Odpowiedzi

2009-11-16T12:07:39+01:00
"Diogenes
ok. 412 - 323 p. n. e .

Diogenes, syn bankiera Hikezjosa, urodził się w Synopie. Diokles podaje, że musiał uchodzić z miasta, ponieważ ojciec jego, który zarządzał bankiem państwowym, podrabiał pieniądze. Eubulides zaś w traktacie "O Diogenesie" podaje, że czynił to sam Diogenes i razem z ojcem poszedł na wygnanie. Wreszcie on sam mówi w piśmie "Pordalos", że podrabiał pienišdze. Inni zaś podają, że gdy został mianowany zarządcą mennicy, namawiali go do tego współpracownicy. Wtedy miał udać się do Delf czy też na Delos, ojczystą wyspę Apollina, aby zapytać, czy ma uczynić to, co mu doradzają. Gdy zaś wyrocznia dała odpowiedź przyzwalającą, w której jednak była mowa "o tym, co jest przyjęte w państwie" , nie był pewny, co oznacza odpowiedź. Ostatecznie podrobił obiegową monetę, a gdy to wyszło na jaw, został według jednych świadectw skazany na wygnanie, a według innych, w obawie przed karą sam dobrowolnie uciekł. Inni wreszcie opowiadają, że podrabiał pieniądze, które otrzymywał od ojca, i że ojciec jego umarł w więzieniu, Diogenes zaś zdołał uciec do Delf i tam nie pytał o to, czy może fałszować pieniądze, lecz o to, co ma uczynić, aby osiągnąć największą sławę, i na to pytanie otrzymał odpowiedź.
Przybywszy do Aten, udał się do Antystenesa, a gdy ten go nie przyjął, ponieważ nikogo do siebie nie dopuszczał, chciał wymóc to na nim swoją natarczywością. Kiedy zaś Antystenes zagroził mu kijem, Diogenes nadstawił głowę, mówiąc: "Bij, bo nie znajdziesz tak twardego drzewa, którym byś mógł mnie odtrącić, dopóki do mnie mówisz". Od tego czasu Diogenes słuchał wykładów Antystenesa, a ponieważ był wygnańcem, żył bardzo skromnie.
Jak opowiada Teofrast w "Mowie megarejskiej", Diogenes na widok przebiegającej myszy, która ani kryjówki nie szukała, ani nie lękała się ciemnoąci, ani nie pragnęła niczego z tego, co uchodzi za łakocie, znalazł odpowiedni do okoliczności sposób życia.
On pierwszy składał płaszcz we dwoje, jak mówią, bo był biedny, i używał go też jako posłania, i nosił torbę, w której miał pieczywo. W byle jakim miejscu załatwiał wszystkie swoje sprawy: jadł, spał, rozprawiał.
Pewnego razu powiedział do Ateńczyków, wskazując na Krużganek Zeusa i na Pompejon, że zbudowali je dla niego na mieszkanie. Tylko gdy był chory, chodził wspierając się na kiju. Poza tym nosił stale kij, ale nie w mieście, lecz wtedy, kiedy ruszał w drogę ze swoją torbą, jak podają Atenodoros, który urzędował naówczas w Atenach , retor Polyeuktos i Lizaniasz, syn Aischriona.
Diogenes napisał list do kogoś znajomego, aby mu się wystarał o mieszkanie, a gdy ów zwlekał, zrobił sobie mieszkanie z beczki w Metroonie , jak o tym sam pisze w swoich listach. W lecie tarzał się na gorącym piasku, w zimie zaś obejmował pieszczotliwie zaśnieżone posągi, aby się na wszelki sposób hartować.
Z wielką pogardą odnosił się do innych, szkołę Euklidesa nazywał żółciową, a naukę Platona - marnowaniem czasu, konkursy dramatyczne na Dionizjach - wielkim widowiskiem dla głupców, a demagogów - sługami pospólstwa.
Mówił także, że gdy widzi w życiu sterników, lekarzy, filozofów, nazywa człowieka istotą najmędrszą wśród istot żyjących, kiedy natomiast widzi tłumaczy snów, wróżbiarzy i im podobnych albo też ludzi chełpiących się czy to sławą, czy to pieniędzmi, wtedy nic nie wydaje mu się głupsze od człowieka.
Stale powtarzał, że aby żyć, trzeba albo mieć rozum, albo trzymać w pogotowiu stryczek.
Gdy raz zobaczył, jak Platon na wystawnej uczcie sięga po oliwki, zapytał: "Dlaczego, mędrcze, ty, który pojechałeś aż na Sycylię dla wystawnych dań, nie radujesz się nimi teraz, choć leżą przed tobą?"; gdy zaś Platon odpowiedział: "Ależ, na bogów, Diogenesie, głównie z oliwek i tym podobnych dań składało się moje pożywienie", Diogenes odparł: "Po cóż więc płynąłeś aż do Syrakuz? Czy wtedy ziemia attycka nie rodziła oliwek?". Favorinus jednak w "Historiach rozmaitych" powiedzenie to przypisuje Arystypowi.
Innym razem, jedząc suszone figi, spotkał Platona i zapytał go: "Czy można cię poczęstować?" , a kiedy ten zabrał się do jedzenia, rzekł: "Chciałem cię tylko poczęstować, a nie oddać ci wszystkie".
Pewnego razu, gdy Platon zaprosił przyjaciół z dworu Dionizjosa, Diogenes, chodząc po dywanach, powiedział: "Depcę próżność Platona". Na co Platon odparł: "Jakże wielką pychę okazujesz, Diogenesie, udając, że obca ci jest pycha". Inni opowiadają, że Diogenes powiedział: "Depczę pychę Platona", na co Platon miał odpowiedzieć: "Ale inną pychę". Sotion zaś mówi o czwartej księdze [Sukcesji], że to cynik Diogenes tak powiedział do Platona. Diogenes prosił raz Platona o wino, a niedługo potem o suszone figi, ten zaś przysłał mu pełny dzban wina, na co Diogenes powiedział: "Czy jeżeli się ciebie zapytać, ile jest dwa i dwa, odpowiesz dwadzieścia? Tak więc ani nie dajesz tego, o co się ciebie prosi, ani nie odpowiadasz na to, o co się ciebie pyta". Wykpiwał też Platona jako nieposkromionego gadułę.
Zapytany, gdzie w Grecji widzi się dobrych mężów, odpowiedział: "Dobrych mężów nigdzie, natomiast dobre dzieci w Sparcie".
Gdy raz mówił o rzeczach poważnych, a nikt go nie słuchał, zaczął gwizdać, a gdy się ludzie zgromadzili wokół niego, łajał ich, że na głupi żart zbiegli się skwapliwie, do rzeczy poważnych natomiast ociągali się.
Mówił także, że ludzie idą w zawody ze sobą, gdy chodzi o kopanie rowów i ćwiczenie sprawności nóg, ale nikt nie idzie w zawody o to , by stać się doskonałym moralnie.
Dziwił się, że gramatycy tak starannie badają błądzenia Odyseusza, własnych natomiast błędów nie widzą, że muzycy zestrajają struny w lirze, a o harmonię własnej duszy nie dbają, uczeni wznoszą oczy ku słońcu i księżycowi, a nie widzą tego, co się dzieje pod ich nogami, retorzy chętnie rozprawiają o sprawiedliwości, ale bynajmniej sprawiedliwie nie postępują, ganią skąpców, a sami nade wszystko lubią pieniądze.
Potępiał ludzi, którzy chwalą sprawiedliwych za to, że gardzą bogactwem, sami jednak zazdroszczą bogaczom. Gniewali go także ludzie, którzy składają ofiary bogom, prosząc ich o zdrowie, a podczas samej ofiary objadają się ze szkodą dla zdrowia.
Podziwiał niewolników, którzy, widząc objadających się panów, nie ruszają zgromadzonych na stole potraw.
Chwalił tych, którzy zamierzają się żenić, ale się nie żenią, i tych, którzy zamierzają wyruszyć na morze, ale nie wyruszają, i tych, którzy zamierzają się zająć polityką, ale się nią nie zajmują, i tych, którzy zamierzają założyć rodzinę, ale nie zakładają, i tych, którzy gotowi są obcować z możnymi, ale się do nich nie zbliżają.
Mówił, że nie należy podawać przyjaciołom ręki z zaciśniętymi palcami. W "Sprzedaniu Diogenesa" Menippos podaje, że uwięziony i wystawiony na sprzedaż na pytanie, co umie robić, odpowiedział: "Rządzić mężami". A do herolda powiedział: "Zapytaj, czy ktoś życzy sobie kupić pana?" Kiedy nie pozwolono mu usiąść, powiedział: "Nie szkodzi! Przecież ryby także znajdują nabywców, chociaż leżą, a nie siedzą". Mówił, że dziwi go, iż kupując garnek lub miskę, ludzie pukają w nie, żeby je wypróbować, kupując zaś człowieka poprzestają na obejrzeniu. Powiedział do Kseniadesa, który go kupił, że musi go słuchać, choć on jest niewolnikiem; wszakże gdy niewolnik jest lekarzem albo kapitanem okrętu, należy mu się posłuszeństwo. Eubulos w "Sprzedaniu Diogenesa" mówi, iż Diogenes tak wychował dzieci Kseniadesa, że oprócz innych umiejętności nauczyły się jeździć konno, strzelać z łuku i z procy oraz rzucać oszczepem, a w palestrze nie pozwalał kierownikowi szkoły wychowywać chłopców na atletów, lecz tylko stosować ćwiczenia, aby nabrali zdrowej cery i tężyzny ciała. Jego wychowankowie znali wiele utworów poetów i historyków, a także utwory samego Diogenesa; robił dla nich skróty, żeby im ułatwić zapamiętanie całego materiału. W domu uczył ich, aby byli usłużni, zadowalali się prostym posiłkiem, gasili pragnienie wodą, nosili włosy ostrzyżone do skóry i bez żadnych ozdób. Wprowadził też zwyczaj chodzenia bez chitonów i boso, w milczeniu, tak aby w drodze każdy zwracał uwagę tylko na siebie. Zabierał także chłopców ze sobą na polowanie. Toteż oni troszczyli się o Diogenesa i wstawiali się za nim u rodziców. Jak mówią, Diogenes był u Kseniadesa do pó�nej staro�ci, a kiedy umarł, pochowali go synowie Kseniadesa. Kiedy Kseniades pytał go, jak chce być pochowany, Diogenes odpowiedział: "Głową na dół"; na pytanie zaś, czemu tego pragnie, odpowiedział: "Bo wkrótce to, co jest na dole, znajdzie się na górze". A miał na myśli to, że wówczas wzmocnili się Macedończycy i z małego narodu wydźwignęli się na wyżyny.
Gdy go raz ktoś wprowadził do wspaniale urządzonego domu i pouczył, że nie wolno pluć na posadzkę, odchrząknąwszy splunął mu w twarz, mówiąc, że nie widzi odpowiedniejszego miejsca na ten cel. Niektórzy mówią, że zrobił to Arystyp.
Raz zawołał: "Chod�cie tu, ludzie!", a kiedy się zbiegli, odpędzał ich kijem mówiąc: "Ludzi wołałem, nie wyrzutków". Opowiada o tym Hekaton w pierwszej księdze Chrei.
Mówią także, że Aleksander miał powiedzieć: "Gdybym nie był Aleksandrem, chciałbym być Diogenesem". Mówił, że ułomni nie są ludzie pozbawieni słuchu i wzroku, ale ci, którzy nie mają torby.
Przyszedłszy raz na zabawę młodych ludzi ostrzyżony tylko do połowy głowy, jak opowiada Metrokles w "Chreiach", został przez nich obity. Wtedy wypisał nazwiska tych, którzy go obili, na białej tablicy i powiesił ją sobie na szyi, tak że ich w ten sposób ośmieszył, bo ich rozpoznano i obito.
Mówił, że jest psem, którego ludzie chwalą, ale nikt z chwalących nie odważy się iść z nim na polowanie. Gdy ktoś do niego powiedział: "W igrzyskach pytyjskich odnoszę zwycięstwa nad mężami", odparł: "To ja odnoszę zwycięstwa nad mężami, ty zaś nad niewolnikami.
Tym, którzy mu mówili: "Stary jesteś, odpocznij", odpowiadał: "Gdybym był zawodnikiem, to czy zbliżając się do mety miałbym zwolnić kroku, czy raczej jeszcze bardziej przyśpieszyć?"
Zaproszony na przyjęcie, odpowiedział, że nie przyjdzie, bo poprzedniego dnia gospodarz nie podziękował mu za przybycie.
Boso chodził po śniegu oraz robił podobne rzeczy, o czym już wyżej była mowa. Próbował też jeść surowe mięso, ale zaniechał.
Raz zastał w oberży mówcę Demostenesa, a gdy ten na jego widok cofnął się w głąb sali, powiedział: "Tym bardziej będziesz w oberży".
Gdy cudzoziemcy wyrazili chęć zobaczenia Demostenesa, powiedział wyciągając środkowy palec: "Oto jest ateński przywódca ludu".
Gdy człowiek, któremu upadł chleb na ziemię, wstydził się go podnieść, Diogenes, chcąc dać mu nauczkę, przywiązał sznur do szyjki dzbana i ciągnął go przez całe przedmieście Kerameiku.
Mawiał, że postępuje tak jak dyrygenci chórów, którzy podają ton wyższy, aby cały chór mógł pochwycić właściwy ton. Twierdził, że większość ludzi jest pozbawiona rozumu, że o różnicy stanowi dla nich jeden palec: jeżeli ktoś idzie z wyciągniętym palcem środkowym, uchodzi za szaleńca, a jeżeli z wyciągniętym palcem wskazującym, za szaleńca nie uchodzi.
To, co przedstawia wielką wartość, powtarzał, sprzedaje się za bezcen i na odwrót: tak więc sprzedaje się posąg za 3000 drachm, a miarę pszenicy za 2 miedziaki.
Kiedy Kseniades go kupił jako niewolnika, powiedział mu: "Bacz, abyś się nauczył wykonywać rozkazy!" Gdy na to zaś Kseniades zacytował słowa poety:
"Ku źródłom płyną rzeki"
Diogenes odparł: "Gdybyś, będąc chorym, kupił lekarza, czyżbyś jego nie słuchał? I czybyś powiedział: Ku źródłom płyną rzeki"?
Pewien człowiek chciał się uczyć u Diogenesa filozofii. Diogenes dał mu śledzia do niesienia i kazał iść za sobą, ale tamten, wstydząc się, odrzucił śledzia i odszedł. Po jakimś czasie spotkał go i ze śmiechem powiedział: "Śledź przeszkodził naszej przyjaźni".
Diokles zaś inaczej to opowiada. Ktoś odezwał się do Diogenesa: "Rozkazuj nam, Diogenesie!" Diogenes wziął go ze sobą, dał mu do niesienia kawałek sera za pół obola. Gdy zaś tamten odmówił, Diogenes powiedział: "Kawałek sera za pół obola przeszkodził naszej przyjaźni!"
Gdy raz zobaczył dzieciątko, które piło wodę z ręki, wyrzucił z torby kubek mówiąc: "Dziecko prześcignęło mnie w sztuce ograniczania potrzeb życiowych".
Wyrzucił też miseczkę, kiedy zobaczył, że dziecko, zbiwszy naczyńko, jadło soczewicę z dołka wyżłobionego w chlebie.
Rozumował w ten sposób:
wszystko jest w ręku bogów.
Mędrcy są przyjaciółmi bogów, przyjaciele zaś wszystko mają wspólne.
Wszystko zatem należy do mędrców.
Widząc raz kobietę klęczącą przed bogami w pozycji nieprzyzwoitej, chciał ją uwolnić od przesądów, jak mówi Zoilos z Perge, podszedł do niej i powiedział: "Czy nie lękasz się, kobieto, że może za tobą stać bóg? Wszakże wszystko jest pełne bogów, a ty zachowujesz się nieprzyzwoicie".
Asklepiosowi ofiarował zabijakę, który miał zwyczaj bić ludzi padających na twarz przed bogiem.
Zwykł był mówić, że dotknęło go tragiczne przekleństwo, że jest jak Bezdomny wygnaniec, człowiek bez ojczyzny, żebrak, włóczęga, z dnia na dzień żyjący.
Mówił jednak, że szczęściu może przeciwstawić odwagę, prawu - naturę, namiętności - rozum.
Gdy się wygrzewał na słońcu w Kraneionie , stanął przy nim król Aleksander i powiedział: "Proś mię, o co chcesz!" - Na co Diogenes: "Nie zasłaniaj mi słońca".
Gdy jakiś człowiek długo czytał swój utwór, ale widać już było niezapisany koniec zwoju, Diogenes zawołał do słuchaczy: "Odwagi, mężowie! Widzę ląd!"
Komuś, kto chciał mu udowodnić, że ma rogi, powiedział, dotykając jego czoła: "Nie widzę" .
Gdy ktoś mu powiedział, że ruch nie istnieje, wstał i zaczął się przechadzać .
Do kogoś, kto mówił o zjawiskach niebieskich, powiedział: "Kiedy wróciłeś z nieba?"
Gdy pewien nikczemny eunuch napisał na swoim domu: "Niechaj nic złego tutaj nie wchodzi", Diogenes zapytał: "A którędy ma wchodzić pan domu?"
Namaściwszy sobie nogi wonnym olejkiem, powiedział, że zapach idzie od głowy w powietrze, a od nóg do nosa.
Gdy Ateńczycy uznali go godnym wtajemniczenia i mówili, że w Hadesie wtajemniczeni mają pierwszeństwo, powiedział: "Śmieszne byłoby zaiste, gdyby Agesilaos i Epaminondas pędzili życie pośmiertne w błocie, a różni wtajemniczeni nicponie przebywali na wyspach szczęśliwych".
Na widok myszy, które się uwijały dookoła stołu, powiedział: "Oto i Diogenes żywi pasożyty".
Gdy Platon nazwał go psem, powiedział: "O tak, bo wracam do tych, którzy mnie sprzedali".
Gdy wychodził z łaźni i ktoś go zapytał, czy wielu jest ludzi w kąpieli, odpowiedział, że nie; a komuś, kto zapytał, czy wielki tłum jest w kąpieli, odpowiedział, że tak.
Gdy Platon podał definicję "Człowiek jest to istota żywa, dwunożna, nieopierzona" i tą definicją chełpił się i zdobył poklask, Diogenes oskubał koguta i zaniósł do szkoły na wykład Platona, mówiąc: "Oto jest człowiek Platona". Odtąd do tej definicji dodawano słowa: "o szerokich pazurach".
Gdy go zapytano, o jakiej porze dnia należy jeść śniadanie, odpowiedział: "Jeżeli się jest bogatym, kiedy się chce, jeśli ubogim, kiedy się może".
Widząc w Megarze, że owce są okryte skórami, a pasące je dzieci są nagie, powiedział: "W Megarze lepiej jest być baranem niż dzieckiem".
Kogoś, kto go potrącił drągiem i potem zawołał: "Uwaga", zapytał: "Chcesz jeszcze raz mnie uderzyć?".
Przywódców ludu nazywał sługami pospólstwa, wieńce zaś przekwitłą sławą.
Za dnia chodził po mieście z zapaloną lampką, mówiąc: "Szukam człowieka".
Stał raz zlany deszczem, a gdy wszyscy dookoła litowali się nad nim, obecny przy tym Platon odezwał się: "Jeżeli chcecie się nad nim litować, odejdźcie.".
Gdy ktoś uderzył go pięścią, zawołał: "Na Heraklesa! O jednej potrzebie zapomniałem, o potrzebie chodzenia w hełmie".
Gdy Meidias uderzył go, mówiąc: "Trzy tysiące drachm leży w banku dla ciebie", Diogenes wziął skórzane rękawice i następnego dnia obił Meidiasa, mówiąc: "A dla ciebie trzy tysiące ciosów".
Gdy aptekarz Lizjasz zapytał Diogenesa, czy wierzy w bogów, odpowiedział: "Jak bym miał nie wierzyć, kiedy o tobie wiem, że jesteś nienawistny bogom". Inni twierdzą, że powiedział to Teodor.
Na widok człowieka dokonującego ceremonii oczyszczania powiedział: "Nieszczęśniku! Czyż nie wiesz, że podobnie jak przez oczyszczenie nie uwolnisz się od błędów gramatycznych, tak też nie oczyścisz się z grzechów twego życia!"
Ganił modlitwy ludzi mówiąc, że proszą o to, co im się dobre wydaje, a nie o to, co jest dobre naprawdę.
Do tych, którzy wpadają w trwogę z powodu snów, mówił, że nie troszczą się o to, co czynią na jawie, a robią wiele hałasu o to, co się im jawi we śnie.
Gdy herold na zawodach olimpijskich ogłosił: "Dioksippos zwyciężył mężów!", Diogenes powiedział: "On zwyciężył niewolników, ja zaś mężów" .
Ateńczycy kochali Diogenesa: gdy więc jakiś chłopak rozbił mu beczkę, wymierzyli mu chłostę, filozofowi zaś ofiarowali inną beczkę.
Dionizjos stoik mówi, że wzięty do niewoli pod Cheroneš [338 p. n. e.] Diogenes został zaprowadzony przed Filipa, który go zapytał, kim jest, na co filozof odpowiedział: "Szpieguję twoją nienasyconą zachłanność". Podziwiając jego odwagę, Filip wypuścił go na wolność.
Aleksander wysłał raz list do Antypatra przez posłańca, który się nazywał Atlios1. Obecny przy tym Diogenes odezwał się: Nędzny od nędznego przez nędznego do nędznego.
Gdy Perdikkas zagroził mu, że go zabije, jeżeli do niego nie przyjdzie, odpowiedział: "Nic wielkiego nie dokażesz! Bo i mucha, i pająk potrafią to samo zrobić. Raczej uznaj za stosowne tak zrobić, abyś żyjąc beze mnie, żył szczęśliwie".
Często mówił głośno, że bogowie dali ludziom życie łatwe, ale ludzie zatracili tę łatwość życia, pożądając placków na miodzie, pachnideł i tym podobnych rzeczy.
Widząc kogoś, komu niewolnik zawiązywał sandały, powiedział: "Będziesz zupełnie szczęśliwy, kiedy i nos ci będą wycierać, a nastąpi to, gdy utną ci ręce".
Zobaczywszy raz strażników skarbca świątyni prowadzących złodzieja, który ukradł czarę, powiedział: "Wielcy złodzieje prowadzą małego złodzieja".
Widząc raz chłopca rzucającego kamieniem w szubienicę, powiedział: "Śmiało, kiedyś na pewno cel osiągniesz!"
Do stojących dookoła niego chłopców, którzy krzyczeli: "Uważajmy, aby nas nie pokąsał!" - powiedział: "Dzieci, uspokójcie się. Pies nie je botwinki".
Do człowieka wylegującego się na lwiej skórze powiedział: "Przestań bezcześcić skórę dzielności".
Do kogoś, kto nazwał Kallistenesa szczęśliwym i opowiadał, jakie wspaniałości otrzymał od Aleksandra, powiedział: "Nieszczęsny jest ten, kto na śniadanie i obiad je to, co smakuje Aleksandrowi" .
Kiedy Diogenes potrzebował pieniędzy, mówił do swoich przyjaciół, że nie prosi o pienišdze, ale żąda ich zwrotu.
Pewnego dnia masturbując się na placu targowym oświadczył: "Gdybyż i głód można było zaspokoić przez pocieranie pustego żołądka!"
Zobaczywszy chłopaczka idącego w towarzystwie bogaczy na ucztę, zatrzymał go i odprowadził do domowników, którym kazał go strzec.
Do zbyt wystrojonego młodzieńca, który go o coś pytał; powiedział, że nie pierwej mu odpowie, aż ten rozebrawszy się nie okaże, czy jest mężczyzną czy kobietą.
Młodzieńcowi grającemu w kottabos w łaźni powiedział: "Im lepiej grasz, tym gorzej dla ciebie".
Raz w czasie uczty współbiesiadnicy rzucili Diogenesowi kości jak psu, on zaś jak pies oblał ich moczem.
Retorów i wszystkich, którzy popisywali się dla sławy wymową, nazywał po trzykroć ludźmi, mając na myśli, że są po trzykroć nieszczęśliwi.
Bogatego nieuka nazywał baranem ze złotym runem.
Dostrzegłszy na domu rozrzutnika napis: "Do sprzedania", powiedział, zwracając się do domu: "Wiedziałem, że będšc tak rozrzutnym, szybko wyrzucisz właściciela".
Do młodzieńca skarżącego się, że mnóstwo mężczyzn go zaczepia, powiedział: "Przestań i ty dawać oznaki zachęty".
O pewnym zakładzie kąpielowym, który był brudny, powiedział: "Gdzie obmyją się ci, którzy się tu kąpią?"
Był pewien gruby kitarzysta, przez wszystkich pogardzany, którego jeden tylko Diogenes chwalił. Gdy go pytano, dlaczego go chwali, powiedział: "Za to, że taki mając wygląd nie został bandytą, lecz uprawia muzykę".
Innego kitarzystę, którego nikt nie chciał słuchać, pozdrowił słowami: "Bądź pozdrowiony, kogucie!" A gdy tamten się zdziwił, dlaczego go nazywa kogutem, wyjaśnił: "Dlatego, że swoim śpiewem i graniem wszystkich budzisz".
Gdy pewien młodzieniec obnażył się przed tłumem, Diogenes napełnił swą zapaskę bobem i stanąwszy naprzeciw zaczął go chciwie jeść, a gdy cały tłum zwrócił spojrzenie na niego, powiedział, że jest to dziwne, iż wszyscy przestali patrzeć na obnażonego młodzieńca i patrzą na niego.
Ktoś bardzo przesądny powiedział do Diogenesa: "Jednym uderzeniem rozpłatam ci głowę" - na co Diogenes: "A ja jednym kichnięciem z twej lewej strony wprawię cię w drżenie ze strachu"
. Kiedy go Hegezjasz prosił, aby pożyczył mu któreś ze swych pism, powiedział: "Głupi jesteś, Hegezjaszu! Wszakże fig nie bierzesz malowanych, lecz wolisz prawdziwe, natomiast mogąc obcować z żywą filozofią, wolisz mieć spisaną" .
Komuś, kto mu wypomniał, że jest wygnańcem, odpowiedział: "Ale właśnie dzięki temu, biedaku, zostałem filozofem".
A gdy ktoś wnet dodał: "Mieszkańcy Synopy skazali cię na wygnanie!", odpowiedział: "A ja ich skazałem na pozostanie!"
Widząc zwycięzcę olimpijskiego pasącego trzodę, powiedział: "Prędko, mój przyjacielu, spadłeś z igrzysk olimpijskich do nemejskich" .
Zapytany, dlaczego zapaśnicy są tak tępi umysłowo, odpowiedział: "Dlatego, że są zbudowani z mięsa wieprzowego i wołowego".
Raz prosił, by mu postawiono posąg, a zapytany, dlaczego o to prosi, odrzekł: "Żeby się przyzwyczaić do odmowy swym prośbom".
Prosząc kogoś o wsparcie z powodu nędzy, a czynił to po raz pierwszy, powiedział: "Jeżeli już komuś udzieliłeś pomocy, udziel jej także mnie, jeżeli zaś dotychczas nie robiłeś tego, zacznij ode mnie".
Zapytany przez tyrana, jaki spiż jest najlepszy do sporządzenia posągu, odpowiedział: "Ten, w którym odlano posągi Harmodiosa i Aristogeitona" .
Zapytany, jak Dionizjos postępuje ze swymi przyjaciółmi, odpowiedział: "Tak jak z workami na mąkę, pełne wiesza, próżne wyrzuca".
Pewien młody małżonek umieścił nad drzwiami swego domu napis:
Syn Zeusa, piękny, zwycięski Herakles
tu mieszka i nic złego niech tu nigdy nie wchodzi.
Diogenes dopisał: "Po wojnie przymierze".
Chciwość pieniędzy uważał za źródło wszelkiego zła.
Widząc rozpustnika jedzącego w oberży oliwki, powiedział: "Jeżeli w ten sposób jadłeś śniadanie, nie będziesz potrzebował w ten sposób jeść obiadu".
O ludziach dobrych mówił, że są obrazami bogów.
Miłość uważał za robotę nierobów.
Na pytanie, co jest przykre w życiu, odpowiedział: "Starość bez środków do życia".
Na pytanie, które z dzikich zwierząt najgorzej gryzie, odpowiedział: "Spośród dzikich - sykofant, spośród oswojonych - pochlebca".
Widząc raz dwa bardzo źle namalowane centaury, zapytał: "Który z nich jest gorszy".
Słowa wypowiadane dla przypodobania się komuś nazywał stryczkiem smarowanym miodem.
Żołądek nazywał Charybdą majątku.
Gdy usłyszał, że fletnista Didymon został uwięziony za cudzołóstwo, powiedział: "Już z racji swego imienia zasłużył sobie na stryczek"
. Na pytanie, dlaczego złoto jest bladożółte, odpowiedział: "Ze strachu przed ludźmi, którzy na nie czyhają".
Na widok kobiety niesionej w lektyce powiedział: "Nie jest to klatka odpowiednia dla takiego zwierzęcia".
Do zbiegłego niewolnika siedzącego nad studnią powiedział: "Uważaj, abyś nie wpadł".
Widząc w łaźni chłopca, który zwykł kraść tam płaszcze, zapytał: "Czy przyszedłeś namaścić się, czy po inny płaszcz?"
Na widok wiszących na drzewie oliwnym kobiet zawołał: "Oby wszystkie drzewa rodziły takie owoce!"
Widząc złodzieja Aksjopistosa kradnącego ubrania powiedział do niego: Co robisz tutaj, bohaterze? Czy jakiegoś trupa chcesz ograbić?
Na pytanie, czy ma córkę lub syna, odpowiedział przecząco, a na dalsze pytanie: "Któż cię, gdy umrzesz, pochowa?", odpowiedział: "Ten, kto będzie potrzebował domu".
Widząc pięknego młodzieńca, który spał bez żadnej opieki, trącił go i powiedział:
Zbudź się, ażeby ci kto we śnie z tyłu nie wetknął oszczepu .
Do kogoś czyniącego kosztowne zakupy powiedział:
Wcześnie umrzesz, dziecko, tak na rynku przesiadując.
Kiedy Platon rozprawiał o ideach i używał takich nazw, jak "stołowość" i "kielichowość", Diogenes powiedział: "Stół i kielich widzę, stołowości i kielichowo�ci natomiast w żaden sposób nie mogę dojrzeć". Na to Platon odpowiedział: "Tak, bo masz oczy, którymi widzisz stół i kielich, ale nie masz rozumu, którym się widzi stołowość i kielichowość".
Zapytany: "Za jakiego człowieka uważasz Diogenesa?" odpowiedział: "Za Sokratesa szalonego" .
Na pytanie, jaka jest chwila najodpowiedniejsza do żeniaczki, odpowiedział: "Dla młodych ludzi jest na to jeszcze za wcześnie, dla starych już za późno".
Na pytanie, co by chciał mieć, gdyby miał otrzymać policzek, odpowiedział: "Hełm".
Do wystrojonego chłopca powiedział: "Jeżeli to robisz dla mężczyzn, jesteś nieszczęśnikiem, jeżeli dla kobiet - niewolnikiem".
Widząc raz chłopca rumieniącego się powiedział: "Bądź dobrej myśli, rumieniec jest kolorem cnoty".
Usłyszawszy raz, jak dwaj prawnicy się sprzeczają, potępił obu, mówiąc, że oskarżony wprawdzie ukradł, ale oskarżyciel nic nie stracił.
Zapytany, jakie wino najchętniej pija, odpowiedział: "Cudze".
Gdy ktoś zauważył: "Wielu z ciebie się śmieje", odpowiedział: "Ale mnie ich śmiech nie dosięga".
Kogoś, kto mu powiedział: "Życie jest nieszczęściem", skorygował: "Nie życie, ale złe życie jest nieszczęściem".
Gdy mu doradzono, aby szukał zbiegłego niewolnika, powiedział: "Śmieszne by to było zaiste, gdyby Diogenes nie mógł żyć bez Manesa, jeśli Manes może żyć bez Diogenesa".
Jedząc na śniadanie oliwki, między którymi były też kawałki ciasta, odrzucił je mówiąc:
O go�ciu! Ustąp z drogi władcom
A kiedy indziej [odrzucając właśnie oliwki] powiedział :
On wychłostał oliwkę .
Kiedy go zapytano, jakiego rodzaju jest psem, odpowiedział: "Kiedy jestem głodny - maltańczykiem, kiedy jestem syty - molossem. Psy te wielu ludzi chwali, ale boją się brać je na polowanie, bo trudno je utrzymać; podobnie ze mną nie możecie wytrzymać z obawy przed przykrościami".
Gdy go pytano, czy mędrcy jedzą ciastka, odpowiedział: "Jedzą wszystko jak wszyscy inni ludzie".
Na pytanie, dlaczego daje się jałmużnę żebrakom, a me daje się jej filozofom, odpowiedział, że ludzie liczą się z możliwością, że sami będą kiedyś ułomni albo ślepi, nie spodziewają się natomiast zostać filozofami.
Raz prosił o coś skąpca, a gdy ten ociągał się z udzieleniem pomocy, powiedział:
"Proszę cię o pieniądze na posiłek a nie na pogrzeb".
Łajany przez kogoś, że dopuścił się niegdyś fałszowania pieniędzy, powiedział: "Był czas, kiedy ja byłem taki, jaki ty jesteś teraz, ale jaki ja jestem teraz, ty nigdy nie będziesz".
Gdy mu ktoś inny wyrzucał to samo, powiedział: "Kiedyś oddawałem mocz publicznie, a teraz już tego nie robię".
Kiedy przyszedł do Myndos, na widok wielkich bram miejskich, choć samo miasto było małe, zawołał: "O, Myndejczycy, zamknijcie czym prędzej bramy, aby miasto wam nie uciekło!" Widząc raz złodzieja, który ukradł purpurę i został na kradzieży przyłapany, rzekł:
Chwyciła go śmierć purpurowa, potężne przeznaczenie.
Gdy go Krateros do siebie zaprosił, odpowiedział:
"Wolę raczej w Atenach sól lizać, niż ucztować przy wspaniałym stole Kraterosa".
Przyszedł raz do retora Anaksymenesa, który był bardzo gruby, i powiedział: "Daj i nam, biedakom, trochę z twego brzucha, bo i sobie nieco ulżysz, i nam dopomożesz".
Pewnego razu przyszedł Diogenes na wykład Anaksymenesa z solonym mięsem w rękach i odwrócił w ten sposób uwagę słuchaczy od wykładu. Gdy Anaksymenes się na niego oburzył, Diogenes powiedział: "Zniszczyłem wykład mięsem solonym za jednego obola".
Ganiono go, że jadł na rynku, na co odpowiadał: "Bo i na rynku byłem głodny".
Niektórzy opowiadają, że Platon widząc, jak Diogenes płucze jarzyny, podszedł do niego i spokojnie powiedział: "Gdybyś był dworzaninem Dionizjosa, nie płukałbyś jarzyn". Na co równie spokojnie odparł Diogenes: "A ty, gdybyś płukał jarzyny, nie musiałbyś być dworzaninem Dionizjosa".
Gdy mu ktoś powiedział: "Wszyscy się z ciebie śmieją!", odrzekł: "A z nich może osły się śmieją. Ale oni na osły nie zwracają uwagi, jak ja nie zwracam uwagi na nich".
Spotkawszy raz młodzieńca studiującego filozofię, powiedział: "Brawo! W ten sposób wielbicieli ciała zwracasz ku pięknu duszy".
Gdy ktoś podziwiał dary wotywne składane [w świątyni] na wyspie Samotrake, Diogenes powiedział: "Byłoby ich znacznie więcej gdyby wota składali także ci, którzy się nie uratowali", Niektórzy przypisują tę wypowiedź Diagorasowi z Melos.
Do pięknego chłopca, który szedł na ucztę, powiedział: "Wrócisz z uczty gorszy!"
A kiedy nazajutrz ów młody człowiek wrócił z uczty i powiedział: "Wróciłem i nie jestem bynajmniej gorszy", Diogenes odparł: "Nie stałeś się gorszym, ale Eurytionem".
Raz prosił o wsparcie niedobrego człowieka, a gdy ten mu powiedział: "Dam, jeśli potrafisz mnie przekonać", Diogenes odrzekł: "Gdybym potrafił, tobym cię przekonał, abyś się powiesił".
Gdy powrócił ze Sparty do Aten zapytał go ktoś: "Skąd i dokąd?" Odpowiedział na to: "Z klubu męskiego do buduaru damskiego".
Gdy raz wrócił z igrzysk olimpijskich, na pytanie, czy wielki był tłum, odpowiedział: "Tłum był wielki, ale ludzi niewielu".
Rozpustników porównywał do drzew figowych rosnących na pochyłościach: owoców ich człowiek nie kosztuje, zjadają je tylko kruki i sępy.
Gdy Fryne ofiarowała w Delfach złoty posšg Afrodyty, Diogenes - jak mówią - umieścił pod nim napis:
"Od rozwiązłości Greków".
Raz stanął przed Diogenesem Aleksander i powiedział: "Jestem Aleksander, Wielki Król". Na to odrzekł Diogenes: "A ja jestem Diogenes, pies". Gdy go zapytano, co robi, że nazywają go psem, odpowiedział: "Schlebiam tym, którzy mi coś dają, obszczekuję tych, którzy mi nic nie dają, a złych gryzę".
Raz zerwał z drzewa figowego figę, a gdy mu strażnik powiedział, że na tym drzewie niedawno powiesił się człowiek, odparł: "A zatem oczyszczam drzewo".
Na widok zwycięzcy olimpijskiego patrzącego z wielkim zainteresowaniem na heterę tak się odezwał: "Oto waleczny baran ciągniony za szyję przez przypadkowo napotkaną dziewkę".
Piękne hetery, mawiał, są jak trucizna zaprawiona miodem.
Gdy jadł na rynku śniadanie, stojący dookoła tłum wołał: "Pies", "Wyście sami psy - odpowiadał - boście mię obstąpili, gdy jem śniadanie".
Gdy dwaj zniewieściali osobnicy chowali się przed nim, powiedział: "Nie bójcie się, pies nie jada botwinki" .
Zapytany, skąd pochodzi chłopiec, o którym wiadomo było, że się oddaje rozpuście, odpowiedział: "Jest tegeatą".
Widząc nieudolnego zapaśnika, którego zatrudniono jako lekarza, powiedział: "Cóż to, czy chcesz tych, którzy cię kiedyś pokonali, teraz jako lekarz położyć?"
Widząc, jak syn hetery rzuca kamieniem w tłum, powiedział: "Uważaj, bo możesz trafić w swego ojca!"
Kiedy pewien chłopiec pokazał Diogenesowi miecz, który otrzymał w prezencie od swego miłośnika, usłyszał: "Miecz ładny, ale rękojeść brzydka".
Gdy niektórzy chwalili człowieka, który go obdarował, Diogenes powiedział: "A mnie nie chwalicie za to, że zasłużyłem na dar?"
Ktoś zażądał od Diogenesa zwrotu płaszcza, a on na to: "Jeżeliś mi płaszcz podarował, to stanowi on moją własność, a jeżeliś mi go dał do używania, to go właśnie używam".
Kiedy młodzieniec, o którym mówiono, że jest podrzutkiem, chwalił się, że ma złoto w kieszeni płaszcza, "Dlatego zapewne - powiedział Diogenes - podrzucasz go sobie na posłanie, kiedy śpisz" .

Gdy go zapytano, co mu dała filozofia, odpowiedział: "Jeżeli nawet nic innego, to w każdym razie to, że jestem przygotowany na wszelkiego rodzaju los".

Na pytanie, skąd pochodzi, odpowiedział: "Jestem obywatelem świata ".
Widząc, że ktoś składa ofiary, aby mu się urodził syn, powiedział: "Ale dlaczego nie składasz ofiar, aby twój syn był dzielnym człowiekiem?"
Gdy go raz proszono o datek na ucztę składkową, powiedział do przewodniczącego uczty:
Od wszystkich bierz datek, od Hektora wstrzymaj rękę.
Nałożnice królów nazywał królowymi, gdyż królowie czynią to, czego one chcą.
Gdy Ateńczycy nadali Aleksandrowi tytuł Dionizosa, Diogenes powiedział: "A mnie zróbcie Serapisem".
Gdy go ktoś ganił, że chodzi do brudnych dzielnic, odpowiedział: "Słońce wchodzi też do ustępów, a mimo to się nie brudzi".
Gdy jadł obiad w świątyni, odrzucał brudne kawałki ciasta, które dostały się do jadła, ze słowami: "Do świątyni nie śmie wejść nic brudnego".
Komuś, kto mówił: "Chociaż nic nie wiesz, filozofujesz" - odpowiedział: "Jeżeli udaję mądrość, to właśnie to jest filozofią".
Człowiekowi, który przyprowadził do niego na naukę syna, mówiąc, że jest bardzo zdolny i ma bardzo dobry charakter, powiedział: "Po cóż więc mnie potrzebuje?"
O ludziach, którzy głoszą wzniosłe zasady, ale wedle, nich nie postępują, mawiał, że niczym się nie różnią od cytry, która wydaje dźwięk, ale sama go nie słucha ani na jego piękno nie reaguje.
Wchodził do teatru wtedy, gdy inni wychodzili, a gdy go pytano, dlaczego tak czyni, odpowiadał: "W całym moim życiu tak postępuję".
Widząc raz młodzieńca, który się zachowywał jak kobieta, zapytał: "Czy nie wstyd ci, że starasz się być gorszy, niż cię natura stworzyła? Stworzyła cię mężczyzną, a ty zmuszasz się, żeby być kobietą?"
Głupca strojącego psalterion zapytał: "Czy nie wstyd ci, że umiesz stroić instrument z drzewa, a nie potrafisz zestroić własnej duszy ze swym życiem?"
Ktoś mu powiedział: "Nie nadaję się do studium filozofii!" Na to Diogenes: "Po cóż więc żyjesz, jeżeli nie dbasz o to, aby żyć pięknie?"
Człowieka, który nie szanował własnego ojca, zapytał: "Czy nie wstyd ci lekceważyć tego, dzięki komu sam siebie wysoko cenisz?"
Widząc młodzieńca dobrze wychowanego, ale plotącego rzeczy nieprzyzwoite, powiedział: "Czy nie wstydzisz się wyciągać ołowianego miecza z pochwy z kości słoniowej?"
Gdy mu zarzucano, że pije w oberży, odpowiedział: "A przecież w golami się golę!"
Gdy mu zarzucano, że przyjął dary od Antypatra, odpowiedział:
Nie należy odrzucać wspaniałych darów bogów.
Kogoś, kto uderzył go dršgiem i potem powiedział:
"Uważaj!" - uderzył kijem i powiedział: "Strzeż się!"
Kogoś, kto się zalecał do hetery, zapytał: "Po cóż, biedaku, chcesz osiągnąć to, czego lepiej jest nie osiągać?"
Kogoś, kto się uperfumował, ostrzegał:
"Uważaj, aby od pięknego zapachu twojej głowy nie zaczęło źle pachnąć twe życie!"
Mówił, że słudzy służą swoim panom, źli ludzie zaś swoim żądzom.
Na pytanie, skąd pochodzi nazwa niewolników, odpowiedział: "Bo istoty te mają nogi ludzkie, ale duszę taką jak ty, który mnie o to pytasz" .
Człowieka rozrzutnego prosił o jedną minę. Na pytanie, dlaczego innych prosi tylko o obola, a jego o całš minę , odpowiedział: "Dlatego, że od innych spodziewam, się wnet dostać znowu, natomiast czy od ciebie jeszcze kiedyś dostanę, to tylko sam bóg wie".
Gdy mu wytykano, że on żebrze, a Platon nie żebrze, odpowiedział:
"On także żebrze, ale nisko nachylając głowę, aby nie słyszeli inni" .
Zobaczywszy lichego łucznika, usiadł tuż obok celu, mówiąc: "Aby być pewnym, że we mnie nie trafi".
Mówił, że rozkosz miłości okupuje się nieszczęściem.
Na pytanie, czy śmierć jest złem, odpowiedział: "Jak może być złem, skoro wtedy, gdy nadchodzi, nie odczuwamy już ani zła, ani dobra".
Gdy Aleksander stanął koło niego mówiąc: "Czy się mnie nie boisz?" - Diogenes zapytał: "A czym jesteś? Czymś dobrym czy czymś złym?" Gdy zaś Aleksander odpowiedział: "Czymś dobrym", Diogenes odparł: "Czemuż więc miałbym się bać tego, co dobre?"
"Wykształcenie , mówił, daje młodym rozwagę, starszym pociechę, dla ubogich jest bogactwem, dla bogatych ozdobą".
Do rozpustnika Didymona, który leczył na oko młodą dziewczynę, powiedział: "Patrz, abyś lecząc dziewczęce oko nie zepsuł dziewicy".
Gdy mu ktoś powiedział, że przyjaciele coś przeciw niemu knują, rzekł: "Jak powinienem postępować, gdybym miał tak samo traktować przyjaciół i nieprzyjaciół?"
Na pytanie, co jest w człowieku najpiękniejsze, odpowiedział: szczerość w mówieniu.
Przyszedłszy raz do szkoły, w której było dużo posągów Muz, a mało uczniów, powiedział: "Z bogami masz, nauczycielu, wielu uczniów" .
Zwykł był czynić wszystko publicznie, a więc i czynności należące do dziedzin Demetry i Afrodyty.
Uzasadniał to następującymi argumentami:
"Jeżeli jedzenie śniadania nie jest czymś niewłaściwym, to nie jest też czymś niewłaściwym śniadanie na rynku, a jedzenie śniadania nie jest czymś niewłaściwym, zatem śniadanie na rynku nie jest czymś niewłaściwym. Nie jest więc także rzeczą niewłaściwą masturbować się publicznie, tak jak nie jest niewłaściwe pocierać żołądek, żeby pozbyć się uczucia głodu".
Diogenesowi przypisuje się też różne inne powiedzenia, ale jest ich za dużo, aby je tu wyliczać.
Mówił, że istnieją ćwiczenia dwojakiego rodzaju, psychiczne i fizyczne. Wyobrażenia , jakie powstają w nas pod wpływem odpowiednich ćwiczeń fizycznych, wyrabiają prężność ciała ułatwiającą praktykowanie cnoty. Jedne bez drugich nie są doskonałe, bo zdrowie i siła potrzebne są człowiekowi do wykonywania powinności zarówno moralnych, jak i fizycznych. Przytaczał przykłady, jak to dzięki ćwiczeniom fizycznym łatwiej osiąga się doskonałość. Daje się to zauważyć w rzemiosłach i innych sztukach: dzięki ciągłej praktyce rzemieślnicy osiągają wielką zręczność. Fletniści i atleci przez ciągły trud doskonalą się tak, że gdyby równie usilnie ćwiczyli się w dziedzinie ducha, trud ich nie byłby daremny ani bezowocny.
Mówił, że w życiu w ogóle nie można nic osiągnąć bez ćwiczenia. Ćwiczenie zaś pomaga wszystko przezwyciężyć. Ażeby żyć szczęśliwie, należy zamiast trudów niepotrzebnych wybrać tylko trudy zgodne z naturą nieszczęście wynika tylko z braku rozumu. Gardzenie rozkoszą można nauczyć się odczuwać jako największą przyjemność, bo podobnie jak ci, którzy przywykli żyć wśród rozkoszy, niechętnie zmieniają tryb życia, tak ci, którzy ćwiczą się w pogardzie rozkoszy, znajdują w tym przyjemność. Tak nauczał Diogenes i zgodnie ze swojš nauką postępował. Dopuścił się wprawdzie fałszowania monety, ale dla niego ważne było nie prawo stanowione, lecz prawo natury. Mówił, że prowadzi życie tak samo jak Herakles, nad wszystko przekładając wolność.
Twierdził, że wszystko należy do mędrców, i używał w tym celu argumentów, któreśmy wyżej przytoczyli, mianowicie: wszystko jest własnością bogów, bogowie są przyjaciółmi mędrców, przyjaciele mają wszystko wspólne; a zatem wszystko należy do mędrców.
Uważał, że bez prawa nie ma ustroju państwowego, a wspólnota miejska ma sens tylko w ramach państwa i musi być wspólnotą państwową. Prawo jest zatem podstawą państwa.
Drwił z dobrego pochodzenia, sławy i wszystkich podobnych rzeczy, nazywając je ozdobami, pod którymi się kryje zło.
Uważał, że jedynym państwem dobrze urządzonym byłoby państwo obejmujące cały świat.
Był zdania, że kobiety powinny być wspólne.
Nie uznawał innego małżeństwa, jak tylko takie, w którym mężczyzna zdołał nakłonić kobietę, aby z nim żyła, i ona się na to zgodziła; dlatego też uważał, że synowie powinni być wychowywani przez oboje rodziców.
Nie jest rzeczą zdrożną - dowodził - ukraść coś ze świątyni ani spożywać mięso jakiegokolwiek zwierzęcia.
Nie jest też bezbożnością spożywać mięso ludzkie, jak to jest wiadomo z obyczajów innych ludów.
Mówił ponadto, że wedle prawdziwego sądu rozumu wszystko jest we wszystkim i przez wszystko że w chlebie jest mięso, a w jarzynach jest chleb i w każdym innym ciele poprzez niedostrzegalne pory przenikają w formie pary cząstki wszystkich innych. Wykazuje to w "Tyestesie" - jeżeli przypisywane mu tragedie są rzeczywiście jego dziełem, a nie jego przyjaciela Filiskosa z Eginy albo Pazifonta, syna Lukiana, który, jak mówi Favorinus w "Historiach rozmaitych", napisał je po śmierci Diogenesa,
Muzykę, geometrię, astrologię i inne tym podobne nauki radził zaniedbywać, mówiąc że nie są ani użyteczne, ani niezbędne.
Diogenes osiągnął nadzwyczajną ciętość w dyskusjach, jak to wynika z tego, cośmy poprzednio już powiedzieli.
Nawet niewolę umiał znieść najszlachetniej. Kiedy bowiem płynął do Eginy, schwytali go piraci, na których czele stał Skirpalos, zawieźli na Kretę i tam wystawili na sprzedaż. Licytatorowi, który go zapytał, co umie robić, odpowiedział: "Rządzić ludźmi". Potem wskazując na pewnego wspaniale ubranego Koryntyjczyka, wyżej już wzmiankowanego Kseniadesa, powiedział: "Temu mię sprzedaj. Ten będzie potrzebował pana". Kseniades kupił więc Diogenesa i zawiózł do Koryntu, gdzie powierzył mu wychowanie swoich dzieci, a zarazem zarząd całego domu. Diogenes rządził wszystkim w taki sposób, że Kseniades, gdziekolwiek był, mówił: "Dobry duch wstąpił do mego domu". Kleomenes w piśmie "O wychowaniu" mówi, że przyjaciele chcieli wykupić Diogenesa, ale on miał powiedzieć, że są naiwni, bo nie lwy są niewolnikami żywicieli, ale niewolnikami lwów są ci, którzy dają im pożywienie. Cechą niewolnika jest bać się, a ludzie boją się dzikich zwierząt. Godny podziwu był dar przekonywania, jaki posiadał i dzięki któremu każdego umiał ująć swoją wymową. Opowiadają, że niejaki Onezikritos z Eginy, który miał dwóch synów, wysłał jednego z nich, Androstenesa, do Aten i młodzieniec słuchając wykładów Diogenesa, już tam pozostał. Ojciec wysłał następnie starszego syna, Filiskosa, o którym była wyżej wzmianka, ale i ten dał się podobnie jak pierwszy zatrzymać. Jako trzeci przybył do Diogenesa sam ojciec, aby razem z synami oddać się studium filozofii. Taki czar magiczny wywierały słowa Diogenesa na słuchaczy. Słuchał go także Fokion zwany "Zacnym", Stilpon z Megary i wielu innych mężów stanu.
Opowiadają, że umarł dożywszy lat dziewięćdziesięciu. O śmierci jego krążą różne pogłoski.
Niektórzy opowiadają, że zjadł surowe mięso polipa morskiego, po którym dostał bólów wątroby, i że to właśnie stało się przyczyną jego śmierci. Inni opowiadają, że umarł przez wstrzymanie oddechu, jak podaje m. in. Kerkidas z Megalopolis (albo z Krety), który w swoich melijambach tak mówi:
"Człowiek, który kiedyś był obywatelem Synopy,
chodził z kijem
i płaszczem złożonym we dwoje i żył powietrzem,
a umarł, wargi zaciskając zębami
i oddech wstrzymując. Był to prawdziwy Diogenes,
syn Zeusa i pies niebiański.
Inni mówią, że Diogenes umarł od ugryzienia w nogę przez psy, gdy kroił dla nich mięso polipa. Ale ci, którzy go znali osobiście, jako przyczynę śmierci przyjmują - jak podaje Antystenes w "Sukcesji filozofów" - wstrzymanie oddechu. Przebywał bowiem wówczas Diogenes w Kraneion gimnazjum w Koryncie. Według zwyczaju uczniowie przyszli do niego rano i zastali go zawiniętego w płaszcz. Sądzili, że śpi, chociaż nie należał do ludzi wysypiających się długo. Ale kiedy odchylili płaszcz, stwierdzili, że nie oddycha. Uznali więc, że sam zadał sobie śmierć, chcąc uciec od dalszego życia. Potem powstał spór między uczniami, kto ma Diogenesa pochować, a nawet doszło do walki na pięści. Wtedy przyszli ich rodzice i przełożeni i pod ich dozorem Diogenes został pochowany przy bramie prowadzącej do Istmu. Postawiono mu obelisk, a na nim psa z paryjskiego marmuru. Później jego rodacy uczcili go spiżowym posągiem z następujšcym napisem:
I spiż starzeje się pod wpływem czasu, ale twojej sławy,
Diogenesie, nie zatrze nawet wieczność.
Bo ty jeden nauczyłeś śmiertelnych,
jak żyć samowystarczalnie i najlepiej.
Niektórzy opowiadają, że przed śmiercią Diogenes polecił pozostawić swoje ciało bez pogrzebu, aby dzikie zwierzęta miały z niego pożytek, albo rzucić je do jamy i tylko lekko przysypać ziemią.
Są wreszcie i tacy, co mówią, że życzył sobie, żeby wrzucono go do rzeki Illissos, aby był jeszcze pożyteczny swoim braciom. Demeterios w Pisarzach o tym samym imieniu pisze, że w tym samym dniu umarł Aleksander w Babilonie i Diogenes w Koryncie.
Diogenes żył jeszcze jako starzec w czasie sto trzynastej Olimpiady [328 - 325 p. n. e.].
3 4 3