Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-06T21:56:21+01:00

Pytanie, czy nasz układ planetarny jest we Wszechświecie unikatową, niepowtarzalną strukturą, czy też jest jedynie przedstawicielem licznej klasy szeroko rozpowszechnionych obiektów, było przez stulecia przedmiotem gorących, bo mających daleko idące konsekwencje, sporów. Jeśli wiele planet krąży wokół wielu słońc, to, jak pisał już w III wieku p.n.e. Metrodoros z Chios, twierdzenie, że Ziemia jest jedynym zamieszkanym światem w nieskończonej przestrzeni, jest równie absurdalne jak pogląd, że na całym obsianym polu prosa może wyrosnąć tylko jeden kłos. Podobnie wypowiadał się później Giordano Bruno i wielu innych myślicieli. Przeciwny pogląd też miał liczną armię wybitnych zwolenników, by wspomnieć tylko Arystotelesa, lecz cała dyskusja była jałowa wobec braku rzeczowych argumentów. Wszak planety świecą jedynie słabiutkim światłem odbitym, więc dostrzeżenie ich w otoczeniu nawet najbliższych nam gwiazd było zupełnie niemożliwe.
Przełom w poszukiwaniach układów planetarnych nastąpił dopiero w roku 1991, gdy Aleksander Wolszczan ogłosił, że trzy planety krążą wokół pulsara PSR B1257+12 - wypalonej martwej gwiazdy neutronowej. Pulsary niczym latarnie morskie wysyłają z niezwykłą wprost regularnością radiowe sygnały. Jednak obiekt obserwowany przez Wolszczana to spóźniał się, to znowu przyspieszał. Nasz astronom doszedł do wniosku, że owe zaburzenia powodują właśnie trzy planety obiegające badany pulsar. Odkrywcze doniesienie przyjęto z dużym niedowierzaniem, gdyż okolice gwiazdy neutronowej wydawały się być środowiskiem wyjątkowo niesprzyjającym powstawaniu planet. Jednak w toku dalszych trzyletnich pomiarów Wolszczanowi udało się wykryć bardzo szczególną strukturę sygnału pulsara PSR B1257+12, która już jednoznacznie wskazywała na obecność planet.



Planeta TMR-1C w gwiazdozbiorze Byka, sfotografowana przez teleskop Hubble'a


Wkrótce doniesiono o kolejnych odkryciach. Tym razem chodziło nie o planety krążące wokół gwiazd neutronowych, które miast życiodajnego ciepła emitują zabójcze promienie Roentgena, lecz o planety obiegające gwiazdy podobne do naszego Słońca. Dwóch astronomów z obserwatorium w Genewie, Michael Mayor i Didier Queloz, podjęło w kwietniu 1994 roku systematyczne badania 142 wybranych gwiazd. Starali się wykryć niewielki ruch gwiazdy, spowodowany przez okrążającą ją planetę. Wykorzystywali przy tym tzw. efekt Dopplera.
W rezultacie wielomiesięcznych pomiarów Mayor i Queloz stwierdzili, że Pegaz 51 - gwiazda widoczna gołym okiem w konstelacji o tej samej nazwie - doświadcza okresowych maleńkich jakby zmian barwy spowodowanych przez co najmniej jedną dużą planetę. Po doniesieniu Mayora i Queloza posypały się następne i obecnie zarejestrowanych jest już kilkadziesiąt podobnych układów.