Odpowiedzi

2009-11-14T22:27:17+01:00
Stygmaty to – obok m.in. opętania i nerwicy eklezjogennej — jedna z chorób „religijnych”, dotykająca przeważnie osoby najintensywniej emocjonalnie zaangażowane w nauczanie kościelne. W zdecydowanej większości dotyczy kobiet.

Jej symptomy to rany na stopach, rękach (zwykle dłoniach, rzadko nadgarstkach), w boku i na czole, pojawiające się w miejscach w których według ikonografii Chrystus miał mieć rany związane z kaźnią na Golgocie. Zwykle jednej osoby dotyczą najwyżej dwa rodzaje stygmatów.

Narodziny i rozwój choroby związane są z późnym średniowieczem, kiedy miała miejsce ekspansja ikonograficzna męki Chrystusa. Pierwszym znanym stygmatykiem był św. Franciszek z Asyżu. Jego stygmatyzacja miała nastąpić na górze Alwernia, gdzie Franciszek przebywał na czterdziestodniowym poście.

Według ostatnich badań Anny Marii Turi od tego czasu zanotowano 403 takie przypadki, z czego większość (333) to kobiety (96 zakonnic, reszta w większości dominikanki), a 70 — mężczyźni (34 duchownych, przeważnie franciszkanów). Najpierw przypadki stygmatyzacji odnotowywano we Włoszech, następnie w Niemczech i krajach Beneluksu, a wieku XVI rozwinęło się w Portugalii i Hiszpanii. W wiekach XVIII i XIX, wraz z rozwojem racjonalizmu i sceptycyzmu, zjawisko to maleje. Następuje też coś, co można nazwać rozwojem „równouprawnienia Bożego”: liczba stygmatyzowanych kobiet staje się podobna do liczby mężczyzn (w ostatnich 100 latach).

Najbardziej znany stygmatyk XX wieku to bł. Franciszek z Petrelcina (franciszkanin) czyli ojciec Pio.

Ojciec Pio miał rany na rękach, nogach i w boku. Na chrzcie otrzymał imię na cześć pierwszego stygmatyka. Ten włoski franciszkanin, podejrzewany o neurotyczny ekshibicjonizm i bluźniercze utożsamianie się z Jezusem Chrystusem, był ponadto charyzmatykiem, cudotwórcą, uzdrowicielem, jasnowidzem, doznawał ekstaz i wizji – pełen wachlarz cudowności.

Jednak nawet przez ludzi Kościoła posądzany był o histerię i nerwicę, która miała być źródłem jego stygmatów. Zarzuty przeciw o. Pio stawiał nawet związany z Kościołem lekarz-zakonnik o. prof. Antonio Gemelli (franciszkanin), który mówił: "On jest całkowicie normalny", nienormalny był jednak w tym, że posiadał żarliwą wiarę, wiemy że już od lat dziecięcych odznaczał się niespotykaną religijnością: "mały Franciszek pasał kilkanaście owiec i w tym czasie zamiast łobuzować z innymi chłopcami, wynajdował ustronne miejsca, gdzie modlił się zatykając w ziemię krzyż z dwóch gałązek". Mały samotnik został ministrantem, wówczas to "potrafił długie godziny klęczeć przed Najświętszym Sakramentem (...) Jedyne co lubił, to przebywać w samotności".

Wiadomo, że cierpiał na "nieznaną chorobę, która trapiła zakonnika już w seminarium, obecnie zaś nasiliła się do tego stopnia, że młody Pio często tracił przytomność (...) dostawał gorączki, której nie potrafił zmierzyć inny termometr, tylko kąpielowy". Z powodu swej choroby nie mógł objąć żadnego stanowiska duszpasterskiego, został odesłany do domy rodziców. Było to dla niego niewątpliwym ciosem. Postanowił zostać świętym masochistą. Pisał: "Odczuwam gwałtowne pragnienie cierpienia i zarazem ustawiczną potrzebę mówienia wciąż do Pana: albo cierpieć albo umrzeć, a nawet: Zawsze cierpieć, a nigdy umrzeć". Będąc w rodzinnym domu wybudował sobie szałas w pobliżu gospodarstwa rodziców, w którym całe dnie spędzał na umartwieniach, modlitwach i postach. W czasie jednej z takich ascez w szałasie zaczęły krwawić mu dłonie.

Pełna stygmatyzacja Franciszka nastąpiła w roku 1918, w czasie modlitwy przed wielkim krucyfiksem. „Odkryto równocześnie, że krew i rany o. Pio wiernie odtwarzają ślady ran na krucyfiksie" (warto to dostrzec: nie odtwarzały ran rzeczywistych, jakie mógł mieć Jezus, lecz te, które zakonnik widywał codziennie na obrazach i krucyfiksach: rany na dłoniach, które przybite do krzyża nie utrzymałyby ciężaru ciała). Miało się to stać kiedy Franciszek spędził całe przedpołudnie na żarliwych modłach, "mając na wprost oczu wielką figurę Chrystusa na krzyżu, rzeźbioną w cyprysowym drzewie". Jego stygmaty zasklepiły się dopiero, gdy stracił świadomość, w chwili śmierci.

Katolicy za nim szaleli, we Włoszech modli się do niego więcej ludzi niż do Matki Boskiej, lecz Kościół przez długi czas był niezmiennie przeciwny. Święte Oficjum wydało dekret następującej treści: „po przeanalizowaniu wybranych faktów z życia Ojca Pio i jemu przypisanych, nie dopatruje się w nich charakteru nadprzyrodzonego". Przypisuje się to na ogół aktualnej ostrożności kościelnej w kwalifikowaniu rzeczy cudownymi w dobie mocnej nauki, kiedy łatwo o kompromitującą wpadkę. Prawdopodobnie jednak chodziło o to, że Kościół był w posiadaniu dokumentów kompromitujących ojca Pio jako hochsztaplera. Dokumenty te profanom zostały ujawnione dopiero w ubiegłym roku przez Sergio Luzzatto, historyka, który wydobył je z watykańskich archiwów i ujawnił w demaskatorskiej biografii o. Pio. Chodzi o zapis rozmowy z aptekarką Marią De Vito, która wyznała urzędnikom watykańskim, że w 1919 r. Pio kupił u niej cztery gramy kwasu karbolowego i poprosił, aby w tajemnicy przed innymi braćmi dostarczyć to do San Giovanni Rotondo. Wynika z tego, że rany ojca Pio co najmniej w częściowo były wywoływane przez niego samego kwasem. Jan Paweł II puścił w niepamięć kompromitujące dokumenty i wyniósł Pio na ołtarze.

Poza hochsztaplerami, innymi utrudnieniami w kościelnym eksploatowaniu stygmatów jako cudu jest fakt, iż stygmatykami zostają także notoryczni heretycy. Głośna polska mistyczka i stygmatyczka, Katarzyna Szymon (1907-1986; katarzynaszymon.pl) miała orędzie tylko częściowo zbieżne z doktryną kościelną (zwłaszcza w zakresie aborcji). Za bardzo jednak przejęła się biblijnym nakazem, aby kobiety nie nosiły męskich ubiorów. „Pamiętajcie matki, panny i dziewczynki – mówiła Maryja poprzez Szymon — nie chodźcie nigdy w spodniach, bo to strój dla mężczyzn. Tyle lat mówię o tym, ale lud nie chce słuchać, a kapłani nie zwracają na to uwagi. Kapłani, którzy nie upominają i nie zabraniają kobietom chodzić w spodniach, będą za to cierpieć, bo to jest wielka pycha. Żadna kobieta nie może przyjmować Komunii Świętej w spodniach.” Jej obsesja na punkcie spodni zaowocowała niechęcią Kościoła do jej stygmatów i objawień.

Większym problemem dla Kościoła jest przypadek Giorgio Bongiovanniego, który dostał stygmatu w kształcie krzyża na czole. Ponieważ Giorgio nie był szczególnie przywiązany do Kościoła, więc swoją chorobę wykorzystał do propagowania innej nauki. Ogłosił się mianowicie reinkarnacją jednego z fatimskich pastuszków chwaląc się znajomością „trzeciej tajemnicy fatimskiej”, która ma polegać na tym, że Chrystus umarł także za kosmitów i że im też się objawił na równi z nami. Według Bongiovanniego Matka Boska Fatimska chce zjednoczenia katolicyzmu z ufologią. Bongiovanni jeździ po świecie jako gwiazda ufologów, irytując ludzi w Watykanie opowieściami o tym, że ma kwity na papieża (o korupcji w Watykanie).

Po wyeliminowaniu oszustów, którzy mogą stanowić dużą część wszystkich stygmatyków, istnieją całkiem naturalne wyjaśnienia „świętej choroby”.

Jeśli chodzi o św. Franciszka z Asyżu to jego przypadek był analizowany w Annals of Medical History przez doktora Edwarda Fredericka Hartunga. Święty cierpiał na poważną infekcję oka, której nabawił się w Egipcie. Była to prawdopodobnie jaglica, zwana egipskim zapaleniem spojówek. Umarł w wieku 45 lat na malarię złośliwą. Św. Franciszek nigdy nie opowiadał o tym, że miał jakieś święte znamiona. To są opowieści jego towarzyszy, które się rozpowszechniły po śmierci świętego. Hartung opisał jego rany jako powikłania po złośliwej odmianie malarii czwartaczki, czyli takiej odmianie malarii, która u chorego wywołuje dreszcze co cztery dni. Nikt tego nie leczył i św. Franciszka męczyło to przez 12 ostatnich lat jego życia. Zarażone był żołądek, śledziona i wątroba, powodując wielkie cierpienia Franciszka. Obrzęki i krwotoki były jednymi z powikłań nieleczonej czwartaczki. „Istnieje pewien zespół powikłań po czwartaczce, nieobserwowany dziś często, lecz spotykany w przypadkach zaniechania właściwego leczenia. Pojawia się mianowicie plamica (purpura). Wiemy, że plamica występująca w powikłaniach malarycznych jest zazwyczaj rozłożona symetrycznie, na ogół na dłoniach i stopach, jako jajowate, sinawe, czasami nieco wypukłe plamy”.

Trudno oczywiście przypadek św. Franciszka uznać za wyjaśnienie wszystkich pozostałych stygmatów. Główny problem polega oczywiście na tym, że na ogół ran tych nie poddawano zbyt wnikliwej obdukcji lekarskiej. Nawet sama rejestracja symptomów towarzyszących stygmatom daleka jest od naukowej skrupulatności mogącej być wiarygodnym materiałem badawczym, nie wspominając już o możliwości laboratoryjnej analizy choroby „stygmatycznej”.

Na podstawie dostępnych danych o symptomach stygmatów są one klasyfikowane także jako efekty niektórych zaburzeń mózgu. Polska „Encyklopedia Medycyny” mówi o występowaniu stygmatów u ludzi fanatycznie religijnych, najczęściej na podłożu osobowości histerycznej. Byłaby to więc forma religijnej histerii.

Za psychologiczny mechanizm powstawania stygmatów najczęściej przyjmuje się „psychiczne samookaleczenie się”. Stygmatyk działa na swoje ciało siłą wyobraźni i silnymi emocjami. Osoba chora jest pod tak silnym wpływem wyobrażeń o kaźni Chrystusa, że wpływa to na nią fizycznie poprzez autosugestię. Dotyczy to osobowości histerycznych.

Jest to pewna forma konwersji histerycznej, czyli generowania przez podświadomość osobowości histerycznej pozorowanych lub rzeczywistych dolegliwości fizycznych w celu uzasadnienia niepodejmowania działań przez jednostkę lub odwrócenia jej uwagi od niechcianych myśli i uczuć. Objawy takiej konwersji można wywołać lub usunąć przez sugestię hipnotyczną. Istnieje też możliwość bardziej świadomego wywoływania objawów chorobowych, ich symulowania, i „włączania” i „wyłączania” (np. znikanie stygmatów „w modlitwie”).

Klasycznie rozumiana konwersja histeryczna mogłaby opisywać tylko pewne formy stygmatów, bez zmian fizjologicznych, polegające na bólach „w miejscach świętych”. Konwersja histeryczna to np. ból lub bezwład bez możliwości znalezienia somatycznego odbicia psychicznego zjawiska. Stygmaty, które wiążą się z ranami i krwawieniem powinny być opisywane jako inna odmiana religijnej choroby, o charakterze psychosomatycznym.
1 4 1