Odpowiedzi

  • Użytkownik Zadane
2009-12-01T17:37:56+01:00
Przypominam prawdę, że Bóg swoją Opatrznością obejmuje cały świat stworzony, i ten daleki, w przepastnych odległościach kosmicznych, i ten bliski, trudny do zbadania przez mikroskop, kryjący się w komórkach materii, w bakteriach i wirusach. Opatrzność inną miarę przykłada do człowieka, którego przecież Bóg uczynił na własne podobieństwo, a inną do materii. Z jednej strony ziemia i wszechświat, a z drugiej strony człowiek i reszta stworzenia. Materia ożywiona duchem i materia bez ducha, ale kryjąca w sobie niezbadane do końca energie - to dopiero pełna, przedziwna i bogata rzeczywistość. Wspólny mianownik tej złożonej rzeczywistości to Bóg-Stwórca. On nie tylko rzeczy stworzył, ale utrzymuje je w istnieniu i doskonali. On jest nie tylko wielkim Konstruktorem, ale także Wychowawcą całego stworzonego dzieła. On jest po prostu Opatrznością.
Naszą tarczą jest wiara. Nie usunie ona doświadczeń z naszej drogi, ale pomoże nam je pokonać i nad nimi zatryumfować. Z drugiej strony, ufność pokładana w Opatrzności Bożej nie zwalnia nas od działania, czuwania, modlitwy i nieustannego czynienia dobra.
Ufność ta nie jest błogim, bezczynnym i biernym oczekiwaniem, przeciwnie – jest ona czynną współpracą z dziełem Bożym. Każdy, kto wierzy w Boga, wierzy także w Jego Opatrzność. Zdarzenie nadchodzące w odpowiedniej chwili, osoba przynosząca nam pomoc gdy tego potrzebowaliśmy, problem rozwiązujący się po to, by coś dobrego mogło mieć miejsce, cudowny ratunek z opresji, tak wiele jest wspaniałych przejawów działania Opatrzności w życiu człowieka wierzącego.
Aby mogła ona rzeczywiście być w nas obecna, musimy liczyć zawsze na Boga, ufać Mu oraz okazywać Mu to wytrwale i z miłością. Bóg w szczególny sposób troszczy się o tych, którzy Go miłują. Czuwa On sprawiedliwie nad każdym z nas i o nikim nie zapomina.
Jego Opatrzność wspomaga również tych, którzy Go nie znają. Bóg jest Panem każdego życia i wie, co jest dla nas dobre.
2009-12-01T19:02:44+01:00
Od samego początku człowiek patrzy z zachwytem na niebo usiane gąszczem gwiazd, planet i innych ciał niebieskich i podziwia Stwórcę. „Gwiazdy nieba, błogosławcie Pana, chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!” - czytamy w pismach proroka Daniela (por. Dn 3, 63). W innym miejscu Biblii Bóg daje trudne zadanie Abrahamowi: „I poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: »Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić«.” (Rdz 15, 5). Te dwa cytaty z Pisma świętego pouczają nas wystarczająco, jak mamy się odnosić do bezmiernej przestrzeni, która jest nad nami. Pierwsza nauka to stwierdzenie wielkości przestrzeni i takiej ilości gwiazd, że nikt, nawet wyposażony w najlepsze szkła, nie może ich policzyć. Druga nauka to pouczenie, że gwiazdy nieba błogosławią Pana, są Jego sługami, oddają Mu chwałę swoim istnieniem i obrotami; i nie wolno gwiazdom ani innym ciałom niebieskim przypisywać siły Boga, bo wtedy popadlibyśmy w pogaństwo.

Rzeczywiście, Bóg posługuje się ciałami niebieskimi: odzywa się z obłoku, daje jasność nad stajenką, posyła gwiazdę, która prowadzi Mędrców do stajenki. Pan Bóg znakami na niebie może ostrzegać ludzi, jednakże nie daje układowi gwiazd jakieś władzy autonomicznej nad człowiekiem albo nad losami ziemi. Są prawidła przyciągania, ale są to prawa fizyki i nie mają one przełożenia na sprawy duchowe. Tymczasem zachwyt nad światem gwiazd i ich obserwacja zrodziły już w starożytności całe zespoły badaczy, którzy twierdzili, że losy człowieka na ziemi są wcześniej zapisane w gwiazdach, że trzeba je dobrze odczytać, a to, co w gwiazdach jest „zapisane”, musi się wypełnić. Powstała więc osobna dziedzina jak gdyby wiedzy, bo jest to pseudonauka, badająca układ gwiazd przy urodzeniu człowieka i twierdząca, że wędrówka tak zwanej „gwiazdy własnej” ma wskazywać, jak będą się kształtowały lata ludzkiego życia. Dziś astrologia wydaje się bardzo zawiłą zabawą, ale nie brak jest jej zwolenników, którzy zapatrzeni w znaki zodiaku, będą uparcie trwali przy swoim, i to wbrew rozumowi, nawet gdy są inteligentami, bo chcą sobie wróżyć, chcą odnaleźć swój związek z ruchami ciał niebieskich.

O ile wobec istnienia astrologii możemy się pobłażliwie uśmiechnąć, o tyle w przypadku sekt, wiążących wspólnotę religijną z gwiazdami, sprawa jest poważna, bo zagrażająca prawdziwości wiary - może być zaprzeczeniem Opatrzności Bożej na rzecz pogańskiego fatum.

W ostatnich latach szerzy się sekta, a właściwie ideologia, zwana Nowym Wiekiem, po angielsku: New Age. Jak każda sekta przekazuje zestaw tez do wierzenia i stosuje rygory względem wyznawców. Staje się atrakcyjna, bo trafia na podatny klimat niezadowolenia społecznego, niepokojów, wojen (a w takim klimacie łatwo łowić zwolenników). Obwieszcza nową erę pokoju. Program New Age opiera się na czterech filarach: Pierwszy to podbudowa naukowa - niby chęć godzenie religii i nauki (przypomnijmy tu nauczanie Ojca św. zawarte w encyklice „Fides et ratio”); drugi to oparcie się na religiach Wschodu (rzeczywiście filozofie Wschodu mogą dostarczyć wielu inspiracji także dla niespójnych programów); trzeci dotyczy nowej psychologii, jak gdyby innego wymiaru spojrzenia na człowieka; czwarty to astrologia, a szczególnie odwołanie się do znaków Zodiaku. Przejście spod znaku Ryb (a ryba to symbol chrześcijaństwa) pod znak Wodnika ma zapoczątkować nową erę. Takie myślenie i narzucanie takiej wiary wykreśla z przesłanek wiary Opatrzność Bożą, czyniąc z układu gwiazd jakieś fatalistyczne bóstwo.

To są bardzo niebezpieczne poglądy, przed którymi Kościół ostrzega. One sprzeciwiają się Opatrzności Bożej, chcą ją zastąpić, i wskazując na gwiazdy i układ zodiakalny, wprowadzają własne zapatrywania, narzucają je, i to za niemałą cenę. Odpowiedzią Kościoła na tę ideologię, jak również podobnych sekt, jest wskazanie na Ewangelię objawioną i na rozum, który potrafi rozeznać obroty ciał niebieskich, obserwowanych z ziemi, ukazujących roje gwiazd skupionych w galaktykach, i wyznać, że wierzy w Jezusa Chrystusa, który jest światłem narodów. Kościół wierzy w Jezusa Chrystusa, my w Niego wierzymy, bo On jest światłością dla świata, dla całego kosmosu i dla nas. Jemu wszystko zostało poddane. On jest Królem świata. Kościół nie stroni od materii. My w naszej liturgii używamy także materii, np. oleju, świecy, popiołu, kadzidła, wody i wielu innych elementów materii, które po nadaniu im formy artystycznej, plastycznej służą chwale Boga, bo my ich używamy w służbie Bogu i dla oddania Mu hołdu (to zresztą wskazał sam Jezus Chrystus i objawienie Boże). Kościół uzależnia także niektóre święta od pór roku, ale wierny jest Opatrzności.

Wróćmy do początku naszej myśli, do tej ciemności, która zaległa całą ziemię podczas konania Chrystusa na Kalwarii. Już wówczas zanosiło się, że po tej ciemności przyjdzie światło, ale nowe światło, światło Zmartwychwstania, w którym my dalej żyjemy i mamy żyć. Dlatego też budując świątynię Opatrzności Bożej w Warszawie, zwracamy uwagę na „dziedziniec życia” (a będzie to jeden z dziedzińców). „Dziedziniec życia”, który będzie służył promocji tego wielkiego daru Boga: obronie życia, dowartościowaniu godności życia od samego początku do naturalnej śmierci. My nie przestaniemy głosić, wbrew wszelkim sektom, wbrew wszelkim filozofiom i upodobaniom, że Chrystus jest Panem świata i do Boga należy całe życie. To życie, któremu chcemy przy świątyni Opatrzności Bożej poświęcić jeden dziedziniec, abyśmy mogli tam podziwiać pełnię tej piękności, jakiej Bóg ze swego życia udziela człowiekowi i światu ożywionemu. I pragnąłbym, aby ten dziedziniec wieńczyła wspaniała mozaika Zmartwychwstania, by to światło, które pojawiło się przy tym niesłychanym, jakimś innym, duchowym „wybuchu”, który wtedy nastąpił w grobie, który odcisnął ślady na pozostawionym płótnie, a który miał siłę odrzucenia kamienia, obalenia straży; by to prawdziwe światło Chrystusa było zawsze z nami. Amen.