Odpowiedzi

2009-12-02T17:38:33+01:00
Pisałem już to jednej dziewczynie ale napisze inne :)
Pewnego dnia gdy przyszedłem ze szkoły powiedziałem mamie , że mam marzenie zostać kucharzem.Mama powiedziała , że nauczy mnie prostego przepisu.Dała mi pieniądze i powiedziała , że mam iść do sklepu po cztery ogórki , pięć ziemniaków , trzy buraki , dwa banany , dwie brzoskwinie , trzy gruszki i dwa soki malinowe.Gdy przyszedłem z zakupami wzięliśmy się do roboty.najpierw pokroiłem razem z mamą warzywa a zaś owoce.Pokrojony prowiant wrzuciliśmy do miski.Wymieszaliśmy i zalaliśmy sokami malinowymi.Danie smakowało przepysznie mama powiedziała , że za tydzień nauczy mnie czegoś nowego i trudniejszego.
Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-02T17:42:02+01:00
Pewnego popołudnia ,gdy wracałam ze szkoły zauważyłam nową budkę z owocami.Wstąpiłam do niej.Oglądałam półki na których leżały świeże owoce.Ku mojemu zdziwieniu owoce były dojrzałe ,czyste,i bardzo dorodne.Postanowiłam, iż zacznę kupować w tej budce owoce.
Następnego dnia kiedy wracałam ze szkoły.Poszłam do budki zaopatrzyłam się w tą zdrową żywność.W domu przygotowałam sałatkę owocową oraz koktajl.Podałam mamie i tacie tą oto sałatkę i koktajl.Stwierdzili ,że owoce z których były wykonana sałatka i koktajl są bardzo soczyste.Rano kiedy wybierałam się do szkoły moja mama powiedziała:
-Jak będziesz wracać ze szkoły,kup śliwki przygotuję knedle.
-Dobrze mamo -odpowiedziałam.
Kupiłam śliwki tak jak prosiła mama .Ona przygotowała knedle i podała je na obiad.
Kiedy cała nasza rodzina jadła obiad tata odparł:
-Te owoce z tej nowej budki są bardzo smaczne
-Mnie osobiście też bardzo smakują:odpowiedziała mama z zadowoleniem.
Od tej pory zawszę ,gdy wracam ze szkoły idę kupić pożywne owoce.Kupuję je dlatego że są smaczne i zdrowe.Owoce zawierają dużo witamin ,które wzmacniają nasz organizm i go uodparniają.Pamiętaj jedź owoce.
2009-12-02T18:12:30+01:00
Pewnego dnia wpadłem na pomysł, żeby zrobić mamie sok ze świeżych owoców, ale zupełnie nie wiedziałem jak. Jednak po namyśle wyjąłem pomarańcza, grapefruita i cytrynę oraz rozłożoną wyciskarkę do soków.
Pierwsze co zrobiłem, to wziąłem się za przygotowanie wyciskarki. Nie było to łatwe zadanie, gdyż nigdy nie widziałem, jak składa ją mama. Po pierwszej próbie złożenia wszystkiego do kupy wyszła mi przepiękna rzeźba abstrakcyjna. Myślę, że nawet sam Picasso by się jej nie powstydził. Za trzecim razem poraziłem się prądem, bo źle połączyłem wtyczkę. Za szóstym razem mi się udało. Tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Mianowicie: jak włącza się to cudo techniki? Próbowałem wielu rzeczy: znaleźć przycisk on/off, podłączyć do innego gniazdka, naprawić przewód, a nawet rozkręcić maszynę na części pierwsze. Po wielu próbach przez przypadek odkryłem, iż "włącza się" ją po przyciśnięci górną część. Skoro sokowirówkę miałem już za sobą postanowiłem obrać owoce. Grapefruita obrałem bez problemów, pomarańcza także. Z cytryną poszło trochę gorzej, bo zaciąłem się w palec i musiałem założyć bandaż, a przedtem zdezynfekować ranę. Po obraniu owoców przystąpiłem do działania. Na początku wszystko szło nieźle, ale potem już nie było aż tak zielono. Sok z grapefruita pobrudził mi bluzkę, a z cytryny - wleciał do oka i okropnie piekł. Jakby tego było mało, cały blat był w obierkach i soku. Nie wyglądało to ładnie. Uznałem, że dobrze będzie, jak posprzątam trochę. wziąłem więc obierki i wyrzuciłem do kosza. potem przelałem sok do szklanki, przyozdobiłem plastrem ananasa i papai, dołożyłem słomkę i palemkę i czekałem na mamę. Zjawiła się po czterech godzinach. Zszedłem po szklankę z sokiem i stanąłem w drzwiach i powiedziałem mamie, co dla niej zrobiłem powiedziała jedynie "Nie lubię pomarańczy." i poszła przygotowywać wykład. Stałem jak wryty.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sam wypiłem soczek. Był pyszny. =)