Odpowiedzi

2009-11-28T10:58:57+01:00
18 maja 1879r.
W pierwszych dniach maja wybrałem się do parku, aby po nocy spędzonej nad książkami orzeźwić się świeżym powietrzem. Stary park miejski okryty był już oponą wiosennych lśniących liści i przepełniony przecudnymi cieniami i światłami. Szedłem jasnożółtą dróżką, prowadzącą do miejsca, w którym zawsze się uczyłem.
Spod rozwalonego muru wypływała tam przez kamienne gardło struga czystej i zimnej wody. Zlatując do wielkiej misy wyciosanej z piaskowca, ginęła w jej wnętrzu. Źródło mieściło się na placu otoczonym z jednej strony przez gęste zarośla i ów stary mur, z drugiej przez trawnik i rabaty kwiatowe. Gdy stanąłem u kresu złotej ścieżki, serce we mnie zadygotało?
Na kamiennej ławce, pod cieniami grabów, siedziała otoczona stosami książek panna Anna Stogowska - ?Biruta?. Była ona dziewczyną o smutnych lazurowych oczach i jasnych włosach. Uczyła się w klasie siódmej żeńskiego gimnazjum.
Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w nią niczym w obraz. Chciałem trzymać książkę przed oczyma i spoza niej patrzeć, ale nie mogłem udźwignąć jej z kolan. Spłynęło na mnie uczucie dotąd nieznane. Tak silne, że nie mogłem się go pozbyć w żaden sposób. Zakochałem się?
Wszystko wokół ucichło. Czas leciał jak błyskawica. Kiedy wybiła siódma, Anna wstała ze swego miejsca i odeszła. Prowadziłem ją wzrokiem, a skrywszy się za krzewami, rozciągnąłem się na ławie i zostałem tak bez ruchu. Dopiero po dwóch godzinach wróciłem na stancję. Przez cały dzień zażarcie pracowałem. Za wszelką cenę chciałem pozbyć się uczuć napadających mnie jak ataki gorączki i pokonać zdrętwienie mózgu. Chwilami władały mną szczególne złudzenia, które cały świat obracały w inną postać, a właściwie w jedną jedyną, niewysłowioną, senną rozkosz.
Często nie mogłem się uczyć, myśleć ani zasnąć. Głowę przepełniała mi niezwyciężona tęsknota za mym Aniołem. Spałem ledwie parę godzin, a przed samym świtem, ruszałem do pamiętnego źródła w parku.
Mogłoby się wydawać, że na następne spotkanie czekałem całe wieki. Los jednak ulitował się nade mną. Pewnego dnia, kiedy siedziałem z twarzą skrytą w dłoniach i rozmyślałem, usłyszałem chrzęst drobnego żwiru na dróżce i dźwięk zbliżających się kroków. Osoba idąca w stronę wejścia po krótkiej chwili wahania zajęła miejsce na przeciwległej ławie. Bałem się zrobić najmniejszy ruch, by nie spłoszyć ziszczonego marzenia. Dopiero usłyszawszy szelest przewracanych kartek, wyprostowałem się, podniosłem głowę i ujrzałem pannę Annę.
Od tej chwili patrzyłem w nią jak w tęczę. Zastanawiałem się, czy nie stracę wszystkiego jeśli panienka rozgniewa się i odejdzie, ale pragnienie wzięło górę nad rozsądkiem. Moje oczy upajały się bez końca cudownym widokiem ?Biruty?, uczącej się czegoś gorliwie. Jej wargi poruszały się bezpretensjonalnie, zapewne przyswajając sobie jakieś wyrazy, frazesy czy liczby. W pewnej chwili przelotnie spojrzała w moją stronę i zmieszała się, spostrzegłszy twarz rozpromienioną uśmiechem zachwytu, zbladłą, podobną do oblicza człowieka zranionego śmiertelnie, z którego krew uchodzi.
Nazajutrz nie pojawiła się u źródła. Kolejnego dnia także. Przeżywałem istne katusze, rozmyślając o całym zdarzeniu. O tym, jak bardzo mogła poczuć się zmieszana widząc mnie napawającego się jej widokiem, tak bezwstydnym wzrokiem przeszywającego każdy cal jej ciała i próbującego zajrzeć w nieskazitelną duszę. Praca była moim środkiem ratunku, pozwalała zapomnieć mi o Annie choć na chwilę.
Nie czułem jednak ukojenia wyrzucając ją ze swoich myśli. Tak bardzo chciałbym móc oglądać ją całymi dniami, choćbyśmy nie zbliżyli się do siebie na krok. Zaglądać w wielkie smutne oczy, obserwować podmuchy wiatru w jej włosach, patrzeć na blade policzki odbijające blask słońca w cudowny sposób? Czy jeszcze kiedyś ją spotkam? Modlę się o to każdego nowego dnia. Mam nadzieję, że Bóg w końcu wysłucha mych próśb.