Odpowiedzi

2009-11-22T13:02:33+01:00
Pewnego dnia wybrałam się do parku, było zimno, szaro, pusto. Po prostu jesiennie, po prostu melancholijnie. Siedziałam tak na ławce przekona o nierozwiązywalności moich problemów. Aż tu nagle zaczęłam słyszeć głosy. Pomyślałam - zwariowałam przecież nikogo tu nie ma. Wsłucham się bardziej. To były męskie głosy, doświadczone i bardzo pewne.
- Jesteś tak przekonany o swojej wyższości, a przecież byle pożar może cie zniszczyc.
- Co, co tam mówisz z dołu mierny kamieniu ?
- Mówię, że chyba nadmiar słońca uderzył Ci do liści.
- Malutki może nie widzisz, przepraszam na pewno nie widzisz.
Ale dzisiaj nie ma słońca
- Jesteś tak głupi jak i duży. Słońce jest tylko schowane. Może jestem mały, ale za to trwały i niewzruszony. Nie imają się mnie żadne szkodniki
- Twoje niewzruszenie jest Twoim przekleństwem
- Niech Cię dzięcioł stuknie
- Wybacz, ale muszę rozłożyć swoje konary. Co by znowu natchnąć jakiegoś poetę
Słucham z niedowierzaniem. Ale w końcu dotarło do mnie że drzewo i kamień umilają sobie czas wzajemnym przekomarzaniem