Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-07T18:04:23+01:00
SCENARIUSZ PRZEDSTAWIENIA "RYCERSKIE ŚLUBOWANIE"
(na podstawie fragmentu „ Krzyżaków” H. Sienkiewicza)


Scena I :

Za stołem siedzą dwaj mieszczanie i kupiec; karczmarz obsługuje gości; wchodzą Maćko
i Zbyszko; siadają.

Kupiec:
Bardzoście utrudzeni szlachetni rycerze. Skąd Bóg prowadzi?
Maćko:
Rację macie, panie. Daleką przebyliśmy drogę. Wracamy z Litwy, gdzieśmy z Niemcami walczyli. Tu, w Tyńcu, odpocząć przed dalszą drogą chcemy.
Mieszczanin I:
To pewnie i wy do Krakowa na narodziny królewskiego potomka podążacie?
Maćko:
A jakżeby inaczej. W Krakowie ponoć aż roi się od gości, którzy na połóg królowej
i na chrzciny zjeżdżają. Gdy narodzi się królewski potomek, turnieje tam będą i zabawy, jakich świat dotąd nie widział! Sił moich w potyczkach z innymi rycerzami chętnie popróbuję, podobnie jak i ten mój bratanek, który choć młody jest, niejedną już walkę stoczył i niejedno zwycięstwo odniósł.
Mieszczanin II:
Skąd jesteście, panie, i jako was zowią?
Maćko:
Ród nasz z Bogdańca się wywodzi.Ja zowię się Maćko, a ten tu młodzieniec, syn mego rodzonego brata, woła się Zbyszko. Herbu jesteśmy Tępa Podkowa, a zawołania Grady.
Kupiec:
Gdzieże jest wasz Bogdaniec?
Maćko:
Lepiej pytajcie, panie, gdzie był, bo go już nie ma! Wojna i powódż domostwo zniszczyły, została goła ziemia! Brat umarł, a ja ostałem sam z sierotą.
Mieszczanin II:
Gospodarzu, a cóż to za gwar z drogi dochodzi?
Gospodarz (wygląda przez okno):
Dwór jakowyś przed gospodę zajechał
Kupiec:
Godzina już późna, pora by na spoczynek się udać, ale ciekawość, kogo tam Bóg z drogi prowadzi. Musi to być dostojna osoba, bo dwór liczny słychać.
[Wchodzi pachołek]
Pachołek:
Karczmarzu, stoły wytrzyjcie i światła naniećcie. Księżna Anna Danuta na odpoczynek się tu zatrzyma.
[Karczmarz uprząta stół, zapala świece]
Mieszczanin II:
Księżna Anna Danuta? Toć to żona księcia Janusza Mazowieckiego. Ona z pewnością też do Krakowa na uroczystości podąża.
Maćko [do Zbyszka]:
Słyszałeś? Sama księżna mazowiecka z dworem zajechała.
Zbyszko:
Słyszałem stryju. To pewnie mazowieckich panien wiele być musi w jej orszaku.
Maćko:
A jakże! Może i która swą urodą cię zachwyci?

Scena II:

Wchodzi księżna z orszakiem. Siedzący za stołem wstają i kłaniają się.

Księżna:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Wszyscy obecni:
Na wieki wieków, amen!
Księżna:
A gdzie gospodarz?
(Karczmarz wysuwa się naprzód, przyklęka)
Księżna:
Zatrzymamy się tu dla wypoczynku i posiłku. Żywo się jeno zakrzątnij, bośmy głodni.

Obecni w karczmie kłaniają się. Mieszczanie i kupiec wychodzą. Księżna zwraca się do Maćka i Zbyszka.

Księżna:
Szlachtą jesteście, nie przeszkadzacie. Skądże Bóg prowadzi?
Maćko:
Wracamy z Litwy.
Księżna:
To pewnie i wy do Krakowa podążacie?
Maćko:
Tak, pani. I my chcemy królową uczcić, królewskiego potomka powitać i w turniejach rycerskich uczestniczyć.
Księżna:
Godne to pochwały, rycerzu. My też rankiem do Krakowa wyruszym.


Scena III:

Księżna siada za stołem. Za nią stają dwórki i dworzanie.

Księżna:
Hej, Danusia, Danusia! Wejdź no na ławkę i uwesel nam serca tą samą pieśnią, którą
w Zatorze śpiewałaś.
Dwórki:
Śpiewaj Danusia, śpiewaj!

Dworzanie stawiają ławkę, Danusia staje na niej, w ręku trzyma luteńkę.

Danusia (śpiewa):
Gdybym ci ja miała
Skrzydłeczka jak gąska
Poleciałabym ja
Za Jaśkiem do Śląska!
Zbyszko (do dworzanina):
Co to za panna?
Dworzanin:
To jest dzieweczka z dworu księżnej, jej umiłowana dwórka. Księżna pani niczyich pieśni tak chętnie nie słucha.

Zbyszko:
Nie dziwno mi to, pięknie śpiewała. A wygląda jak anioł. Jakże ją wołają?
Dworzanin:
Wołają ją Danusia. Jej ojciec to Jurand ze Spychowa, komes mężny i możny, a matkę jej Krzyżacy zabili.
Zbyszko:
Nie widziały takiej ludzkie oczy.
Dworzanin:
Miłują ją też wszyscy i za śpiewanie, i za urodę.
Zbyszko:
A któren jej rycerz?
Dworzanin:
Toć to jeszcze dziecko.
Zbyszko:
To jej matkę Niemcy zabili?
Dworzanin:
Przy napadzie na Spychów byłem. Widziałem, jak matkę Danusi jeden Niemiec z pawimi piórami na hełmie do siodła przytroczył i wtedy ducha oddała.
Zbyszko:
I rzekliście, panie, że ona nie ma rycerza?

Śpiew ustaje. Danusia chwieje się. Zbyszko podbiega i chwyta ją na ręce.

Księżna:
Oto rycerz Danusi. Oddaj nam rycerzyku naszą miłą śpiewaczkę!
Zbyszko:
Niechże będzie wedle waszych słów miłościwa pani. Pora tej pannie mieć swego rycerza, a pora i mnie mieć swoją panią, której urodę i cnoty będę wyznawał. Z waszym pozwoleństwem tej oto Danusi Jurandównie chcę ślubować i do śmierci wiernym jej pozostać.
Księżna:
Danuśka, chceszli mieć swego rycerza?
Danusia:
Chcę, pani!
Księżna:
Ślubuj więc młodzieńcze! Cóż jej poprzysięgniesz?

Zbyszko przyklęka.

Zbyszko:
Ślubuję jej, że stanąwszy w Krakowie powieszę pawęż na gospodzie, a na niej kartę, którą mi uczony w piśmie kleryk foremnie napisze, jako panna Danuta Jurandówna najurodziwsza jest między pannami. A kto by się temu przeciwił, z tym będę się potykał póty, póki sam nie zginę albo on nie zginie.
Księżna:
Dobrze! Widać rycerski obyczaj znasz. A co więcej?
Zbyszko:
Ślubuję też kilka pawich czubów ze łbów niemieckich zedrzeć i pod nogi mojej pani położyć, by śmierć jej matki pomścić.
Księżna:
Nie dla śmiechu ślubujesz?
Zbyszko:
Tak mi dopomóż Bóg i święty Krzyż. Ślub swój w kościele przed księdzem powtórzę!
Księżna:
To widzę, poważna sprawa rycerzu.
Księżna (do Danusi):
Siadajże tu koło mnie jako pierwsza dziś osoba. Jeno się nie śmiej, bo nie przystoi. Daj mu rękawiczki.
Zbyszko (bierze rękawiczki):
Przypnę je do hełmu, a kto po nie sięgnie, gorze mu! Bywajcie Krzyżacy — psubraty z pawimi czubami, bywajcie!

Opracowała: mgr Anna Serbinowska
1 5 1