Odpowiedzi

2009-12-09T18:36:05+01:00
Były wakacje. Słoneczny dzień bez chmurki. Idealna pogoda na grę w piłkę. Konrad spotkał się z Kubą i Damianem, swoimi kolegami z podwórka. Od domu tego ostatniego najkrótsza droga na boisko prowadziła obok starych poniemieckich szeregowców przy ul. Zwycięzców. Pod jednym z okien usłyszeli wołanie o pomoc. Wspominają, że jakoś wtedy o niczym nie rozmawiali, żaden z nich nie uderzył o ziemię piłką. Zupełnie, jakby mieli usłyszeć głos, który dobiegał zza okna. Chwilę później stali pod drzwiami mieszkania. Damian przyłożył ucho do drzwi. Pukali kilka razy. Wreszcie usłyszeli "wejdźcie". Nie pamiętają, który pierwszy chwycił za klamkę, najważniejsze, że drzwi nie były zamknięte na klucz.


Uderzył ich odór. Wszędzie latały muchy. Szafki otwarte, ubrania leżą na ziemi. Wołanie dobiegało z kuchni. Tam zastali "babcię", 77-letnią Zofię Jurusik. Wycieńczona kobieta od kilku godzin leżała pod stołem. Odkąd miała wylew, ciężko jej się poruszać. Lewą część ciała ma częściowo sparaliżowaną. Tego popołudnia źle stanęła i bezwładnie osunęła się pod stół. Od kilku dni niewiele jadła. Córka, już od jakiegoś czasu, przestała ją odwiedzać i przynosić jedzenie. Od wielu miesięcy żyła sama i bezradna.

Nie znaczy to, że nikt o niej nie wiedział. Pani Zofia od dawna była osiedlową atrakcją. Trudno powiedzieć, ile osób przewinęło się przez jej dom. Chłopcy wspominają, że kiedy ją znaleźli, mieszkanie wyglądało, jakby było od dawna regularnie plądrowane. Z trudem udało im się położyć kobietę na łóżku. Poprosiła ich o jedzenie. Wtedy pobiegli do domu i przynieśli jej bułki, chleb i coś do picia.

1 1 1