Odpowiedzi

2009-11-29T17:16:48+01:00
Jestem miłośniczką przyrody. Bardzo często chodzę na długie, letnie spacery, po których wracam z uśmiechem na twarzy. Pewnego słonecznego dnia postanowiłam zmienić drogę, którą zazwyczaj chodzę. Skręciłam w krętą, piaszczystą dróżkę, na której leżały małe kamyczki. Z oddala wyłaniał się mały lasek, który postanowiłam odwiedzić. Po drodze ujrzałam przemykającą pośród barwnych kwiatów małą, zwinną wiewiórkę. Szłam ciesząc się pięknym widokiem jaki rozciągał się przede mną. Nagle, niespodziewanie usłyszałam pisk jakiegoś zwierzątka. Przestraszyłam się, lecz przyśpieszyłam i nadal dążyłam w kierunku lasu. Przy samym skwarku lasu leżała mała sarenka, która miała w swojej nóżce kawałek szkiełka. Na szczęście w swojej torbie miałam bandaż. Ostroznie i powoli wyjęłam szkiełko, a następnie owinęłam bandażem jej nóżkę. Cofnęłam się kilka krókow, po czym zwierzątko wstało i pomalutku poszło w głąb lasku. Bardzo byłam zadowolona z pomocy dla sarenki. Po tym wydarzeniu szłam dalej oglądać niezwykły krajobraz. Gdy dzień zleciał, wróciłam do domu.
2 5 2
2009-11-29T17:21:22+01:00
Dawno dawno temu, mniej więcej jakieś dziesięć lat wstecz, mój brat pasjonował się wędkarstwem. Złapał takiego bakcyla, że nie tylko zaczął łowić i kupować jakieś dziwne specjalistyczne wędki, ale i zaprenumerował fachowe czasopisma, chodził na jakieś spotkania i coś tam jeszcze. Mnie wędkarstwo jako takie w ogóle nie obchodziło, może było jedynie źródłem irytacji z powodu brata, który przez dłuższy okres czasu potrafił mówić jedynie o rybach.
Któregoś roku, w lecie, pojechaliśmy do rodziny na wieś. Typowe wakacje na łonie natury. Co tu dużo mówić.. nudno było. Na tyle nudno, że postanowiłam zacząć łowić ryby razem z bratem. Dostałam jakąś starą, wybrakowaną wędkę i pojechaliśmy nad jezioro pouprawiać wędkarstwo.Nie będę ubarwiać – moje wędkowanie polegało jedynie na zarzucaniu wędki i jej trzymaniu. To brat zachęcał, zakładał przynęty i generalnie udzielał mi wskazówek. Po pół godzinie miałam dosyć, postanowiłam pójść na poziomki. Wyciągam wędkę i czuję opór! Wyobrażacie sobie? Wędka ze spławikiem więc powinien być sygnał, że coś się złapało, a tu nic. Już pomyślałam, że to jakiś stary kalosz, ale kalosz okazał się szczupakiem! Właściwie małym, szczupaczkiem. Więc brat go czym prędzej wyhaczył tj. zdjął z wędki i wrzucił z powrotem do wody, tłumacząc, że szczupak potrafi się tak właśnie przyczaić, a ja widocznie przegapiłam moment, w którym lekko drgnął spławik.
Skoro moje wędkarstwo zakończyło się takim sukcesem postanowiłam poziomki odłożyć na później i posiedziałam kolejne pół godziny – w spokoju. Złowiłam jeszcze całkiem sporego leszcza ( nie jestem pewna ), wiem że ryba miała posmak lekko bagienny.Brat natomiast żadnej ryby nie złapał. I to był pierwszy i ostatni raz kiedy wspólnie wędkowaliśmy.Ja się zniechęciłam, mimo iż miałam sporo szczęścia, a on był chyba lekko zazdrosny o moje wędkarskie „osiągnięcia” . ;-)
Myśle że może być :P
2 4 2