Odpowiedzi

2009-11-21T18:13:26+01:00
Pewnego słonecznego dnia wracałam ze szkoły .Pojakimś czasie zauwarzyłam że na niebie pojawiły się ciemne chmury więc postanowiłam szybko wracać do domu.Gdy doszłam do domu zaczeło padać.
W pewnej chwili zozpętała się straszliwa buża. Byłam sama w domu i okropnie sie bałam.Niw wiedziałam co mam zrobi.Co jakiś czas na niebie pojawiały się błyskawice kture robiły wielki chałas.Dziwięk piosunów był tak przerażający że natychmiast postanowiłam udać się do mojej sąsiadki ktura mieszkała kilka metrów od mojego domu.Założyłam kurtkie i spojżałam przez okno.Buża coraz bardziej się nasilała,a ja coraz bardziej się bałao.Nagle zaczoł opadać grat i wtedy postanowiłam żenie będe wychodzić z domu.Po godzinie przestał padać grat i opady też zaczeły się zmniejszać.Chwilę puźniej na niebie pojawiło się słońce twożąc również piękną, kolorową tęcze.
Najlepsza Odpowiedź!
  • Użytkownik Zadane
2009-11-21T18:29:06+01:00
Skończyłam odrabiać lekcja. Jak zwykle po tym, podeszłam do szafy, aby przygotować sobie ubrania na następny dzień. Ten mebel, akurat w moim pokoju stoi obok okna. Chcąc nie chcąc, spojrzałam przez nie. Przestraszyłam się. Byłam sama w domu, a ana dworze panowała jakaś dziwna atmosfera. Na podwórku nikogo nie było. Uświadomiłam sobie, ze zaraz zacznie się burza. Pogoda na moje samopoczucie wpływa bardzo, toteż dziwnie się czułam, gdy zorientowałam się, że jest to tzw. "cisza przed burzą". No i po krótkiej chwili zaczęło się. Drzewa gięły się na wszystkie strony - raz w prawo, raz w lewo, do przodu, do tyłu. Wiatr był tak silny, że jesienne kolorowe liście wirowały po ulicy jak szalone. I nagle zrobiło się całkowicie ciemno. Czarne chmury zebrały się na niebie, przysłaniając wyłaniający się niedawno księżyc. Zobaczyłam błysk. Potem drugi. Po chwili do mych uszu doszły groźne odgłosy nadchodzącej burzy. Na szybie zobaczyłam drobne krople deszczu, które w miarę upływu czasu robiły się coraz większe i silniejsze. na ulicę przy akompaniamencie straszliwego łomotu zwalił się istny wodospad. Potężny podmuch wiatru spowodował, że środkiem deptaka przeleciała jakaś reklama. Chwilę później z nieba zaczął sypać się grad wielkości kciuka. Całe piekło trwało może pięć minut. Niespodziewanie wszystko ucichło. Wiatr przestał tak hulać, deszcz prawie wcale już nie padał. Po 10 minutach burza zupełnie ustała. Zostało po niej świeże powietrze, pachnące azotem. To dziwne, ale wszystkie wyładowania tej burzy zachodziły pomiędzy chmurami, poziomo. Żadnego nie podkusiło, żeby zejść na ziemie. Już się wcale nie bałam. Humor zupełnie mi się poprawił, gdy na niebie pojawiła się najpiękniejsza jaką w życiu widziałam kolorowa tęcza.