Odpowiedzi

2009-11-18T07:48:19+01:00
Wyzwalanie miasta przez partyzantów (operacja "Ostra Brama") ma znaczenie polityczne. Dowództwo AK chce zająć Wilno przed Stalinem. Postawić go przed faktami dokonanymi, być gospodarzem na polskich ziemiach.

Akcja jest źle zaplanowana. Nie wszystkie oddziały docierają na czas, są za słabo uzbrojone. Wbrew przewidywaniom Niemcy nie wycofują się, tylko zamieniają Wilno w twierdzę. Partyzanci mają 6 tysięcy żołnierzy, Niemcy prawie trzy razy więcej. Powstańcy opanowują część miasta, choć niektóre natarcia to czyste samobójstwo. Uzbrojeni w pistolety akowcy atakują pozycje bronione karabiny maszynowe. Na rogatki wjeżdża Armia Czerwona. Współpracują ze sobą. 14 lipca miasto jest oczyszczone z Niemców.

Oddział ppłk. Adama Szydłowskiego "Poleszczuka" ma radiostację. Wysyła depeszę do Londynu: "Wilno zdobyte przy znacznym udziale AK, która weszła do miasta. Duże zniszczenia i straty. Stosunki z armią sowiecką chwilowo poprawne. Rozmowy w toku. Wilno przeżyło bardzo krótką, ale jakże radosną chwilę wolności. 14 lipca 1944 - polskość miasta bije w oczy. Pełno naszych żołnierzy. Szpitale przepełnione, wszystkie w rękach polskich. W fabrykach i warsztatach tworzą się komitety i zarządy polskie. Władze administracyjne ujawnią się w najbliższym czasie. Litwinów nie ma".

Pierwsza narada z Sowietami. Dowódca AK na Wileńszczyźnie ppłk Aleksander Krzyżanowski "Wilk" jest zadowolony. Co prawda każą mu wyprowadzić partyzantów z miasta, ale proponują też wyposażenie dla jednej dywizji. Mówi do adiutanta: "Czego politycy nie mogli załatwić przy zielonym suknie, my tutaj załatwimy po żołniersku!".

Trzy dni później "Wilk" wraz kilkoma oficerami idzie na kolejną naradę. Otaczają ich żołnierze NKWD i rozbrajają. W więzieniu spędzi następne dwa lata. Jedzie do Polski i znów jest aresztowany. Umiera w 1951 roku w więzieniu.

"Poleszczuka" Rosjanie zabijają trzy dni po wyzwoleniu Wilna.

Polska flaga na zamku Giedymina wisi krótko - jeden dzień. "Zan" umiera w obozie na Kaukazie w 1947 r. "Krepdeszyn" przeżywa łagier i w 1946 r. wyjeżdża do Polski.

Tymczasem Stalin skarży się listownie Churchillowi: "Polacy - emigranci przypisali już sobie niemalże zdobycie Wilna przez jakieś tam jednostki Armii Krajowej i nawet ogłosili to przez radio. Ale to oczywiście w żadnym stopniu nie odpowiada prawdzie. Armia Krajowa składa się z kilku oddziałów, które niesłusznie nazywane są dywizjami. Nie mają one artylerii, ani lotnictwa, ani czołgów".

Ale losy Wilna od dawna są przesądzone.

Roosevelt prosi o dyskrecję

W sprawie granic Polski przywódcy wielkich mocarstw negocjują w Teheranie w grudniu 1943 roku, Stalin przechytrza tam Churchilla. Namawia Roosevelta, by zamieszkał w radzieckiej ambasadzie. Ma dużo okazji, by rozmawiać z nim za plecami angielskiego premiera. Roosevelt też jest zadowolony, uzyskuje to, na czym mu zależy najbardziej - obietnicę, że Rosja przyłączy się do wojny przeciwko Japonii. W zamian daje Stalinowi wolną rękę w rozmowach z Churchillem na temat polskich granic.

Brytyjczycy mają kilka propozycji przyszłych granic Polski. Nadziei wielkich na sukces nie mają. Liczą na wytargowanie Lwowa. Wilno w ich strategii negocjacyjnej jest do oddania. A Stalin ma asa w rękawie. Z uśmiechem pokazuje brytyjską depeszę z lipca 1920 r. z propozycją linii demarkacyjnej między wojskami bolszewików i Polaków. Wilno jest tam po rosyjskiej stronie. "To nie Rosjanie wyznaczyli linię Curzona. Jaka byłaby reakcja narodu radzieckiego na to, że interesów jego lepiej bronił lord Curzon niż ja i Mołotow?".

Roosevelt prosi sojuszników o zachowanie dyskrecji w sprawie tych ustaleń, wkrótce w USA będą wybory, a on liczy na kilka milionów głosów Polonii.

Wybór

Po zajęciu Wilna Sowieci wyłapują ok. 5 tys. akowców. Jedni jadą do łagrów, inni idą do armii Berlinga. Większość zostaje przymusowo wcielona do pułku rezerwowego Armii Czerwonej. Po odmowie złożenia przysięgi jadą do Kaługi rąbać las. Ci, którzy przeżyją. zostaną zwolnieni dopiero w 1947 r.

Rosjanie za przynależność do AK aresztują Piotra Pietkiewicza, który zdołał przerwać w Wilnie wszystkich okupantów. Wywożą go za koło podbiegunowe, do Workuty. W miejscowym języku znaczy to "dużo niedźwiedzi". Paszport na wyjazd do Polski dostał po dziesięciu latach, w 1955 r. Żegna go wtedy jeszcze setka Polaków.

Trwa polowanie na tych, co zdołali uniknąć zatrzymania. Z danych rosyjskich wynika, że do 1 stycznia 1945 r. na Wileńszczyźnie ginie prawie 3 tysiące "bandytów" jak oficjalnie nazywa się żołnierzy AK. Przez więzienie na Łukiszkach przewija się ok 20 tys. wilnian.

Nastroje w mieście są fatalne. Irena Sztachelska przygotowuje raport dla AK: "Strach przed represjami i wywiezieniem do Kazachstanu. Wielu ludzi motywuje, że Sowietów boją się bardziej niż Niemców, bo Niemcy czynią wszystko w majestacie prawa, jak kogoś rozstrzelają albo wywiozą na roboty, to zawsze napiszą i ogłoszą jak i za co, a Sowieci biorą nie wiadomo za co, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo dokąd".

Polacy w Wilnie otrzymują wybór: zostać obywatelami radzieckimi czy wyjechać do Polski. W styczniu 1945 r. podziemie daje hasło: "Ewakuacja wszelkimi dostępnymi środkami jako akt manifestacji na rzecz Polski". Zaraz potem ruszaj pierwsze transporty Polaków z Litwy. Do końca roku 1946 wyjechało ich ok. 171 tys., z czego 90 tys. stanowili byli mieszkańcy Wilna.

Z lasów odchodzą też partyzanci. Podziemie dostarcza im fałszywych kart repatriacyjnych. Dzięki nim dostają się do pociągów. Akowiec Ryszard Kiersnowski wspomina: „Przejechaliśmy przez wysoki most nad Niemnem i wkrótce pociąg zatrzymał się na jakiejś stacyjce. Była to Sokółka. Do drzwi wagonu podszedł strażnik i powiedział do nas: »To już jest Polska! «. Bardzo się zdziwiłem. Nagle poczułem się obco. To jest Polska? A więc to znaczy, że przyjeżdżamy skądinąd”.