Odpowiedzi

2009-12-08T17:21:02+01:00
FIlm pt. Dzieci ireny sendlerowej wyreżyserował John Kent Harrison .
Zmarła w 2008 roku Irena Sendlerowa była prawdziwą bohaterką - w trakcie II Wojny Światowej udało jej się wyprowadzić z warszawskiego getta ponad dwa tysiące żydowskich dzieci. Nie złamało jej ani gestapo, ani komunistyczny urząd bezpieczeństwa, który po wojnie skazał ją na więzienie za AK-owski rodowód. Opowieść o Sendlerowej powinna zostać nakręcona przez Polaków, ale nasi decydenci od kasy na kulturę jak zwykle mieli problemy z podjęciem paru, wydawałoby się, prostych decyzji. W czasach, gdy niemieckim dziennikarzom zdarza się pisać o "polskich obozach śmierci", przydałby się dobry film promujący w świecie nasz pozytywny wizerunek.

Tymczasem "Dzieci Ireny Sendlerowej" są nudne, pozbawione napięcia i do bólu poprawne. Ponieważ robiono je z myślą o amerykańskich telewidzach, którzy o Holokauście wiedzą tyle, co o zdrowym odżywianiu, pierwsze partie filmu to łopatologiczny wykład historyczny. Bohaterowie nie są żywymi ludźmi, lecz chodzącymi emanacjami jaskrawych postaw: Polacy dzielą się na herosów i oportunistów, a Żydzi na buntowników i ofiary pogodzone ze swoim losem. Nawet sama Sendlerowa w mdłej interpretacji Anny Paquin okazuje się nieskomplikowaną bojowniczką, której nie imają się dylematy moralne. Całość ogląda się niby bez bólu zębów, ale też bez większego zainteresowania. Na pocieszenie zawsze pozostaje myśl, że nadwiślańscy "artyści" sprokurowaliby, niestety, gorszy paździerz.
2009-12-08T17:23:52+01:00
Obraz "Dzieci Ireny Sendlerowej" powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia z roku 1941. Historia II wojny światowej opowiedziana przez Amerykanów, nawet z pomocą Polaków, to rzadki pomysł. Dzieło Johna Kenta Harrisona nie stanowi wyjątku.

Film oryginalnie powstał jako produkcja telewizyjna dla stacji Hallmark. I tam nadaje się idealnie. Ze względu na bliską polskiemu sercu tematykę (warszawskie getto) oraz udział w projekcie polskich aktorów (m.in. Danuty Stenki) u nas niestety trafił do kin. Obserwujemy więc sztampową i utrzymaną w poprawnej politycznie konwencji historię młodej kobiety, która uratowała podczas niemieckiej okupacji 2,5 tysiąca żydowskich dzieci. Jej szlachetność i poświęcenie oczywiście godne są przybliżenia, ale przez sposób w jaki ukazano ów heroizm w filmie Harrisona trudno ją podziwiać.

Ponieważ mamy do czynienia z produkcją amerykańską, wszystko wyłożone jest łopatologicznie (dzieci przemycane w walizkach, wagony bydlęce, marsz nazistów). Dialogi w swym przesadnym dramatyzmie stają się groteskowe. Do tego dochodzi masa komunałów, stereotypowych ujęć, banałów i najprymitywniejszych wzruszeń; scen, które w zamyśle mają rozdzierać nasze serce, w rzeczywistości nie wywołują żadnych emocji. Jak to bywa za oceanem, pomimo powagi sytuacji i rozgrywających się na naszych oczach tragedii, w scenariuszu znalazło się miejsce na wątek miłosny, oczywiście w swej wręcz nieskazitelnej postaci.

W tytułowej roli widzimy Annę Paquin, która jest zdecydowanie bardziej przekonująca, kiedy brata się z wampirami. Polscy aktorzy wygłaszający swe kwestie po angielsku to jeszcze mniej trafione rozwiązanie.

Podsumowując, z ekranu wieje nudą. "Dzieci Ireny Sendlerowej" to film zrealizowany bez najmniejszego polotu, bez choćby próby wyjścia poza utarty schemat.