Odpowiedzi

2009-11-27T17:38:17+01:00
O paleniu papierosów... w szkole"

Palenie papierosów, wbrew wszelkim opiniom, jest nieszkodliwe i bardzo przyjemne.
Czy istnieje coś piękniejszego, niż wspólne spotkania z koleżankami w łazienkach szkolnych? (niestety, nadal musimy się kryć).
Czy istnieje coś piękniejszego, niż wypuszczanie w górę szarych kłębów dymu??
Jest to znakomita okazja do pogaduszek, a jednocześnie rozluźnienia się między (męczącymi nasz umysł) przedmiotami, czy (męczącymi nas) nauczycielami!
Mnie tam nie męczą tylko zajęcia z przygotowania do seksu (tzw. przygotowanie do życia w rodzinie). Wtedy słucham.
I RAZ wysłuchałam tak:
"Łączyć przyjemne z pożytecznym".
Inni znowu - pro-fe-so-ro-wie - na nas krzyczą, że nie stosujemy zasad w praktyce. Niech zatem wszyscy zobaczą, że się mylą...
Oto dowód:
Dyżurujący na korytarzach nauczyciele i tak nic nie robią! Pomińmy już to, że za takie obijanie się dostają olbrzymie pieniądze!! Gwarantuję więc, że my - palacze, zapewniamy im dodatkową pracę,
a mianowicie:
pracę szpiega, kontrolera.
To oni muszą wyczuć ( czy wywąchać), kto i gdzie kryje się w łazience z papierosem...
Podobno to szkodliwe opary dymu oblepjają mózg, czyniąc z nas bardziej ułomnymi, niż jesteśmy. Tymczasem ja, wychodząc z sali matematycznej czuję się bardziej ogłupiała, niż po wypaleniu dwóch papierosów... Tymbardziej więc idę zapalić, aby zatopić swój smutek w papierosie.
Nie rozumiem, dlaczego nauczyciele robią z nas idiotów?? Czyżby wydawało im się, że jesteśmy głupsi od .....?? -
Pani Joanna T*******, przychodząc do nas na lekcję fizyki, otwiera okno na przysłowiowe 3 minuty, bo "w sali jest zaduch".
W rzeczywistości jest on spowodowany dymem... unoszącym się spod drzwi zaplecza.
Tak! Nauczyciele, zwłaszcza nasza wychowawczyni, która powinna świecić nam przykładem, mają prawo jarać w szkole. A my - uczniowie, niedość, że powinniśmy udawać, że tego nie widzimy, to jeszcze musimy uznawać ten "smród" (przez nauczycieli nazywany) za "zaduch"??!! : |
I tu jest pewna nie - kon - se- kwen - cja.
Powinniśmy oddychać przecież świeżym powietrzem! A nie dymem papierosowym. Co mamy jednak zrobić, kiedy czyste powietrze, szkodzi nam w większym stopniu?? Właśnie przez takie otwieranie okien zimą chorujemy na zapalenie płuc.
Swoją drogą, to ciekawe...
Zapytam się psorki z biologii, która choroba jest gorsza: rak? czy ZAPALENIE płuc?
(Może dostanę chociaż plusa za aktywność?? hm?)
Wracając do raka!
Co może wiedzieć o szkodliwości palenia lekarz, który nigdy w życiu nie wziął do ust papierosa??
Przecież, aby wypowiadać się na dany temat, należy się z nim zapoznać, także PRAKTYCZNIE!
Słuchajcie więc rady doświadczonej palaczki:
"Nic wam nie będzie wcale! I jak paliliście, tak PALCIE DALEJ!!"
Pss Może kiedyś, właśnie ten jeden papieros, a właściwie to niedopałek, zadecyduje o dalszych losach tej szkoły??...
2009-11-27T17:45:37+01:00
DLACZEGO WOLĘ GÓRY
Właśnie przed chwilą prezenter radiowy zapowiedział, że lato
tego roku będzie wyjątkowo udane. I gdyby nie odrobina zdrowego rozsądku w
mojej, co tu dużo pisać, urlopowej już głowie, uznałabym to za proroczą wróżbę
i w ciemno, totolotkowym systemem typowań-czyli na chybił trafił, wybrałabym z
kalendarza dowolny rządek liczb, by wreszcie wyjechać gdzieś na upragnione
wakacje. Tak było w zeszłym roku. Zawierzyłam przepowiedniom, wyjechałam i
wróciłam z bagażem przerażających doświadczeń i przemoczonych ubrań. Padało
przez cały lipiec… Tym razem jestem ostrożniejsza. Słucham porad specjalistów w
dziedzinie meteorologii. Termin urlopu to sprawa najwyższej wagi. Ale kiedy już
mamy ten podstawowy problem z głowy, pojawia się pytanie, gdzie spędzić
wakacje. Zazwyczaj owo zagadnienie ogranicza się do wyboru między morzem, a
górami.
W zeszłym roku namiętnie uczęszczałam na fitness do
pobliskiego klubu. Wytrwale chodziłam na każde zajęcia, mało tego, w weekendy
chodziłam na siłownię i zawzięcie szlifowałam swoje, bądź co bądź, nie za duże
mięśnie , a przede wszystkim nadużywałam kontaktów z siłownianym atlasem.
Wszystko po to, by nie dać szans tym kilku kaloriom sukcesywnie przybywającym
po każdej wizycie w redakcyjnym barze. Zatem ćwicząc, uparcie prowadziłam
nieustanną walkę z kolejnymi
nieprzewidzianymi kilogramami i niekontrolowaną warstwą tłuszczyku na brzuszku.
Wszystko robiłam po to, by latem na plaży nie wyglądać jak lew morski, bądź, co
bądź pasujący do plażowych krajobrazów. Zresztą, przed każdymi wakacjami budzi
się we mnie świadomość, że moja obecna figura, do tej wymarzonej ma się
dokładnie tak jak brukselka do marchewki. Dieta nie wchodzi w grę, bo zamiast
silnej woli matka natura obdarzyła mnie słomianym zapałem, za co niestety nie
mogę jej dziękować…
W tym roku na moje nieszczęście zamknęli pobliski klub ze
względów finansowych i skończyło się moje usportowienie, nawet mimo tego, że w
pobliżu mojego domu jest jeszcze kilka takich. Dodam, że z klubu powstał sklep
samoobsługowy, gdzie szczególnym powodzeniem cieszy się szynka z Łysych (ta
nazwa to chyba jakiś podejrzany chwyt marketingowy). Moja sportowa zażyłość zakończyła się definitywnie i jak na dzień
dzisiejszy nieodwracalnie. Uznałam, że jestem samowystarczalna…
Zatem licząc na siebie, tak, tak, mama mi zawsze powtarzała:
„Umiesz liczyć-licz na siebie”, starałam się dzielnie ograniczyć wszelkie
pokusy, a mam tu na myśli przede wszystkim słodycze. Ale jak już wcześniej
wspominałam, mam słomiany zapał i w efekcie przybywało mi kilogram, po
kilogramie... Nauczona przez telewizję, że chude jest piękne, dzielnie
podejmowałam kolejną próbę walki, ale rezultaty są raczej inne, niż moje
początkowe założenia. Dlatego też wydaje mi się, że w tym roku wybiorę się na wakacje
w góry...