Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-11-18T19:47:07+01:00
Pewnej jesieni głośno było we wsi o obrzędzie dziadów. Postanowiłem wybrać się i zobaczyć na czym ten obrzęd polega. Wcześniej nie miałem okazji ponieważ grono było zamknięte, a tym razem tak się nie stało.
Gdy wszedłem do pobliskiej kaplicy ujrzałem chór którego członkowie byli wieśniakami i przewodnika grupy.
Przewodnik powiedział nam że ma zamiar nawiązać kontakt z duszami zmarłych. Odmówiliśmy wspólnie modlitwę, a potem podpalone zostały kądziele. Tak przywołano pierwsze duchy. Były to duchy lekkie, pojawiło się rodzeństwo. Gdy zniknęły przewodnik podpalił kocioł z wódką i pojawił się duch ciężki- widmo. Kiedy opowiedział on swoją historię i poprosił o pomoc zniknął. Na koniec podpalony został wianek z ziół co przywołało ducha średniego. Na koniec ceremonii wszyscy płakali i obejmowali się. Ja wyszedłem chcąc tego uniknąć. Zafascynował mnie ten obrzęd i postanowiłem że za rok też się tu wybiorę.
9 4 9
2009-11-18T20:23:06+01:00
Będzie to opowiadanie na podstawie części IV Dziadów.

Była to listopadowa noc, o której głośno było we wsi, że późną porą pojawiają się duchy błąkające się po świecie, które chcą się dostać do nieba. Siedząc przy stole, na którym stała zapalona świeca, usłyszałem dobiegające z oddali głosy. Zgasiłem świecę i czym prędzej wyszedłem z domostwa, chcąc choć raz ujrzeć obrzęd Dziadów na własne oczy. Szedłem i szedłem, nasłuchując głosów i wołania, aż dotarłem na święte miejsce, gdzie pogrzebane są szczątki zmarłych. Zobaczyłem stojącą pośrodku kaplicę. Okna miała zasłonięte, a głosy dobiegające ze środka były bardzo wyraźne. Wszedłem więc za bramę cmentarną, po czym dostałem się do środka kaplicy akurat na chwilę przed tym, jak starzec miał zamknąć jej drzwi. Wszystko, co się działo wewnątrz było niezwykle tajemnicze i przepełnione jakąś zewsząd dobiegającą siłą tajemną. Spostrzegłem, że pośrodku płonie ogień. Zwróciłem więc swoje oczy w tę stronę, chcąc z większym baczeniem obserwować, co się tam wyczynia. Zauważyłem, iż guślarz dorzuca do ognia garść kądzieli, a po tym przyzywa duchy. Na raz pojawiło się dwoje aniołków tak prześlicznych, że bałem się na nie poglądać, gdyż tak grzeszny wobec nich byłem. Jedyne, o co prosiły to dwa ziarna gorczycy, gdyż chciały choć raz zaznać goryczy, by dostać się do nieba. Ich matka musiała być obecna między nami, gdyż Józio, bo tak zwało się jedno ze zjawisk, zwracał się do którejś z wieśniaczek. Dzieci dały nam przestrogę i zostały wypędzone, po czem usłyszeliśmy, jak zegar północ bije. Pojawiło się widmo straszliwe. Był yo dziedzic, stary pan nasz, który nas uważał jeno za sługi swoje, za puch marny, niegodny jego uwagi. Ptaki na jego widok zaczęły przemawiać. Ptaki przemawiać? Dziwne to wielce było. Pan nasz również dał nam przestrogę i wypędzon został, po czem wezwano trzecią duszyczkę. A była to śliczna Zosieńka, która chłopca nie chciała. Błagała, by ją do ziemi przyciągnąć, by mogła padołu stópkami dotknąć, ale żaden z nas nie miał jak tego uczynić. Guślarz i ją wypędził, po czem wszyscy się rozeszli do domostw. Dziady były tajemnicze, ale nigdy! Nigdy więcej!
5 3 5