Odpowiedzi

2009-12-03T16:10:14+01:00
Gdy podeszłam bliżej, ujrzałam półkoliście ustawiony stół. Na nim piętrzyły się ogromne półmiski z różnorodnym jedzeniem. Stały też dzbanki z doskonałej jakości winem z tutejszych winnic. Stół był udekorowany liśćmi laurowymi i winogronowymi. Długo obserwowałam ucztujących, do czasu gdy jeden z nich zaprosił mnie do stołu. Zastanawiałam się, w jakim świecie się znalazłam. Czy stałam się uczestnikiem uczty w starożytnym Rzymie, czy jest to po prostu mistyfikacja. Sprawa wyjaśniła się, kiedy z kieszeni wypadła mi legitymacja szkolna. Ucztujący nie dowierzali, że urodziłam się w 1990 roku, ponieważ twierdzili, że był rok 65. Ludzie mieli na sobie długie, białe szaty, a kobiety nosiły drogocenną biżuterię. Ja byłam ubrana w bluzkę z napisem ?Śmiech to zdrowie? i krótkie spodenki. Jeden z uczestników uczty o imieniu Wiktor zapytał mnie, co oznacza taki nietypowy strój i z jakiego rodu rzymskiego się wywodzę. Podałam mu swoje nazwisko, a on, mimo iż nie rozumiał, przytaknął głową z uznaniem. Zaproponował mi wzniesienie toastu. Zorientowałam się, że jestem na uczcie u Nerona, jednego z najsłynniejszych rzymskich cesarzy. Odnalazłam go wzrokiem, siedzącego na tronie, otoczonego gronem niewolników, którzy mu usługiwali. Wszyscy obficie pili. Na ucztujących spadały płatki róż. Powtarzano ustępy z hymnu, czytano wiersze i śpiewano. Ja również chciałam włączyć się do śpiewu, ale nie znałam słów. Przybyli udawacze zwierząt, kuglarze i błazny, lecz goście byli na tyle odurzeni winem, że nie interesowało ich przedstawienie. Winicjusz zaczął obejmować swoją ukochaną Ligię, jednak Akte, jedna z niewolnic, stanęła w obronie córki wodza Ligów. Widząc całe zdarzenie, Ursus wyprowadził ją z uczty, co spowodowało ogromne zamieszanie. Usłyszałam rozmowę biesiadników na temat Rzymu. Jedni uważali, że niedługo nastąpi koniec cesarstwa, inni byli przeciwnego zdania. Pewien mężczyzna, który nazywał siebie prorokiem, opowiadał, że wkrótce w imperium wybuchnie pożar, jednak ucztujący mu nie dowierzali i byli bardziej zajęci tańcem.
Na dworze poczęło świtać, gdy większość ucztujących leżała pod stołem, a inni chodzili chwiejnym krokiem. Wiktor mamrotał coś, że jest mi bardzo wdzięczny za wizytę. Chciał mi także podarować dwie świątynie i pałac, jednak delikatnie mu odmówiłam. Nie byłam w stanie wyjaśnić, że wszystko, co pozostało po tych świątyniach, obejrzałam wczoraj w muzeum. Zadowolona z przeżytej przygody niepostrzeżenie opuściłam ucztę. Dopiero w domu przypomniałam sobie, że zostawiłam tam mój nowy aparat fotograficzny?
1 4 1