Odpowiedzi

2009-11-15T19:10:05+01:00
Nigdy nie zapomnę pewnej lekcji języka polskiego. Od dawna słyszeliśmy, że dzisiejsze szkoły schodzą na psy, jednak tamta lekcja pobiła wszystkie inne. Pani weszła do klasy zła, widocznie działaliśmy na nią jak płachta na byka, niestety. Marcin, klasowy błazen, od razu zrobił się potulny jak baranek, gdy nauczyciel zmierzył go swoim sokolim wzrokiem. Pani od razu zaczęła robić nam wyrzuty, że nic się nie uczymy, cały czas zbijamy bąki, że jesteśmy leniwi, uparci jak osioł, że w ogóle nie pracujemy jak mrówki. Wtem, ni stąd, ni zowąd do klasy wpadła pani dyrektor płacząc jak bóbr i prosząc naszą polonistkę na rozmowę w cztery oczy. Pani wyszła, a my patrzyliśmy się na drzwi, jak cielę na malowane wrota. Polonistka wróciła z zasępioną miną, pod nosem rzucając: "głupia gęś, rządzi mi się jak szara gęś..." Dostaliśmy gęsiej skórki. No, to teraz jest w jeszcze gorszym humorze. Pani zabrała się do lekcji jak pies do jeża. Tematem było zdanie: "Ona na pewno nie jest brzydkim kaczątkiem". Fajnie. Dyskusja.
Mało mnie to interesowało, więc z moim kumplem Mirkiem, z którym można było konie kraść, stwierdziliśmy, że zrobimy panią w konia. W końcu raz kozie śmierć. Pani została naszym kozłem ofiarnym. Zaczęliśmy małpować jej ruchy, papugować jej zachowanie. W końcu wiadomo, że uczniowie bardzo często drą koty z nauczycielami. Dostawaliśmy kota, a pani biegała po klasie jak kot z pęcherzem. Pogoniliśmy jej kota. Tak, zapędziliśmy ją w kozi róg. Pani dostała furii, wyrzuciła nam, że mamy ośle uszy, oczywiście robiła z muchy słonia. A my, nie baliśmy się jej jak słoń myszy, wręcz przeciwnie.
Po lekcji, pani padła jak kawka.
3 3 3