Przyczyny polityczne, gospodarcze, społeczne i kulturowe upadku Rzymu.

Z powyższych grup przyczyn należy wybrać dwie i opisać je min. na 2 strony A4. Np. przyczyny polityczne- opracowanie na dwie strony, i przyczyny gospodarcze- i także opracowanie na dwie strony. Jeśli nie uda się na dwie strony, to można na trochę mniej.

1

Odpowiedzi

2009-11-21T19:20:01+01:00
Moja teza brzmi: większość podawanych tutaj przyczyn jest bez znaczenia, bowiem dotyczą one politycznego upadku Cesarstwa. Tymczasem bardziej chyba interesujący jest upadek kultury rzymskiej: a to już jest problem społeczny. Należałoby temat zatem ująć: droga od kultury antycznej do średniowiecznej. Pytamy więc o przyczyny: zaniku antycznego wychowania, estetyki, postawy obywatelskiej, życia miejskiego, siły organizującej.

Tutaj więc będę nieugięcie wskazywał na przesadne wymieszanie ludów, które - jak informują współczesne badania - prowadzi zawsze do uczucia alienacji i działa odśrodkowo, oraz chrześcijaństwo, które podważało ww. wartości (spójrzmy na 1000 lat średniowiecza, a zwłaszcza na pierwszych 500 lat; zaprzeczenie typu rzymskiego patrycjusza-epikurejczyka, zamiast tego rozrost dobrotliwej, choć często chamskiej i śmierdzącej trzody, którą nawet nie ma jak i gdzie prowadzić; zresztą i Bizancjum miało swoje ciemne wieki: choć faktycznie, nie tak głębokie jak na zachodzie - zasługa cezaropapizmu; znowu optyka polityczna, a nie kulturowa).

Błędem było zatem rozproszenie elementu barbarzyńskiego po całym imperium (legiony); dalszym błędem - ale wobec tego już nieuchronnym - było pozwolenie na jego namnażanie się. Również chrystianizacja w świetle późnoantycznego "przeduchowienia" mas (które też postrzegam jako objaw zagubienia społecznego i wynaturzenia smaku; znak, że suma egoizmów zastąpiła egoizm sumy) była krótkowzrocznością: potrzeba było raczej czegoś przeciwnego (większa militaryzacja? notabene to wojsko budowało miasta). Analogie z dzisiejszą Europą (ale teraz czas się cofa!). Zależność statystyczna procesów chrystianizacji i dezurbanizacji (można co najwyżej zastanawiać się, co jest przyczyną, a co skutkiem; bądź też oba są skutkiem czegoś trzeciego).

Czynniki ekonomiczne są moim zdaniem przeceniane, przy tym są one tylko następstwem. Wzrost liczby ludności wymaga większych ilości pożywienia, a zatem większej populacji wiejskiej, ale to bynajmniej nie znaczy, że musi ona przewyższać miejską; nie ma powodu do zmiany proporcji. (Wręcz przeciwnie, cały bieg historii uczy, że wzrost populacji i urbanizacja idą w parze.) W zdrowym społeczeństwie to wyglądałoby tak, że wieś jest przez miasto wyzyskiwana (do dostawy zboża itd.); więcej, potrafi się ono, gdy trzeba, zjednoczyć wokół wspólnej sprawy, by ujarzmić nieposłusznych (jeśli sferom uciśnionym marzy się wolność, to już jest to symptom zbyt łagodnego traktowania). Ale co to wszystko obchodziło przeciętnego przedstawiciela roszczeniowego motłochu w V w... Podobnie, kryzys pieniądza to również nie jest problem, od którego narody umierały (i faktycznie, wtedy cesarze nasilali "socjalizm"). Jeśli Rzymianin przenosi się poza miasto - więc poza sferę prawdziwej kultury rzymskiej - z racji ekonomicznych, to już coś z nim nie tak: nawet jeśli istnieją korzyści, trudno mi sobie wyobrazić, by był przymus, zwłaszcza wiedząc, jak potężne połacie ziemi były dostępne dla (patrząc miarą późniejszych czasów) nie tak znowu ogromnej liczby ludzi. Tyle że właśnie nie było już nic poza zastępami pstrokatych a prostych ludzi, których było za dużo (powyżej pewnej masy krytycznej sfera publiczna się degeneruje: bo jednostki nie mają szans być wyjątkowe), zapatrzonych nie w organizację, lecz w jakieś zabawy, ale też ideał spokoju, plotyńskie hipostazy (przeduchowienie antyku)... za dużo niezorganizowanego motłochu, brak pomysłu na jego organizację ("zgnilizna moralna"); przesyt, wstręt, dezurbanizacja. Wszystko konsekwencje błędów społecznych, nieświadomości demografii i "rasy". Dzisiaj z pewnych przyczyn (poprawność polityczna) powód ekonomiczny jest modny, ale nie oddaje sedna sprawy (w I poł. XX w. popularne były tłumaczenia bardziej sensowne, tj. nie sprowadzające się do siły wyższej pt. "gospodarka" czy idiotyzmu "za duży obszar" - tak jakby glob od końca antyku uległ skurczeniu).

Kolejny "powód", administracja: to jest kwestia "parcelacji" kraju, feudalizacji władzy, wszystko (jak dowiodła przyszłość) do załatwienia bez konieczności upadku kultury. Znowu optyka tylko polityczna (jeśli już chcemy patrzeć politycznie, to upadkiem kraju było przejęcie go przez germańską armię, ewidentnie element obcy, mało odpowiedzialny, niekarny, bez wizji; dodatkowo nieudolni cesarze - przykład: Honoriusz pozostawiający legiony brytyjskie samym sobie, zamiast je ściągnąć na kontynent; cesarze często nie mieli nawet czasu ogarnąć kadr, administracji itd., bo poprzedni pozostawiali "palące problemy"; przy tym wszystkim panujące chrześcijaństwo nie sprzyjało pojawianiu się dużej ilości jednostek o cechach przywódczych, czasem zaś było wręcz wrogie państwowości: np. działalność Kasjodora jeszcze w VI w.).

Takie ilości ludzi, jak były w Rzymie, gdyby tylko tworzyły jakąś jedność (wokół doczesnych wartości), byłyby niepokonane. Ale właśnie tego brakowało. Zasadniczo systemy trzymają się, gdy mamy pewną stałą proporcję arystokracja ("wyzyskiwacze") vs motłoch, a to wszystko na proporcjonalnym skrawku ziemi. Szybkie mieszanie ras i stanów zawsze prowadzi do dekadencji - czy nawet sam niekontrolowany wzrost demograficzny pewnych elementów społeczeństwa (np. chrześcijanie wyraźnie chętniej się rozmnażali, przy tym w większości pochodzili z nizin, choćby nawet tylko z przyczyn statystycznych).