Odpowiedzi

2009-11-25T19:57:00+01:00
Dzień zaczął się normalnie – toaleta, śniadanie, wyjazd do szkoły. Lecz wchodząc do naszej szatni przeżyłem mały wstrząs. Wszyscy uczyli się fizyki ( Na szczęście ten proces miałem już za sobą )! Oczywiście oprócz nauki nastąpiła grupowa prezentacja małych pomocy naukowych zwanych potocznie „ściągami”. Każdy miał inne pomysły. Było na co popatrzeć!
W tym dniu wszystkie lekcje oprócz fizyki nie miały znaczenia. Służyły tylko do dopracowywania wyżej wymienionych „środków dopingowych”. Wreszcie nastąpił moment grozy – dzwonek na upragnioną lekcję.
Wszyscy cichutko weszli do sali i w milczeniu czekali. Lecz w klasie zawrzało, gdy pan poprosił do biurka naszego kolegę Karola. Rozłożył przed nim ręce, zacisnął pięści i powiedział:
- Jeśli znajdziesz w ręce nakrętkę od długopisa, klasa będzie rozwiązywać test, jeśli nie będziecie odpowiadać na pytania otwarte.
Klasa głośno podpowiadała Karolowi, jaką rękę ma wybrać. Biedak nie wiedział jaka odpowiedzialność na nim ciąży. Wreszcie cichym głosem powiedział:
- Poproszę rękę z „zegarkiem” ( lewą ).
Nauczyciel rozłożył dłoń – nakrętki nie było!!! Po krótkim, głośnym okazaniu naszego niezadowolenia posłusznie wyciągnęliśmy kartki .
Czas, w którym nauczyciel dyktował pytania dłużył się niemiłosiernie. Wszyscy zastanawiali się, czy na małych wiadomych karteczkach napisali potrzebne definicje, wzory itd. Dyktowanie pytań zostało zakończone. Czas start! Podwijamy bluzy, rękawy i do dzieła. Sięgamy po nasze pomoce naukowe. Słychać szepty i rozmowy:
- Hej! Pytanie drugie!
- W izolowanym układzie ciał...
- Dzięki!
Inni byli bardziej „samodzielni” – otwierali na podłodze książki i jak przystało, poprzez spis treści szukali odpowiedniej regułki. Po ok. pół godziny trzy czwarte klasy miało już napisany sprawdzian.
Dryńńńń... W końcu trzeba było oddać prace. Wszyscy pełni optymizmu opuścili salę. Krótkie „Cześć Wam!” i można wracać do domu. Pewnie żadnej jedynki z tego sprawdzianu nie będzie...
1 5 1
Najlepsza Odpowiedź!
2009-11-25T20:17:59+01:00
Był sobie Maurycy Golas miał 39 i pół lat i chodził do Szkoły Podstawowej numer 6 w Czeladzi. Był to bardzo utalentowany chłopiec. Bardzo lubił tą szkołę więc nie zamierzał jej skończyć.
Mama prosiła aby się uczył, lecz zamiast niego to babcia odrabiała jego pracę domową. Niektóre nauczycielki były młodsze od niego lecz się tym nie przejmował.
Pewnego dnia w szkole była dyskoteka Maurycy przyszedł bardzo elegancko ubrany: pulower uszyty przez jego babcie, buty ortopedyczne oraz okulary które przed salą zwędził brzyduli.
Gdy wszedł na salę zaczął tańczyć z nadzieją że zaraz podejdzie do niego jakaś dziewczyna. Minęły 3 godziny i nadal tańczył sam.
Pomyślał że może to wina muzyki i dał płytę ze swoimi ulubionymi piosenkami DJ-owi. DJ puścił jego płytę z nadzieją że będą tam piosenki na czasie. Tymczasem znajdowały się tam tylko hity lat 60. Maurycy nareszcie czuł swoje rytmy. Nudził go taniec w pojedynkę więc sam podszedł do dziewczyny i poprosił o taniec powiedział:
- Właśnie leci moja ulubiona piosenka zatańczymy?
(Leciała wtedy piosenka pt."Ostatnia niedziela")
Dziewczyna ku jemu zaskoczeniu odmówiła.
Do Maurycego podeszła 62 letnia nauczycielka chcąc poprawić mu humor zatańczyła z nim. Gdy tańczyli nauczycielka powiedziała że to ulubiona piosenka z jej lat młodości.
Maurycy wrócił szczęśliwy do domu z nauczycielką aby posłuchać więcej tego typu płyt.
2 2 2