Odpowiedzi

2009-11-24T16:25:47+01:00
Inżynier budowlany Jelcyn piął się od stanowiska prostego majstra, poprzez kierownika budów i dalej już po drabinie partyjnej. W wieku 45 lat, a więc całkiem młodo, został pierwszym sekretarzem kluczowego dla radzieckiego przemysłu zbrojeniowego obwodu świerdłowskiego.

Wiernie służył partii. Kiedy Leonid Breżniew przed 60. rocznicą rewolucji bolszewickiej kazał mu zburzyć dom kupca Ipatiewa, gdzie bolszewicy rozstrzelali rodzinę ostatniego cara, wykonał rozkaz bez mrugnięcia okiem.

W połowie lat 80., już w czasie zainicjowanej przez Michaiła Gorbaczowa pierestrojki trafił do Moskwy jako członek Komitetu Centralnego i szef stołecznej organizacji partyjnej. A to było stanowisko już tuż obok samego szczytu władzy.

Stał się jednak wielce ekscentrycznym sekretarzem. Demonstracyjnie zrezygnował z "czlenowozu", jak w Moskwie nazywano limuzyny przewożące "czlenów", czyli członków KC. Jeździł jak zwykły śmiertelnik - metrem. Przy każdej okazji krytykował bonzów partyjnych za wykorzystywanie przywilejów. Rosjanie brali go za swojego, prawdziwego mużyka, silnego rzecznika praw narodu.

Gorbaczow widział w nim konkurenta ostro walczącego o władzę. - "Borys, ty nie praw" ("Borysie, nie masz racji") - pierwszy sekretarz rzucił mu w twarz przed kamerami telewizyjnymi z trybuny partyjnej. Naród jednak uważał, że to właśnie Borys, a nie Michaił jest praw.



Do historii przeszła scena, kiedy Jelcyn 12 czerwca 1990 r. na 28. zjeździe KPZR ogłosił, że odchodzi z partii i wychodził z sali na oczach śmiertelnie przerażonych jego zuchwałością towarzyszy partyjnych. Równo 11 miesięcy później został wybrany na prezydenta republiki, jeszcze radzieckiej, jeszcze socjalistycznej.

I jako prezydent, mocarny, bohaterski, kochany przez rodaków znów wchodził do historii, kiedy w sierpniu 1991 roku na czołgu przed siedzibą rosyjskiego parlamentu znaną jako Biały Dom pięścią wygrażał Giennadijowi Janajewowi i uczestnikom jego puczu próbującym reanimować umierający ZSRR.

To on wkrótce po upadku puczu razem z prezydentami Ukrainy i Białorusi podpisał się pod aktem zgonu Związku Radzieckiego, zawierając z nimi rozdzielające imperium na niepodległe republiki porozumienie białowieskie.

Z pałacu kremlowskiego zjechał powiewający tam od dziesięcioleci czerwony sztandar. Gorbaczow przekazał Borysowi klucze do atomowej walizeczki.

Buntownik zasiadł na Kremlu.

I szybko przestał być ulubieńcem narodu. Teraz to on odpowiadał za narastający chaos, bandytyzm na ulicach rosyjskich miast, za rosnącą biedę.

Dał Rosjanom wolność, partie polityczne, wolne wybory, wolność słowa, wolny rynek. Ale coraz więcej z nich tęskniło za dawnymi dobrymi czasami radzieckimi, kiedy wolności nie było, ale stać było na kiełbasę.

http://wyborcza.pl/1,86738,4083751.html