy szlachetnych i dodatnich stron charakteru polskiego, umiały zawsze uderzać i wyzyskiwać jego słabe i ujemne; przeciwnie Rosja wywoływała do walki z sobą to, co stanowi rdzeń szlachetną naszego narodowego charakteru i wszystkie nasze zalety, a nie umiała chwycić nas za nasze słabości. Tym sposobem Prusy miały za sprzymierzeńców wszystkie nasze wady, Rosja za przeciwników wszystkie nasze zalety. Polacy umieją się zachowywać w nieszczęściu i nędzy; powodzenie chwilowe upaja ich zbytecznie, dobrobyt zawraca im głowę, gotowi wśród niego zniedołężnieć lub szaleństwa popełniać. Naród polski, przywiązany do swej narodowości, oburza się na gwałty i gwałty te wywołują w nim cuda poświęcenia i wytrwałości; ale, mało polityczny, nie przeczuwa do czego doprowadzić może łagodne a podstępne z nim postępowanie; umiał zrywać się do walki, nie umiał się ochraniać.

Postępowanie rządu rosyjskiego budziło co chwila przywiązanie do wiary i narodowości; pruski rząd zaś pozostawiał te sprawy na boku, w cieniu, a rozbudzał chęć dobrobytu. W owych czasach rząd pruski nie prześladował religii ani też nie zabraniał używania ojczystego języka, w sprawach religijnych był jeszcze oględny, w językowej obojętny. Wielka wolność osobista i polityczna, równość praw dla wszystkich, wyborna, sprawiedliwa, nieskazitelna administracja, doskonałe urządzenie stosunków kredytowych, uporządkowanie własności i wielkie jej poszanowanie, czyniły życie pod panowaniem pruskim nie tylko znośnym, ale wygodnym, tak że łatwo można było zapomnieć o idei, o narodowości, o tradycjach historycznych. Tym większa zasługa polskich mieszkańców Wielkiego Księstwa, że o tym wszystkim tak wiernie pamiętali.

Pod panowaniem rosyjskim trzeba by było przestać być nie tylko Polakiem, ale człowiekiem, aby móc znieść już nie ogólne, ale nawet codzienne prześladowania ciążące od góry do dołu przez cały szczebel czynowników na każdym polskim mieszkańcu, na każdej piędzi polskiej ziemi.

Lecz właśnie ta swoboda, ten ład, ta sprawiedliwość, którymi odznaczało się państwo pruskie, dobrze przez ludność polską użyte mogły być rękojmiami przedłużenia istnienia polonizmu w Wielkim Księstwie. Tu, pod stosunkowo dość wielką wolnością pisania, zakwitnąć mogła literatura, tu dziennikarstwo mogłoby wznieść się do niemałej wysokości. Rola polityczna Wielkiego Księstwa sama dla siebie nader była ograniczona, lecz znajdowało się ono w takich warunkach, że mogło było wiele zdziałać dla dobra myśli polskiej w dziedzinie umiejętności, sztuk pięknych, literatury. Rozbudzenie życia umysłowego a zaniechanie niepotrzebnych politycznych deklamacji przedłużyłoby najskuteczniej istnienie żywiołu polskiego, oddałoby usługę wspólnej sprawie i może najmniej byłoby obudziło niechęci u rządu i u ludności niemieckiej.

Tymczasem kierunek umysłów w tej prowincji był zupełnie inny; jedne, najruchliwsze, głównie trudniły się polityką bez doniosłości, inne uderzyły w stronę materialną i tylko rozwój materialnych interesów uważały za środek zbawczy, co wielce odpowiadało ich wewnętrznemu usposobieniu. Niezaprzeczenie w tym kierunku zrobiono w Wielkim Księstwie postępy i pod względem materialnym, szczególnie rolniczym; Poznańskie było najdalej posuniętym polskim krajem. Rolne gospodarstwa na wysokiej stały już tu stopie, a Polacy wiele się pod tym względem od Niemców nauczyli. Ale jak już wyżej zauważyłem, w ogóle ludność polska nie wytrzymywała współzawodnictwa; fale germanizmu coraz więcej kraju zalewały, a w ostatnich latach postęp ten był widoczniejszy. Na drodze materialnych interesów Polacy nie mogli prześcignąć Niemców. [...]. Z każdym rokiem majątki polskie przechodziły w ręce niemieckie, a dawni właściciele po największej części wynosili się z Wielkiego Księstwa, jeżeli w dobrych warunkach - to dla zakupienia majątków w innych krajach polskich, jeżeli w smutnych - to dla przyjęcia służby prywatnej najczęściej w Królestwie. Jeden z ludzi najlepiej znający Wielkie Księstwo, ten, który tak słusznie zwracał uwagę na złe skutki ciągłego łączenia się w bliskim pokrewieństwie, doskonale określił pod tym względem tamtejsze stosunki. Na wyrażone zdanie, że jednak ze wszystkich krajów polskich w Wielkim Księstwie stosunkowo najwięcej jest właścicieli ziemskich zamożnych, a nawet majętnych, odparł: "Nie można się temu dziwić, tu co rok wszystkie majątki puszczone są jakby na przetak; wszystko, co mniejsze i poślednie odpada, większe tylko i znaczniejsze majątki pozostają". Można było zatem przewidzieć co w Wielkim Księstwie zostanie z polskiego żywiołu, jeżeli nie zajdzie jakiś wielki a niespodziewany wypadek, że pozostanie chłop polski, jak pozostał na Śląsku, i kilkadziesiąt wielkich majątków, które się utrzymają na przetaku.

Wielkie Księstwo nie tylko dlatego było dla Prus drogocenne, że z każdym dniem posiadanie jego stawało się pewniejsze, ale dlatego także, że postępy, jakie tu robił germanizm, stanowiły zasługę Prus wobec Niemiec i odpowiadały ich dążeniom wyrażonym w Drang nach Osten. Z drugiej strony, Wielkie Księstwo było punktem zetknięcia, raczej zespolenia się z Rosją, rękojmią dla niej szczerości i pewności przymierza pruskiego. Niemcy nie czuły wyrzutu sumienia z powodu posiadania Wielkiego Księstwa, Rosja nie miała chęci pochłonięcia tej prowincji w wielkiej ojczyźnie rosyjsko-słowiańskiej, leżało ono poza sumieniem polityki narodowo-aglomeracyjnej i pod tym względem posiadanie Prus było zapewnione. Rosja zbyt była uszczęśliwiona, że Prusy tak skutecznie działały przeciw żywiołowi polskiemu, aby miała przerwać to dzieło. Wielkie Księstwo nie było więc jabłkiem niezgody ani między Rosją i Prusami, ani nawet między wszechrosyjską Słowiańszczyzną a wszech Germanią.

Przeciwnie Prusy to były, które żywiły do niedawna myśl rozszerzenia swoich granic krajami polskimi. Pozostały w pamięci ogółu zwierzenia się hr. Bismarcka [3] przed wiceprezesem izby pruskiej w chwili, kiedy jeszcze nie przeczuwał, że Prusy w tak krótkim czasie rozszerzą się w innej stronie; wtedy to wskazywał przyszły apostoł idei niemieckiej Wisłę jako granicę Prus i objawiał nadzieję, że to sprostowanie granic w bliskim nastąpi czasie. Położenie wielce się następnie zmieniło, widoki Prus w inną zwróciły się stronę, Rosja zaś już nie przypuszczała ani myślała o odstąpieniu Królestwa, szczególnie Warszawy.

Gdy jednak mówi się o Prusach, nie trzeba nigdy zapominać, że się ma do czynienia z istnym Gargantuą politycznym, że wszystko mu dobre co tylko pochłonąć się da i że nie było granic dla jego pożądliwości. Państwo Północnoniemieckie, jak je stworzył hr. Bismarck za pomocą Prus, obdarzone było owym gargantuowskim apetytem, którego podług zwykłej skali ludzkiej zmierzyć się nie można; ten apetyt był główną sprężyną jego działania, to było coś więcej jeszcze, bo niejako potrzebą wyjątkowej istoty, która wciąż groziła pokojowi i równowadze europejskiej. Jeżeli Prusy zaniechały na razie myśli rozszerzenia granic aż po Wisłę, to jednak przy danej sposobności pokusiłyby się o to. Powiększenie pod swoim panowaniem żywiołu polskiego nie zastraszałoby ich, bo umieją one wybornie się z nim obchodzić. [...]

Jest jeszcze punkt na ziemi polskiej, który nieraz był celem pożądliwości pruskiej, tym punktem jest Kraków. Tego przyłączenia życzyła sobie głównie szlachta i więksi właściciele śląscy, którzy niemałe ponieśli szkody pod względem handlowym i ekonomicznym przez przyłączenie Krakowa do Austrii i przez zniesienie wolnego miasta [4] . Kilka dni przed wybuchem siedmiodniowej wojny, jeden z wielkich właścicieli śląskich jeździł umyślnie do Berlina do hr. Bismarcka z naleganiem, żeby nie zapomniał po wojnie przyłączyć Krakowa do Prus [5] . Hr. Bismarck dał mu wymijającą odpowiedź, lecz uśmiechał się w sposób znaczący i świadczący, że jeżeli się to tylko da zrobić, on nie będzie wcale przeciwko temu. Zasada przyjęta w Nikolsburgu [6] , że oprócz Wenecji Austria nie straci nic ze swoich posiadłości, nie pozwoliła zadośćuczynić życzeniu objawionemu przez szlachtę śląską, które niewątpliwie odpowiadało przekonaniom wewnętrznym pierwszego ministra.

Najgodniejszym uwagi jest, że wielkie w Niemczech wypadki, że częściowe przeobrażenie się Niemiec w Państwo Pruskie w niczym nie zmieniło jego polityki ani w Wielkim Księstwie, ani w ogóle w sprawie polskiej. Hr. Bismarck, ten wzór człowieka z pomysłami, ten racjonalista, ten mąż stanu działający ciągłymi niespodziankami, a obdarzony tak samorodnym rozumem, nic tu nie zmienił, nic nie stworzył, nic nowego nie wynalazł, nie wytłoczył tu swojego piętna, lecz - przeciwnie - trzymał się dawnych tradycji polityki pruskiej i działał jakby jaki Manteuffel [7] lub inny tuzinkowy minister, tym właśnie okazując samorodność i brak wszelkich przesądów, że niejako przyznawał, że nie ma tu nic do zmienienia [8] . Tak więc wszystko pozostało jak dawniej w Wielkim Księstwie i w polityce pruskiej w sprawach polskich. Czy w razie danym i w potrzebie hr. Bismarck nie byłby chciał i nie umiałby był użyć dla swoich celów sprawy polskiej, jak to na początku zawodu uczynił? To inne pytanie! A ktokolwiek zastanowił się dobrze nad tym mężem stanu, ktokolwiek śledził w jego polityce rzutkość, śmiałość, genialną niekonsekwencję, pochopność do używania wszelkich środków, ten łatwo na to pytanie znajdzie odpowiedź. Czy jednak kiedykolwiek konstelacje polityczne zbiegnąć się mogły tak, iżby skłoniły go do użycia sprawy polskiej inaczej jak na większą szkodę narodu polskiego, pozostanie to na zawsze tajemnicą! [...]

Chcąc poznać siłę rzeczywistą i istotę nowo utworzonego państwa, chcąc ocenić jego europejską doniosłość i obliczyć środki, którymi hr. Bismarck rozporządzał dla dokończenia rozpoczętego dzieła, trzeba przede wszystkim zaznajomić się z jego podstawą działania, a więc z dawnymi Prusami. Z Prus stworzonych przez kurfirstów [9] i Wielkiego Fryderyka [10] , a odbudowanych przez kongres wiedeński, wydobył hr. Bismarck tę siłę, która idąc przed prawem dokonała pierwszej części jego dzieła, i za pomocą tych Prus zamierzył dokończyć je, to jest zjednoczyć Niemcy pod przewodnictwem Prus.

Skoro opuszczało się tę część monarchii pruskiej, w której proces wynaradawiania jednego narodu przez drugi oburzał sumienie i zmysł moralny, to jest dzielnice polskie, a wkraczało się na ziemię prusko-niemiecką, zmieniała się natychmiast postać rzeczy: niknęły przed oczami ohydne i oburzające strony rządów pruskich i zaborczości niemieckiej, a zamiast oburzać się, zmuszonym się było podziwiać społeczeństwo w wysokim stopniu wykształcone a wcale nie zepsute, państwo silnie zbudowane, w którym rząd był bezpieczny, bo naród był szczęśliwy i zadowolony. Przede wszystkim co to za błogi stan państwa, w którym nie ma sprawy narodowości, a w którym wszystko się zlewa i kojarzy w narodowej! Jak wszędzie, tak i w dawnych Prusach były niezawodnie stronnictwa, żyły one, działały i walczyły, miały swoje zasady i cele, ale te stronnictwa nie groziły ani istnieniu rządu, ani organizmowi państwowemu; dostateczne aby utrzymywać życie i nadzorować, tak się równoważyły, że nie mogły sprowadzić zderzenia i że ostatnim ich słowem nie był przewrót. Prusy były może jedynym w Europie państwem, w którym w najdalszej przyszłości nie można było przewidywać rewolucji! Wielki cel narodowo-niemiecki, z którym tak ściśle złączona była przewaga pruska, postawiony przez hr. Bismarcka jako zadanie, osłabiał siłę stronnictw i stawał się dla rządu pruskiego puklerzem, o który odbijały się najostrzejsze pociski wszystkich opozycji [...].

Rząd pruski, kierowany przez hr. Bismarcka w swej pamiętnej walce parlamentarnej, miał to wielkie szczęście, że wyszedł z niej zwycięski nie wymownymi rozumowaniami, nie głosowaniem, nie zabiegami wyborczymi, lecz niesłychanej doniosłości czynami, które do zupełnej niemocy doprowadziły opór. Tak jest, hr. Bismarck w swojej walce parlamentarnej odniósł stanowcze zwycięstwo nie w izbie, ale na polach Sadowej, gdzie naraz Fortuna przyniosła mu dwie wygrane. Od tej chwili wolnomyślność pruska zamilkła przed patriotyzmem prusko-niemieckim, a to nowe w dziejach parlamentarnych zwycięstwo uniemożliwiło na długo wszelką groźną opozycję, na tak długo, aż druga część dzieła hr. Bismarcka miała być ukończoną. Rząd więc w Prusach, pomimo widocznego i krzyczącego pogwałcenia zasad konstytucyjnych, stał się wszechwładnym panem położenia, górując nad każdym oporem z wysokości wielkich rzeczy dokonanych wbrew opozycji na korzyść potęgi Prus i jedności niemieckiej, i z nierównie jeszcze silniejszego stanowiska zamierzonych w tym samym kierunku czynów.

Jeżeli udało się tak szczęśliwie, tak świetnie wybrnąć Prusom wygraną na zewnątrz z wewnętrznych kłopotów i jeżeli nie zgnieść, to przynajmniej okiełznać na długo opozycję, to zaiste innych wewnętrznych groźnych spraw Prusy nigdy w swym łonie nie miały. Aczkolwiek geograficznie nie zespolone, państwowo były one zawsze jednolite, a od dawna we wszystkich warstwach społeczeństwa panowało tu zadowolenie. Najwięcej oddalone prowincje, jak nadreńskie, były przede wszystkim pruskie i do domu Hohenzolernów przywiązane. Nawet katolicy, liczni tam i stanowiący niemal odrębne stronnictwo, byli pruskimi i wiernymi koronie, a wcale nie marzyli o zmianie panowania, chociażby ona miała nastąpić na korzyść dynastii i rządu katolickiego. Bronili swoich przekonań religijnych i połączonych z nimi interesów, lecz nie działali przeciw rządowi, nie byli dla niego nawet kłopotem. Co więcej, mądre i oględne postępowanie hr. Bismarcka w sprawie katolickiej, zwrot polityki pruskiej w niej, nad którym niżej zastanowić się mi wypadnie, rozbroił już był po części opozycję parlamentarną katolików.

Cóż dopiero powiedzieć o mniemanych dążeniach francuskich prowincji nadreńskich?! Były to czcze urojenia i złudzenia, jeżeli gdziekolwiek istniały! Przede wszystkim było w całej ludności tych prowincji silne uczucie łączności z wielką ojczyzną niemiecką, które nie tylko stanowiło zaporę dla wszelkiego rozkrzewienia napoleońsko-francuskiego, ale które zapowiadało w razie danym zacięty ze strony tej ludności opór przeciw zaborowi francuskiemu. Następnie było wielkie, zupełne zadowolenie z administracji i rządów pruskich, które umiały zawsze obchodzić się z tymi prowincjami, jak z pieszczonym dzieckiem. Ktokolwiek przebywał dłużej w prowincjach nadreńskich, ten przekonał się niezawodnie o tych dwóch prawdach: że były one uczuciem, sercem, usposobieniem zupełnie niemieckie i całkiem zadowolone z rządów pruskich. Jakie korzyści mogłoby im przynieść panowanie francuskie? Żadnych - ani materialnych, ani duchowych, ani politycznych, ani cywilizacyjnych. "Co Francja dać może Niemcom?" - mówił słusznie jeden z najznakomitszych publicystów tegoczesnych - "chyba prefektów, lecz i tym dorównują, jeżeli ich nie przewyższają, landraci". Nawet ten zawsze świeży urok wolnomyślności, postępu, nowych idei, nie otaczałby chorągwi francuskiej zatkniętej na ziemi niemieckiej. Pod każdym tym względem Niemcy dorównywały, jeżeli nie przewyższały Francję, a nawet pod rządem pruskim wolność polityczna i osobista była większa, jak pod napoleońskim. Mogły więc mieć miejsce zabiegi francuskie, mogły znajdować odgłos w rodzinach francuskich zamieszkałych w Kolonii, lecz prawdziwego, żyznego gruntu dla rozkrzewienia francuskiego nie było tam, a pomimo szerokiego sposobu, w jaki rząd napoleoński pojmował zasadę narodowości i pomimo powszechnego głosowania wątpię, aby odważył się był tutaj, nawet w razie wojskowego zajęcia, odwołać się do tego przez siebie stworzonego najwyższego sądu. Ta niemieckość i pruskość prowincji nadreńskich, o ile była dowodem wewnętrznej siły Prus, o tyle stać się mogła niemałym kłopotem dla zewnętrznej polityki hr. Bismarcka. Stała ona na przeszkodzie wszelkim układom mogącym jedynie pojednać Francję tak z pierwszą już skończoną częścią dzieła hr. Bismarcka, jak też z drugą, którą dokończyć musiał. Wierność i niemieckość prowincji nadreńskich krępowały rząd pruski i hrabiego Bismarcka nierównie zapewne więcej, jak jego własne sumienie lub patriotyzm niemiecki, i nie pozwalały myśleć o żadnej politycznej transakcji, która by ofiarę tamtej strony Renu pojednać mogła Francję z jednością niemiecką po tej stronie, pod przewodnictwem Prus, i nakazywała trzymać się pod groźbą wyklęcia przez całe Niemcy owej polityki zawartej w znanej piosnce o Renie: Nein Sie werden Ihn nicht haben!

Prusy nieprzystępne obcym zabiegom, zapewnione na długo przed wszelkim wewnętrznym przewrotem, Prusy nie mające ani groźnej sprawy politycznej, ani narodowościowej, ani społecznej, ani religijnej, stanowiły tym samym silne, zjednoczone państwo, potężne państwo, doskonale przysposobione i przygotowane do dalszych walk i podbojów. Najwyraźniejszym objawem tej siły, tego wewnętrznego zdrowia był - przy ogólnej państwowej harmonii - brak wszelkich drażliwych miejscowych sporów, o czym świadczyło panujące w całych Prusach zadowolenie większości ludności. Czemu głównie przypisać ten tak wyjątkowy wówczas w Europie szczęśliwy stan monarchii pruskiej? Oto, nie waham się powiedzieć, mądrości rządu i jego wewnętrznej polityki. Rząd pruski starał się zawsze oprzeć własną potęgę na dobrobycie i zadowoleniu większości ludności, nie odłączał nigdy własnego dobra od pomyślności całego kraju, przede wszystkim od pomyślności jego materialnej, prowadził zawsze, że tak powiem, gospodarstwo nakładowe, a nie wyzyskujące, tym mniej wycieńczające; miał swoje żądne widoki, czego dostatecznie dowiódł, lecz chciał ich zawsze dopiąć i wiedział, że je dopiąć może tylko za pomocą dobrobytu, postępu i zadowolenia całego organizmu państwowego i społecznego. Słowem, był to rząd dla kraju, rząd, który - jak ten przezorny wódz - nim użyje i wyprowadzi w pole swoje wojsko myśli o tym, aby było dobrze żywione, ubrane, uzbrojone i zaopatrzone we wszystko, co mu potrzebne. Rząd ten pilnie, skwapliwie i mądrze przyswajał sobie i krajowi wszystko, co stanowi postęp moralny i materialny świata. Reformy ekonomiczne, społeczne, a nawet polityczne, wielkie wynalazki, szczególnie mające zastosowanie w wojnie, znajdowały w nim przezornego, a nie chełpiącego się poplecznika; na wszystko gotów się zgodzić, na wszystko przystać, wszystko przyjąć, z każdym się połączyć i sprzymierzyć; niezachwiany był on jedynie w tym, co w pierwszej części tej rozprawy nazwałem jego powodem bytu, to jest w tych sprawach, które łączyły się z jego zaborczymi zamiarami i z jego polityką zaokrąglania się, i dlatego ukazał się tak niezachwiany w sprawie przeistoczenia wojska, które było pierwszym krokiem do wojny i podbojów 1866; dlatego także postępował bezwzględnie w Wielkim Księstwie Poznańskim. We wszystkim rząd ten układny, skłonny do kompromisów, przyswajał sobie prędko, w jemu właściwy sposób i we właściwych mu celach wszystko, co wiatr postępu przynosił. Chronił się w wewnętrznej polityce wszelkich niebezpiecznych środków, wszelkich tych środków, które gdzie indziej okazały się może chwilowo skuteczne, lecz w końcu doprowadziły do rozstroju i rozkładu. Zamiast szerzyć waśń i kłótnię, łączył i kojarzył umysły i warstwy społeczne, wczoraj w idei patriotyzmu pruskiego, dziś znów w idei jedności niemieckiej pod przewodnictwem Borussi; i że użyję zużytych nieco, lecz pod wielu względami prawdziwych wyrażeń, zamiast godła Divide et impera miał godło Suum cuique. Słowem, ażeby wyrazić całą myśl, rząd ten powstrzymywał się od używania tych wszystkich politycznych środków, których tak nadużywali i może nieraz jeszcze nadużywają wszyscy politycy i ministrowie austriaccy, a które doprowadziły tę monarchię do opłakanego stanu tak dogodnego dla widoków polityki pruskiej. Dlatego też dopatrzeć się nie mogłeś w Prusach ani walki klas, ani nawet walki interesów. Zapewne, jak wszędzie, tak i tu były zarzewia spraw społecznych, raczej były i tu złe namiętności, lecz nie były podniecane przez rząd i tonęły w wybornym i zdrowym usposobieniu ogółu. Nie było też państwa w Europie prawdziwiej i więcej demokratycznego, a w nim jednak dawna szlachta i nowo zdobyte stanowiska zajmowały właściwe miejsca. Przywilejów tu nie było, była - przeciwnie - zupełna równość cywilna i polityczna, a przecież szlachta zachowała swoje majątki i swoje tradycje i nawet pewną przewagę, nie będąc przez to dla nikogo ani ciężarem, ani zaporą, ani solą w oku. Tym sposobem państwo to przyswajając sobie wszystko, co nowożytne, nie wyzuło się całkiem z tego, co dawne czasy miały dobrego, i dlatego zapanowały w nim czynność i życie nowoczesnych demokracji połączone z hartem i siłą krzyżacką.

Aniołem opiekuńczym, patronem tego państwa, ideałem każdego Prusaka i prawdziwie historyczną postacią w Prusach pozostał Fryderyk Wielki, der alte Fritz, jak go zwą wdzięczni Prusacy, którzy przechodząc koło jego pomnika w Berlinie niemalże się przed nim ze czcią nie kłaniają. Nic bardziej znamiennego, jak ta cześć całego narodu dla tego króla filozofa i podbójcy, który nie wybierając środków, dążył tylko do zaokrąglenia Prus, do zapewnienia ich przewagi wojskowej, a którego potomkiem politycznym w prostej linii jest hrabia Bismarck.

Prusy zbudowane do podbojów, wprowadzone na drogę podbojów przez Fryderyka Wielkiego, postawione w ciągłej konieczności zaokrąglania się, a pchane przez hr. Bismarcka do coraz większych zaborów pod chorągwią i płaszczykiem myśli niemieckiej i jedności niemieckiej, rozporządzały w tym celu dwoma środkami, które do wysokiego stopnia zostały wydoskonalone: biurokracją i wojskiem, a raczej wyborną administracją i potężną armią. A jednak i to godnym jest uwagi, pomimo tej biurokracji, tej armii, Prusy nie stały się przecież ani państwem wyłącznie biurokratycznym, ani militarno-despotycznym, umiały się ochronić od zwykłych a szkodliwych następstw silnie urządzonej biurokracji i licznej armii.

Biurokracja pruska stanowiła zastęp urzędniczy, zostający na rozkazach rządu centralnego, była ona podporą jego i potężnym środkiem w jego rękach; lecz nie ciążyła ani na kraju, ani na ludności, wypełniała ściśle i sumiennie swoje obowiązki, lecz nie mieszała się, nie wtrącała w stosunki społeczne, tym mniej w waśnie, słowem, nie prowadziła nawet w celach rządowych polityki na własną rękę, umiała być usłużna rządowi, nie prześladując ludności, przeciwnie, tworzyła wyborną, niezrównaną administrację, której dobrodziejstwa spływały na całą ludność i na wszystkie warstwy społeczne bez wyjątku. Ograniczona do liczby niezbędnej, nie była zbytecznie liczna, lecz była sprężysta; zawsze na usługach rządu i ludności, tak doskonale i sumiennie wypełniała swoje obowiązki, że łatwo ludność uwierzyć mogła, że służy nie rządowi, lecz narodowi. I nie było wyjątków, od kopisty do ministra, szczególnie kanclerza, każdy urzędnik pruski zawsze i wszędzie był przystępny dla publiczności i czynny dla niej; pozornie jej tylko służył, jakby swemu chlebodawcy, w samej rzeczy zawsze i wszędzie służył państwu i jego bliższym i dalszym celom. Biurokracji nie czuć było, bo ona nie utrudniała, lecz wszystko ułatwiała; wystrzegała się biuralizmu, nie odwlekała, spiesznie załatwiała sprawy. Zależna od władzy, ludność nie była od niej zawisła. Nie powstała też w Prusach sprawa biurokratyczna jak w Austrii, a jeżeli stan urzędniczy stanowił silny zastęp na rozkazach rządu, to przecież nie był kastą ani państwem w państwie. Wchodzili w jego skład ludzie z wszystkich warstw społeczeństwa. Dwoma jego głównymi zaletami są sumienność w pełnieniu obowiązków i nieskazitelność. Uczciwość i niesprzedajność tak były wkrzewione w administracji pruskiej, że nie można ich już było nazwać cnotami, stały się zwyczajem, obyczajem, do którego nawykły równie ludność, jak zastęp urzędniczy. Uczciwość ta była matematycznie dokładna i niemiecko-pedantyczna. Ażeby ci oddać dwa silbery, które przez pomyłkę wzięto więcej za depeszę, biuro telegraficznie dobijało się w nocy do twojego mieszkania i budzić kazało wśród najlepszego snu. Lecz ta do najmniejszych drobnostek posunięta cierpliwość była rękojmią ładu, zarazem otaczała administrację pruską aureolą, nadawała jej powagę i jednała dla niej poszanowanie i zaufanie ludności. Tak więc w Prusach zdołano ochronić się przed wszystkimi zgubnymi następstwami biurokracji, a wyzyskać wszystko, co ona może przynieść państwu. Biurokracja nie była tam złem, bo nie była, jak w Rosji, przekupna i sprzedajna, bo nie była jak w Austrii kastą wyzyskującą narody, kraje, warstwy społeczne i samo państwo, bo nareszcie nie pochłaniała wszystkiego, jak we Francji. Była potężną bronią w ręku rządu, lecz w życiu codziennym nie gniotła ludności, ale jej służyła.

Dodać wypada, że rząd pruski unikał zbytniej, niepotrzebnej centralizacji, skupił w swoich rękach wszystko, co mu do jego celów było niezbędne, lecz nie centralizował dla centralizowania, dla symetrii. Obok silnie zbudowanej biurokracji i wybornych administracyjnych urządzeń, były w Prusach samorządne instytucje, w których ludność brała udział w sprawach miejscowych, były sejmiki powiatowe, sejmy prowincjonalne, rady miejskie i tam wszystko się działo pod okiem i za początkowaniem władzy, a prawie nic i nigdy wbrew jej woli, lecz ta inicjatywa była mądrą, ta wola rozumną, baczną na interesy lokalne, których nie lekceważyła ani poświęcała dla doktryny. Słowem, nie było gorączki centralizacyjnej.

Drugim najważniejszym w tym państwie czynnikiem była wielka potężna armia. Środek to najpierwszy, najdzielniejszy do dopięcia zaborczych celów, głównym on też był przedmiotem pieczołowitości i starań tak rządu, jak panującego domu. Lecz urządzenia wojskowe w Prusach nie tylko, że były wyrachowane w zaborczych zamiarach na zewnątrz, ale oddziaływały także znacznie na wewnętrzne stosunki i na cały ustrój społeczny. Prusy, państwo przeważnie militarne, a mające jedną z najpotężniejszych armii na swoje rozkazy, nie stały się przecież wyłącznie militarnymi. W stosunkach cywilnych i politycznych nie dał się czuć wpływ wojskowości lub nawet wojskowych, rozdział między władzą cywilną a wojskową pozostał zupełny; armia nie stanowiła narodu w narodzie, lecz niemal cały naród stanowił armię. Nie wchodzi w ramy tej rozprawy oceniać szczegółowo siły wojskowe nowo utworzonego państwa, lecz wypada właśnie zastanowić się nad składem i duchem wojska. Prusy pierwsze między mocarstwami europejskimi przyjęły system wojskowy najwięcej zbliżony do systemu rzeczypospolitej rzymskiej, w której każdy obywatel był żołnierzem, a żołnierz nie przestawał być obywatelem. Tak jak w administracji umiały Prusy przy biurokracji ominąć biurokratyzm i zbytnią centralizację, tak też, stwarzając jedną z najpotężniejszych armii, umiały się ochronić od żołdactwa i wojskowych rządów.

Dwie główne zasady armii pruskiej, względnie armii Północnego Związku, ogólny obowiązek służby wojskowej i trzyletnia służba wojskowa z landwerą, były podstawami jej siły, liczby i wartości tak wewnętrznej, jak zewnętrznej. System pruski przerabiał naród w armię tak, iż niemal cała ludność, jeżeli nie była ciągle, to zawsze mogła stanąć pod bronią; tym samym armia Północnego Związku nie była niczym innym, jak tylko wyrazem całego narodu, ożywiona więc była jego myślą, nadziejami, obawami, jednym słowem armia ta to prawdziwy był naród niemiecki, z poczuciem swej jedności i dążący do niej pod przewodnictwem Prus.

Trzyletnia służba wojskowa nie przemieniała żołnierza w żołdaka, nie przeszkadzała mu w innych czynnościach i obowiązkach życia tak publicznego, jak prywatnego. Żołnierz też w Prusach nie przestawał być obywatelem, aczkolwiek obywatel był na każde zawołanie żołnierzem. Żołnierz wracający do ogniska domowego przynosił z sobą naukę ładu, porządku i poczucie wspólności z całym państwowym organizmem i z główną myślą ożywiającą państwo, z myślą patriotyzmu prusko-niemieckiego.

Ogólny obowiązek służby wojskowej wywierał wielki a zbawienny wpływ na całe społeczeństwo, a zarazem wzbogacał armię, chwilowo wprawdzie, wykształconą warstwą krajową, która inaczej trzymałaby się z dala od wojska. Obowiązek ogólny służby wojskowej przyczyniał się niezmiernie do utrzymania zdrowia w społeczeństwie pruskim, względnie północno-niemieckim i do nadania obywatelom hartu, tęgości, wytrwałości, którymi oni odznaczyli się. Obowiązek ten zbliżał do siebie wszystkie warstwy społeczne, równał je ze sobą nie w zasadzie tylko, ale w życiu codziennym, w najrzeczywistszym życiu i to w imieniu i pod godłem wielkiej myśli państwowej. Był on niezaprzeczenie najdzielniejszym środkiem demokratyzowania najzupełniej, bo najpraktyczniej całego społeczeństwa. Obowiązek ten nie tylko, że demokratyzował społeczeństwo, ale pochlebiał niezmiernie demokracji współczesnej; łechtał ją najprzyjemniej w jej bezwzględnej nienawiści do wszelkiego nie tylko cienia przywileju, ale nawet odróżnienia. Obowiązek ogólny służby wojskowej, powołując pod ten sam sztandar w imieniu myśli państwowej, a i narodowej książąt krwi, synów dygnitarzy i ministrów, szlachtę, mieszczan i chłopów, nie zniżał nikogo, podnosił wielu przemawiając do najszlachetniejszych uczuć, zadowalał zarazem najniższe i najpospolitsze uczucia zazdrości i zawiści; niedogodny dla mniejszości, pochlebiał ogółowi już tym samym, że nie znał wyjątków, a służąc podwójnie celom państwowym stwarzał silną, liczną, wykształconą armię, zarazem odpowiadał wszechwładnym przekonaniom, a nawet przesądom dzisiejszych czasów, demokratyzował społeczeństwo, co może ważniejsze podobał się współczesnej demokracji. Jednym z rysów charakterystycznych polityki pruskiej hr. Bismarcka, na który wypadnie mi nieraz zwrócić uwagę, jest właśnie schlebianie dobrym i złym skłonnościom i namiętnościom czasu, mianowicie współczesnej demokracji.

Niepotrzebnie siliłbym się chcąc dowodzić doskonałości urządzeń wojskowych pruskich, rzeczywistość ta wymowniejsza od wyrazów, a najgłówniejszym dowodem jest ten, że niemal wszystkie państwa zamieniły dawne urządzenia wojskowe na system zbliżony mniej więcej do pruskiego, który może jest systemem przyszłości, jeżeli doprowadzi do milicji. Lecz jak w wielu kierunkach, tak i w urządzeniach wojskowych Prusy ubiegły Europę o kilka lat i w tym upatrywać trzeba jedną z głównych przyczyn ich powodzeń. [...]

Urządzenia wojskowe pruskie były tak doskonałe, tak z góry obrachowane na to, aby przyłączeniem innych wojsk do armii pruskiej nie popsuć jej jedności i jednolitości, że przemiana wojsk podbitych i związkowych państw w wojsko północno-niemieckie, dokonana została zupełnie i całkowicie, a tak jedna z najlepiej urządzonych armii stała się zarazem jedną z najliczniejszych i nie była jak flota emblematem, ale wcieleniem i uosobieniem myśli jedności niemieckiej pod przewodnictwem Prus. Była prawdziwą armią niemiecką, chociaż jak w całym nowym porządku rzeczy i w niej Prusy miały dowództwo i przewagę, tę przewagę, którą daje zawsze silny ustrój i odwaga początkowania.

Armia Północnego Związku nie powstała z rekrutacji, wyrosła z ziemi ojczystej na skinienie dane z Berlina. Nie dzieliłem też zdania tych, którzy twierdzili, że można by ją zgnieść w jednej wielkiej bitwie; nie była to jedna armia, ale było ich trzy, a podczas gdy jedna by była pobita, druga by za nią powstała. Przede wszystkim nie trzeba, nie można pomijać w żadnym kierunku, szczególnie w wojskowym, prawdziwej, wielkiej siły dzieła hr. Bismarcka. Otóż kończąc te uwagi śmiało twierdzę, że potęga militarna Północnego Związku stanowiła już jedną z największych, jakie były w świecie i że pierwszorzędne zajmowała miejsce w składzie sił europejskich. Była to ogromna sama przez się potęga, która z każdym dniem groźniejszą się stawała dla pokoju, równowagi i bezpieczeństwa Europy.

Trzecim, może najważniejszym czynnikiem przewagi Prus w Niemczech, a potęgi utworzonego przez nich państwa była wyborna skarbowość i niesłychanie na ówczesne czasy pomyślny jej stan. Prusy, mając zawsze na oku zabory, nie zapomniały nigdy, że najważniejszym czynnikiem wojny jest pieniądz. Wiadomym jest, że już za czasów kurfirstów korona starała się mieć zapas skarbowy w swoich rękach i pod swoim wyłącznie kluczem, że oprócz i poza zwykłym budżetem był pieniądz zapasowy i dowolny, który czekał sposobnej chwili, aby był użytym we właściwych mu celach. Oprócz tego wzorowa skarbowość, sumienny zarząd grosza publicznego, mądra i przezorna oszczędność, nareszcie ten szczęśliwy zbieg okoliczności, który dozwolił Prusom od wojen napoleońskich pozostać poza większymi europejskimi zawikłaniami sprawiły, iż kiedy z każdym rokiem dług publiczny stały i niestały wszystkich państw europejskich wzrastał w sposób potworny, budżety pruskie równoważyły się bez zbytecznego obciążania ludności podatkami i bez wycieńczania bogactwa i zasobów krajowych; a tak Prusy, dokonawszy w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia największych czynów politycznych, zaokrągliwszy się geograficznie i wzmocniwszy politycznie więcej jak każde inne państwo, zająwszy w Europie przeważne stanowisko, były jednak najmniej zadłużonym, najmniej obciążonym państwem, mającym najlepszą, najpotężniejszą skarbowość. Jaką to siłę daje rządowi i państwu w naszych szczególnie czasach, nie potrzebuję długo się rozwodzić. Użyję tu porównania: przypuśćmy, że pomiędzy dwoma właścicielami ziemskimi, zadłużonymi i zadłużającymi się coraz więcej, dla których zaciąganie coraz to nowych długów stało się gospodarczą koniecznością, znajduje się trzeci, którego hipoteka czysta, dochody pewne, aczkolwiek może bezpośrednie nie tak znaczne jak dwóch pierwszych, i zastanówmy się nad tym, jaki biegiem rzeczy musi być koniec podobnego położenia? Oto sztuczne istnienie dwóch pierwszych musi niebawem dojść do kresu, ich majątki pójdą wcześniej czy później na sprzedaż, a tych majątków nabywcą, raczej gospodarczym spadkobiercą zadłużonych sąsiadów, będzie ów trzeci zamożny właściciel, w którego zarządzie panuje oszczędność, ład i porządek. Prusy zajmowały gospodarczo w środkowej Europie stanowisko tego trzeciego właściciela; miały nad wszystkimi innymi państwami wyższość, którą obliczyć można było za pomocą długów, które na tych państwach ciążyły, a od których Prusy były wolne; gospodarczo więc prześcignęły i pobiły Europę nim ją prześcignęły i pobiły politycznie. Widoczne to było szczególnie w stosunku do Austrii, którą Prusy gospodarczo i skarbowo pobiły nim ją zwyciężyły na polach Sadowej; drobnym na pozór, lecz przekonywującym tego dowodem jest, że srebro austriackie było zdawkową monetą w Prusach i że to srebro, które w Austrii było wyjątkiem, niemal numizmatycznym zabytkiem, wszędzie i co chwila tam się znajdowało. Czy w tej wyższości pieniężnej nie znajdowała się więcej jak w karabinach iglicowych jedna z głównych przyczyn zwycięstwa Prus nad Austrią? Niepodobna o tym wątpić. Wielkie, niesłychane powodzenie Prusaków w siedmiodniowej wojnie przypisać należy głównie temu, że tak politycznie, jak wojskowo Prusy miały zupełną wolność i swobodę ruchów, kiedy przeciwnie Austrii na tej wolności i swobodzie głównie zbywało. Sadowa - to iloczyn szybkości ruchów i swobody działania, a te dały Prusom przede wszystkim potężne środki pieniężne, którymi Austria nie rozporządzała; i dlatego także, kiedy cała armia pruska była rzeczywistością, armia austriacka była w znacznej części tylko liczbą na papierze.

Ten ład w skarbowości, ta mądra a nie skąpa w najmniejszych szczegółach oszczędność, pozwalały Prusom w wielkich sposobnościach był wspaniałymi i obracać na szachownicy politycznej milionami, równie jak na polach bitew zastępami. A chociażby głos publiczny przesadzał pod tym względem działalność i zapobiegliwość hr. Bismarcka, już to samo mniemanie o nim było dla niego i Prus siłą. Hr. Bismarck rzeczywiście takie miał w Niemczech stanowisko, iż nieraz słyszało się tam zdanie: "jego ręka sięga nierównie dalej jak jego władza". Kiedy inni od wszystkich i na wszystkie strony pożyczali, hr. Bismarck i Prusy niejednemu dawali. Nie można się więc dziwić urokowi, który ich otaczał; był to bowiem urok milionów!

Po dokonaniu jednak pierwszej części dzieła hr. Bismarcka, ten błogi, ten arcypomyślny stan skarbowości zmienił się nieco i z każdym dniem się pogarszał. Wielkie dokonane rzeczy dużo kosztowały; naprężenie stosunków, jakie sprowadziły w Europie jeszcze więcej, nareszcie to, co zostało do dokończenia, druga część dzieła, wymagała i pociągała za sobą przygotowania narażające na niemałe wysilenia skarbu. Toteż dawna równowaga budżetów lub nawet nadwyżki budżetowe przemieniły się w niedobór, mikroskopijny wprawdzie w porównaniu z niedoborami innych budżetów, lecz świadczący o wyjątkowym położeniu rzeczy. Nareszcie opodatkowanie także nieco się wzmogło. Był to powód jedynego, widocznego w całym Północnym Związku niezadowolenia, które szczególnie czuć się dawało w krajach do Prus przyłączonych i związkowych, gdzie dawniej opodatkowanie było nierównie niższe. Dawał się w całych północnych Niemczech słyszeć głos: "to dużo kosztuje", a nawet "to za dużo kosztuje". Ten głos najwięcej przyczyniał się do przyspieszenia zawikłań europejskich i ponaglał hr. Bismarcka do rozpoczęcia drugiej części dzieła, które raz skończone, pozwolić mogło wrócić do dawnych, korzystnych warunków skarbowych. Tak więc, jeżeli pomyślny stan pieniężny był jedną z wielkich dźwigni działania i potęgi Prus, to obawa stracenia i wypuszczenia z ręki tej dźwigni stawała się znów bezpośrednią groźbą dla pokoju europejskiego, bo ważnym dla Prus i Północnego Związku powodem dalszego naprzód pochodu.

Niepodobna tu powstrzymać się od uwagi, że kiedy w Północnym Związku narzekano na wysokość podatków, że kiedy tam skarżono się, że wielkie dokonane rzeczy i potęga państwa już zbyt wiele kosztowały, w Austrii nierównie jeszcze drożej opłacano poniesione klęski, niepewność położenia, ciągłe obawy, jednym słowem - najopłakańszy stan polityczny!

Trzy więc te czynniki państwowe: wyborna administracja i sprężysta biurokracja, potężna armia, wzorowa skarbowość, były to trzy wielkie a dostateczne powody potęgi Prus i ich przewagi w Niemczech, lecz były to zarazem trzy czynniki widocznie przeznaczone do dalszego zaborczego działania, a których istota i doskonałość stawały się zapowiedzią dalszych podbojów i zawikłań, groźbą dla równowagi europejskiej i rękojmią dokonania jedności niemieckiej pod przewodnictwem Prus za pomocą siły, krwi i żelaza.

Lecz te korzystne warunki, w których znajdowały się Prusy, to dopiero narzędzia działania. Nie wystarcza to do spełnienia wielkiego posłannictwa, niedostateczne to do zbudowania wiekopomnego i trwałego dzieła. Do tego niezbędne są jeszcze duchowe czynniki, konieczną myśl orzeźwiająca ciało i kierująca działaniem. Toteż ten pomyślny stan Prus, który nie ukrywał w swym łonie żadnego zarodu rozkładu lub zepsucia, grzeszył jednak przez długie czasy brakiem owej orzeźwiającej i żywotnej myśli, ten brak był zarazem i stawał się z każdym dniem widocznym niebezpieczeństwem, a to niebezpieczeństwo okazywało się i piętrzyło się przed Prusami w postaci wielkiej, potężnej sprawy niemieckiej, jedności niemieckiej.

Sprawa ta była przed ostatnią wojną najpotężniejszą w Prusach bronią opozycji tak przeciw koronie, jak przeciw rządowi, w Niemczech przeciw Prusom: w jej imieniu mogły pewnego dnia połączyć się wszystkie opozycje i stać się groźne. Hr. Bismarck, polityką swoją zrobiwszy więcej w jednym roku dla tej sprawy jak cała opozycja i Narodowy Związek przez pół wieku, wyrwał jej żądło z ust i wcisnął w rękę Hohenzollerna chorągiew idei niemieckiej. I wtedy to, w to ciało doskonale zbudowane wstąpił naraz duch, który spotęgował jego siłę, wlał w nie prawdziwe życie, zarazem otoczył niesłychanie świetnym blaskiem. A jednak pomimo tego, a raczej właśnie dlatego sprawa niemiecka i jedności niemieckiej była jeszcze największym dla Prus i dla pierwszej części dzieła hr. Bismarcka niebezpieczeństwem, a to dlatego, że Prusy pod groźbą rozbicia tej pierwszej części, nie mogły się już wpół drogi zatrzymać i jeżeli nie chciały zejść z zajętego stanowiska, musiały dokończyć drugą część dzieła, nie mogły wypuścić z ręki chorągwi jedności niemieckiej i zatknąć ją musiały na ostatnim bastionie! A przecież to dokonanie drugiej części dzieła ani tak łatwe, ani tak pozbawione, szczególnie dla Prus, niebezpieczeństw nie było, abym nie miał słuszności twierdząc, że myśl i sprawa niemiecka, będąc największą siłą Prus i Północnego Związku, były zarazem dla nich jedynym groźnym niebezpieczeństwem. Pod tym względem ani Prusacy, ani hr. Bismarck nie byli już panami położenia i iść musieli naprzód pchani koniecznością historyczną, iść musieli za prądem wszechwładnego głosu publicznego, parci duchem niemieckim, chciwym jedności i patriotyzmem germańskim, którego ostatnim wyrazem była jedność. Jak przed wojną sprawa niemiecka była jedynie groźną w Prusach dla rządu, a w Niemczech dla Prus, tak i w 1869 r. stałaby się była groźną natychmiast, już nie tylko, gdyby Prusy i hr. Bismarck sprzeniewierzyli się jej, ale nawet, gdyby na chwilę okazali chęć pozostania w status quo tak dla Prus świetnym. [...]
16 1 16
2009-11-14T15:54:07+01:00
1. Które państwo włoskie odegrało najważniejszą rolę w procesie zjednoczenia Włoch? Podaj nazwę i imnie panującego w nim monarchy.
najwazniejsza role w zjednoczeniu wloch odegrala sardynia.Jej wladca byl Wiktor Emanuel II
2. Terytorium włoskie, które stało się częscią zjednoczonych Włoch w 1870 roku. Jaka był jego funkcja w panstwie od 1871 roku?
NIESTETY NIE MA M POJECIA SORKI
3. Które państwo było głównym sojusznikiem zjednoczenia Włoch?
glownym sojusznikiem zjednoczenia wloch byly prusy
4. W którym mieście podpiano zawieszenie broni na froncie zachodnim w 1918r?(I wojna światowa)
zaweszenie broni podpisano 11 listopada 1918 roku w Compiegneu pod Paryzem
5. Nazwy miejscowości w których powstały lokalne ośrodki państwowości polskiej. (Narodziny II Rzwczpospoliej)
Wielkopolska,Galicja,Slask
11 3 11