Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-06T15:07:10+01:00
Pierwszy dzień w nowej szkole jest z pewnością dla każdego ucznia bardzo ciężki. W szczególności, że nikogo tam nie znamy i nie wiemy czego możemy się spodziewać. Kończąc szóstą klasę podstawówki bardzo cieszyłam się z tego, że zmienię szkołę, poznam nowych przyjaciół.
Dnia 1 września już od rana przygotowywałam się do wyjścia na inaugurację rozpoczęcia roku szkolnego. Myśli zlewały się ze sobą i nie mogłam skupić się na najprostszej rzeczy. Wiele osób mówiło mi, że w gimnazjum nie jest tak źle, co podnosiło mnie na duchu. Niestety byli i tacy, którzy sprzeciwiali się temu stwierdzeniu.
Kiedy w sierpniu wywieszono listę uczniów, którzy będą uczęszczać do tutejszego gimnazjum, od razu zobaczyłam na niej swoje nazwisko. Niestety były tam także same obce osoby, których raczej nie znałam. Przypisano mnie do klasy I B.
Przed wyjściem przeczesałam jeszcze włosy i ruszyłam w stronę przystanku. Mama kupiła mi już bilety wczoraj, ponieważ dobrze wiedziała, że będę bardzo zdenerwowana. Z pewnością zapomniałabym wziąć pieniędzy na bilety. Na przystanku stało wielu młodych ludzi, zapewne wybierali się do swoich szkół. Wszyscy byli elegancko ubrani, uśmiechnięci na twarzach i pełni energii. Stojąc koło nich, czułam się trochę nieswojo. Wreszcie usłyszałam nadjeżdżający tramwaj. Czym prędzej do niego wsiadłam i skasowałam bilet. Niestety wkładając go do torebki zorientowałam się, że zapomniałam zabrać ze sobą legitymacji szkolnej. Miałam nadzieję, że nie będzie żadnej kontroli. Przez całą drogę wpatrywałam się w okno, aż w pewnym momencie podeszła do mnie jasnowłosa dziewczyna.
- Witaj - powiedziała nieśmiało.
- Cześć - odpowiedziałam przyjaźnie.
- Podeszłam do ciebie, ponieważ niedawno wprowadziłam się na osiedle 60 - lecia i dowiedziałam się od mojej mamy, że ty także tu mieszkasz. Często widziałam cię przez okno, kiedy wychodziłaś z budynku - powiedziała podekscytowana.
- Bardzo się cieszę, że do mnie podeszłaś. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że zamieszkałaś blisko mnie. Pewnie już zdążyłaś zauważyć, że nie mieszka tu wielu młodych ludzi w naszym wieku - odpowiedziałam z żalem.
- Tak wiem, dlatego chciałam cię poznać. Mam na imię Angelika, a ty ? - spytała.
- Jestem Ania i właśnie wybieram się na inauguracje roku szkolnego w gimnazjum - odpowiedziałam.
- Naprawdę ? A do jakiego gimnazjum ? - spytała ciekawa.
- do Gimnazjum nr 7 im. Mickiewicza - powiedziałam ze smutkiem.
- Serio ?! Ja także wybieram się do tej szkoły. Będę chodziła do I klasy - stwierdziła.
- Niemożliwe ! Naprawdę ? Co za zbieg okoliczności, bo ja także jestem zapisana do I klasy - powiedziałam szczęśliwie.
- Wiesz co ? A może i nawet chodzimy do tej samej klasy ? - spytała pełna nadziei.
- Mnie przypisano do klasy B - stwierdziłam i czekając na odpowiedź, uśmiechałam się.
- To niemożliwe ! Będziemy chodzić razem do klasy ! - krzyknęła.
- Żartujesz ?! Ale super ! - odpowiedziałam szczęśliwa.
- Nie, mówię prawdę. Miałam taką nadzieję, że może będziemy chodzić do tej samej szkoły, ale żeby do tej samej klasy ? Tego się nie spodziewałam - powiedziała ciągle się uśmiechając.
- Lepiej być nie mogło - stwierdziłam.
Rozmawiałyśmy tak przez dłuższą chwilę i nawet nie zauważyłyśmy, że ominęłyśmy przystanek, na którym powinnyśmy wysiąść. Wreszcie tramwaj się zatrzymał i wyszłyśmy z pojazdu. Niestety musiałyśmy iść pieszo . Na szczęście doszłyśmy w samą porę, ponieważ pani dyrektor właśnie zaczynała wygłaszać swoją mowę. Szybko znalazłyśmy klasę i ustawiłyśmy się w ostatnim rzędzie. Przemowa była bardzo długa, ale wszyscy słuchali jej ze skupieniem. Boisko było świetnie przygotowane. Wszyscy byli zachwyceni dekoracjami.
Po oficjalnym rozpoczęciu roku szkolnego wychowawcy klas zaprowadzili uczniów do sal. Naszym wychowawcą została pani Renata Łodygowska. Młodzież usiadła w ławkach i rozglądała się po wszystkich kątach. Nauczycielka postanowiła nie wygłaszać mowy powitalnej, gdyż uznała, że byłoby to zbyt nudne. Od razu wiedzieliśmy, że będzie to osoba zabawna, pogodna i pełna życia. Pani napisała na tablicy plan lekcji na cały tydzień. Wyjęłam mój różowy notesik w misie i zapisałam go szybko niebieskim długopisem. Dowiedziałam się, że pani Renata będzie nas uczyć biologi, która bardzo lubię. Pod koniec pani zadała nam jedno pytanie.
- Czy byłyby chętne osoby do pomocy przy organizacji jutrzejszego koncertu dla klas I ? - spytała.
Nagle nastała cisza. Nikt się nie odzywał. Postanowiłam więc zadeklarować swoją pomoc.
- Ja chętnie pomogę proszę pani - oświadczyłam
- Tak ? To świetnie - odpowiedziała radośnie.
Do współpracy zgłosiła się także Angelika. Pani zaprowadziła nas na salę i wskazała zajęcie. Miałyśmy wycinać i przyczepiać listki z bibuły. Było to czasochłonne zajęcie. Kiedy wreszcie skończyłyśmy, przyszła pani dyrektor, aby sprawdzić czy wszystko idzie jak należy.
- Świetnie sobie poradziłyście dziewczyny, doskonała robota - pochwaliła nas.
- Dziękujemy - odpowiedziałyśmy jednogłośnie
Twarz nauczycielki wydawała mi się bardzo znajoma, lecz nie mogłam jej dokładnie dostrzec, gdyż szybko się odwróciła. Wreszcie spojrzała mi prosto w oczy. Poznałam tą piegowatą twarz z dużymi oczyma i z okularami na nosie. Była to pani Mors, moja sąsiadka. Z niedowierzaniem się jej przyglądałam.
- Jak masz na imię dziewczynko ? - spytała. - wydajesz mi się dziwnie znajoma - stwierdziła.
- Ania - stwierdziłam uprzejmie. - ja panią znam, jest pani moją sąsiadką - uśmiechnęłam się.
- No tak, teraz wiem dlaczego wydawałaś mi się dziwnie znajoma - odpowiedziała.
Blok był bardzo duży pod względem liczby mieszkańców, dlatego nie wszyscy dobrze się znali.
- Co za zbieg okoliczności. Więc jest pani dyrektorem tutejszego gimnazjum tak ? Jakiego uczy pani przedmiotu ? - spytałam.
- Uczę matematyki. Skoro już nie macie nic innego do roboty, to może chciałybyście zwiedzić cały gmach szkolny. Wszyscy już rozeszli się do domów, więc nie będzie tłoku - powiedziała żartobliwie.
- Z miłą chęcią - odpowiedziała Angelika.
Przytaknęłam tylko głową i ruszyliśmy długim korytarzem. Szkoła była ogromna. Można by pomyśleć, że zgubna. Zastanawiałam się, czy jutro trafimy z Angi do klas.
- Wiem, że jest ona bardzo duża, ale nie martwcie się jeżeli będziecie miały jakikolwiek problem możecie zawitać do mojego gabinetu - powiedziała zachęcająco.
W tej chwili pokazała nam swój gabinet. Znajdowało się w nim biurko z komputerem i kilka półek z szufladami. Ściany były koloru żółtego.
- Oczywiście, będziemy pamiętać - przytaknęłam.
- To wspaniale, a teraz bardzo was przepraszam, ale mam mnóstwo pracy przed jutrzejszym dniem. Życzę wam udanego dnia ! Skorzystajcie z niego jak najlepiej - Powiedziała i uśmiechnęła się.
- Dziękujemy za oprowadzenie po szkole. Do widzenia ! My również życzymy udanego dnia ! - krzyknęła do dyrektorki Angelika. Niestety pani Mors była już daleko od nas.
- Ania, musimy się pośpieszyć jeśli chcemy zdążyć na tramwaj, inaczej będziemy długo czekać.
Czym prędzej pobiegłyśmy na przystanek. Na szczęście był od bardzo blisko. Zdążyłyśmy w ostatniej chwili.
- Zdążyłyśmy - powiedziałam zadyszana.
Wtem podszedł do nas pewien wysoki pan. Angela dziwnie się uśmiechała, ale nie wiedziałam, o co chodzi.
- Bileciki do kontroli - powiedział.
Grzecznie podałam mu bilet i modliłam się w duchy aby nie poprosił o legitymację.
- Proszę o legitymację - powiedział.
Ręce mi zadrżały, nie wiedziałam co powiedzieć. Wreszcie odważyłam wykrztusić z siebie prawdę.
- Niestety, nie wzięłam dziś legitymacji. Ale proszę mnie zrozumieć, bardzo się śpieszyłam na inaugurację rozpoczęcia...
Wtedy Angi mi przerwała.
- Daj spokój Anka. Po co się tak denerwujesz ? - spytała
- Wujku, to jest Ania, moja nowa koleżanka, z którą będę chodziła do klasy - stwierdziła.
Stałam jak zamurowana. Nie mogłam uwierzyć, że mężczyzna, który stoi obok nas to wujek Angeli. Przecież to niemożliwe.
- Angela to naprawdę twój wujek ? - spytałam, nie dowierzając.
- Tak, naprawdę - odpowiedziała.
- Nie denerwuj się tak panienko, brak legitymacji to jeszcze nie koniec świata. Chociaż muszę przyznać, że u innego kontrolera mogłabyś dostać mandat - powiedział.
- Jak dobrze, że to twój wujek. Jaki świat jest mały. Najpierw dyrektorka - sąsiadka, teraz kontroler - twój wujek. Co za dziwny dzień.
Wysiadając pożegnałyśmy wujka Angi i zaczęłyśmy iść w kierunku budynku. Po drodze umówiłyśmy się, że przyjdę następnego dnia po Angelę i razem pójdziemy do szkoły.
- No to do jutra - powiedziałam.
- Tak, do jutra. Przyjdź punktualnie - poprosiła.
- Oczywiście, będę o siódmej trzydzieści - odpowiedziałam.
Potem każda poszła w swoim kierunku, ponieważ Angi mieszkała pod nr 4 a ja pod nr 7. Był to dzień pełen emocji i niespodzianek, ale pomimo tego był to jeden z najciekawszych dni w moim życiu. Pierwszy dzień w szkole zrobił na mnie ogromne wrażenie.


PS. Za pracę dostałam 5 więc napewno komuś bardzo się przyda
4 3 4