Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-11-24T12:15:27+01:00
Z wprowadzeniem w naszym kraju wspólnej waluty będą się wiązały zarówno korzyści, jak i koszty czy też czynniki ryzyka. Wejście Polski do unii walutowej będzie oznaczało, że zaczniemy posługiwać się pieniądzem, którego używa już kilkaset milionów mieszkańców naszego kontynentu. Pieniądzem, który w dziesięć lat od inauguracji należy do najważniejszych światowych walut.


Zaoszczędzimy na wymianie
Następstwem wejścia Polski do strefy euro będzie wyeliminowanie ryzyka kursowego w transakcjach dokonywanych z podmiotami (firmami czy osobami fizycznymi), działającymi na terenie strefy euro. To spowoduje większą przewidywalność w odniesieniu do konsekwencji np. kontraktów eksportowych krajowych firm. W efekcie łatwiejsze będzie np. o szacowanie rentowności planowanych inwestycji. To powinno więc przełożyć się na zwiększenie tego typu projektów, przyczyniając się do podwyższenia tempa wzrostu gospodarczego.

Inna konsekwencja wejścia Polski do unii walutowej to likwidacja kosztów wymiany walut. Dziś dla firmy z sektora realnego czy konsumenta każdy zakup dokonany w euro za granicą wiąże się z koniecznością przeliczenia złotówek na koncie w banku na odpowiednią ilość wspólnej waluty. Przeliczenie nie odbywa się jednak zwykle po średnim kursie określanym przez Narodowy Bank Polski. Bank komercyjny, który takiego przeliczenia dokonuje, kupuje walutę taniej niż mógłby to zrobić bezpośrednio na rynku walutowym, zaś sprzedaje drożej. Z punktu widzenia instytucji finansowych wymiana walut oznacza realne dochody, jednak dla wszystkich innych podmiotów są to koszty – zmniejszające rentowność każdej ponadgranicznej transakcji. Likwidacja tych kosztów to kolejny czynnik sprzyjający zwiększeniu wymiany handlowej i przyspieszeniu wzrostu gospodarczego.


Niskie stopy sprzyjają konsumpcji
Na tym jednak nie koniec. Wprowadzenie euro będzie miało korzyści również z punktu widzenia tych, którym nie zdarzyło się nic kupić ani sprzedać za granicą.

Wspólna waluta oznacza bowiem również wspólną politykę pieniężną i jednakową wysokość krótkoterminowych stóp procentowych we wszystkich krajach, które posługują się euro. Jak dotąd zawsze te stopy w strefie euro były niższe niż w Polsce. Obecnie poziom stóp procentowych na świecie jest niski, ale w minionych latach oprocentowanie trzymiesięcznych pożyczek na rynku międzybankowym w strefie euro było nawet o 4–5 pkt proc. mniejsze niż podobnych pożyczek w Polsce (a właśnie one są podstawą do wyznaczania oprocentowania kredytów i pożyczek). Wprowadzenie euro w Polsce będzie więc oznaczało obniżenie poziomu oprocentowania kredytów (a także lokat), co – jak należy się spodziewać – przełoży się na zwiększenie konsumpcji i inwestycji, a więc znów na przyspieszenie wzrostu gospodarczego.


Ryzyko baniek spekulacyjnych
Równocześnie wejście do unii walutowej nie jest pozbawione elementów ryzyka. Wiąże się też z istotnymi kosztami, które – przy splocie niekorzystnych czynników – mogą okazać się dość wysokie.Zagrożenie może pojawić się nawet z tak nieoczekiwanej strony, jak korzyści związane z niskimi stopami procentowymi.

Niewielkie oprocentowanie kredytów i nagły wzrost skali ich zaciągania w naszej gospodarce może bowiem spowodować, że ceny towarów i usług będą rosły szybciej. Wzrost cen może dotknąć szczególnie wybranych aktywów – np. nieruchomości. Tego typu sytuacje miały już miejsce w niektórych krajach, które wchodziły do strefy euro. Ryzyko pojawienia się „bańki spekulacyjnej” w związku z dużo niższym niż w przeszłości oprocentowaniem kredytów jest zupełnie realne. Oznacza też konieczność późniejszego zmagania się z konsekwencjami pojawienia się takiej bańki.


Eksperyment z niskimi stopami za nami
Można powiedzieć, że tego rodzaju doświadczenia my już mamy na koncie. W poprzednich latach przeprowadziliśmy już bowiem na dużą skalę „eksperyment” z nisko oprocentowanymi kredytami – zaciąganymi jednak głównie nie w euro, ale we frankach szwajcarskich. Znaczące zwiększenie ich dostępności było jednym z istotnych powodów wzrostu cen mieszkań. Gwałtowne zatrzymanie rynku kredytowego, z jakim mieliśmy z kolei do czynienia rok temu po wybuchu kryzysu finansowego, sprawiło, że domy i mieszkania zaczęły tanieć. Spowolnienie gospodarcze, które doprowadziło do pogorszenia sytuacji na rynku pracy, sprawia, że coraz więcej kredytobiorców zaczyna mieć problemy z terminową obsługą zobowiązań wobec banków. To zaś z kolei zmniejsza szanse na uzyskanie kredytu wśród tych, którzy chcieliby zaciągnąć go dzisiaj i przyczynia się do wyhamowania konsumpcji i tempa wzrostu PKB.

Lista zagrożeń jest oczywiście dłuższa. Gdyby np. okazało się, że rzeczywiście dynamika wzrostu gospodarczego nagle spada, istniałoby ryzyko pogorszenia sytuacji budżetu. Mielibyśmy do czynienia z kolejnym wzrostem deficytu budżetowego. Kraje należące do strefy euro powinny mieć tymczasem deficyt nieprzekraczający 3 proc. produktu krajowego brutto. W przeszłości zdarzało się, że członkowie unii walutowej – chcąc nie chcąc – decydowali się na ograniczenie wydatków budżetu w celu zmniejszenia deficytu. To zaś tylko pogłębiało problemy całej gospodarki.

Wniosek? Przy niekorzystnym zbiegu okoliczności wprowadzenie euro może być w pewnym okresie dla naszej gospodarki bardziej obciążeniem niż powodem do zadowolenia, niezależnie od długookresowych korzyści.
3 2 3