Odpowiedzi

2009-11-14T20:32:35+01:00
Nia 29 marca br. siedmioosobową grupą uczniów, pod opieką trzech nauczycieli: pani prof. Katarzyny Nędzkej, pani prof. Moniki Trębacz oraz pani prof. Moniki Witkowskiej udaliśmy się do schroniska dla bezdomnych zwierząt w Olkuszu.

Podczas dyskoteki walentynkowej zostały zebrane pieniądze na zakup karmy dla mieszkańców tego schroniska. Udało nam się zebrać 250 zł. W drodze do schroniska wstąpiliśmy do „Biedronki”, w której zakupiliśmy pokarm. Wydaliśmy całą kwotę. Wszystko zapakowaliśmy do samochodów i udaliśmy się do celu naszej podróży.

Po dotarciu na miejsce powitał nas niezbyt przyjemny zapach, jednak z czasem dało się do niego przyzwyczaić. Pogoda również nam nie sprzyjała, było bardzo zimno i padał ulewny deszcz. Mimo zapowiedzi naszej wizyty kierownik schroniska nie zechciał do nas wyjść i odpowiedzieć na nurtujące nas pytania. Natomiast zajęli się nami pracownicy schroniska. Razem z nami rozpakowali karmę i ułożyli w specjalnym pomieszczeniu. Następnie zaprowadzili nas do zwierząt. Widok był szokujący. Wszędzie było pełno błota. Psów było za dużo, a bud za mało. Stały razem z nami na deszczu i mokły. Te, które są w schronisku od niedawna żyją jeszcze z nadzieją na nowy dom. Podchodzą do ogrodzenia i patrzą tęsknym wzrokiem. Przy tym skomlą i usiłują zwrócić na siebie uwagę. Inne, będące w schronisku już znacznie dłużej, są zrezygnowane i widok ludzi nie robi na nich większego wrażenia. Nie mają nawet ochoty na wyjście z budy. Widok tych zwierząt ściska serce.

Życie zwierząt w schronisku jest codzienną walką o przetrwanie. Słabszy nie ma szans na przeżycie. Walczą o pokarm, dach nad głową i miłość człowieka. Jeśli nie macie w domu czworonożnego przyjaciela to zapewniamy Was, że w schronisku w Olkuszu czeka na Was bardzo wiele samotnych psich serc.
3 3 3
Najlepsza Odpowiedź!
2009-11-14T20:56:10+01:00
W małych miejscowościach i na wsiach drogi są nieprzejezdne, rury z wodą pękają, zamarzają. Mało kto przyjeżdża tam zabrać zwierzęta do domu. Zimą schroniskowe zwierzęta tracą nadzieję, a właściciele azylów liczą tylko, że nie zabraknie karmy. To podstawowa potrzeba każdego schroniska. Na to idą niemal wszystkie pieniądze przekazywane przez darczyńców. Zbiórki karmy i inne akcje pomocy schroniskom są zazwyczaj jednorazowe, a zwierzęta muszą jeść codziennie. Zimą jedzą więcej, muszą bowiem uchronić się przed dotkliwym zimnem. Buda, często prowizorycznie sklecona i wyłożona sianem, nie zawsze im zapewnia tę ochronę.

Z forum internetowego wolontariuszy otrzymuję namiary na pilnie potrzebujące pomocy schronisko - schronisko w Korabiewicach. Korabiewice to jedno z największych azylów dla zwierząt w Polsce i Europie. Nie ma sobie podobnych nie tylko ze względu na wielkość, ale również liczbę zwierząt i obecność egzotycznych gatunków. Na kilkunastu hektarach mieszka tu około 500 psów, 50 kotów, 19 koni, 5 krów, 4 niedźwiedzie, 2 świnki wietnamskie oraz wilczyca i pół-wilczyca. To prywatne schronisko, którym opiekuje się Magda Szwarc, leży 60 kilometrów od Warszawy. Prywatne – znaczy nie dostaje żadnych dotacji od państwa. Od gmin, z którymi ma umowy, otrzymuje jedynie 200 – 300 zł jednorazowej zapłaty za psa oddanego przez hycla. Gminy nie interesuje dalszy los zwierzęcia. Dlatego schroniska większość zwierząt usypiają. Tylko na to wystarczą gminne pieniądze.

W Korabiewicach nie usypia się zwierząt. Magda Szwarc, była księgowa w cyrku, wie jak bardzo źle człowiek może traktować zwierzę, widziała, co się robi ze zwierzęciem, które już nie może wykonywać swojej pracy. Mówi, że te pokrzywdzeni przez nas „bracia mniejsi” też mają prawo do godnego i szczęśliwego życia.
2 5 2