Odpowiedzi

  • Użytkownik Zadane
2009-09-06T08:39:20+02:00
Jak co roku czekałem na wakacje z utęsknieniem. Kiedy wreszcie nadeszły okazało się, że w tym roku nie wyjeżdżamy z siostrą do cioci na Mazury. Ale nie zmartwiłem się tym bardzo , przecież wakacje można spędzić ciekawie także w swojej miejscowości.
Z kolegami prawie codziennie jeździliśmy na wycieczki rowerowe nad wodę, graliśmy w piłkę siatkową, a także w nożną. Kiedy padał deszcz czas spędzałem przy komputerze. Pomagałem także rodzicom, a szczególnie tacie w pracach fizycznych.
Wakacje minęły bardzo szybko. A w ostatnią niedzielę wakacji przydarzyła mi się śmieszna przygoda.
Z samego rana wybrałem się z tatą na grzyby. Dzień był słoneczny i ciepły. Przez ostatnie dwa dni padał deszcz więc spodziewaliśmy się obfitego wysypu grzybów. Gdy doszliśmy do lasu. Tata postanowił, że się rozdzielimy, ale tak żebyśmy byli w zasięgu wzroku. Na początku co raz zerkałem na tatę. Jednak po godzinie trafiłem na takie grzyby, że zapomniałem o wszystkim. Kiedy już miałem pełny kosz, zadowolony skierowałem się w kierunku gdzie był tata. Jednak go nie zobaczyłem .Zagwizdałem w charakterystyczny sposób, ale tata nie odpowiadał. Potem kilkakrotnie nawoływałem go, ale bez odpowiedzi. Kierowałem się cały czas w kierunku, który wydawał się właściwy. Wszedłem w końcu w takie gęstwiny, że trudno się było przez nie przedostać. Zmęczony usiadłem na jakimś pieńku, kosz postawiłem obok. Usłyszałem wtedy chrząkanie, które przypominało odgłos dzika, ale pomyślałem, że to tata robi mi głupi kawał. Więc powiedziałem zdenerwowany:
-Ale śmieszne!
Ale w odpowiedz nie usłyszałem nic oprócz chrząkania . Pomyślałem sobie, że dorośli też mają czasami głupie pomysły. W końcu krzyknąłem:
- Tato, bez wygłupów. Chodź już do domu, bo mam pełny kosz i bolą mnie nogi.
Ale nic, żadnej odpowiedzi, tylko cały czas chrząkanie. Więc przyklęknąłem i własnym oczom nie wierzyłem. Jakieś 25 metrów ode mnie ujrzałem gromadę dzików, a nie - tatę. Zerwałem się na równe nogi i jak najciszej oddaliłem się od tego miejsca. Szedłem w kierunku przeciwnym niż były dziki. Byłem pewien, że nie jest to kierunek do domu. Ale nie to było ważne. Ważne było aby dziki mnie nie usłyszały. Po jakiś 15 minutach, o dziwo natknąłem się na tatę, który w koszu miał zaledwie kilka grzybów. Opowiedziałem co mi się przytrafiło. A tata ze śmiechem zapytał:
-No, a gdzie masz te grzyby?
Dopiero wtedy zauważyłem, że nie mam kosza z grzybami. Wróciliśmy w to miejsce. Dzików nie było, ale i moich grzybów też nie było. Zostały tylko szczątki które zostawiły po uczcie dziki. Nie miałem ochoty na dalsze grzybobranie. Zmęczeni i rozbawieni wróciliśmy do domu.
Lubię zwierzęta, ale więcej nie chciałbym spotkać dzików na swojej drodze, chyba, że będą oswojone.
To była moja najfajniejsza przygoda w minione wakacje.
6 4 6
2009-09-06T09:19:12+02:00
Wakacje to najlepszy czas po męczącym roku szkolnym. W dniu kiedy skończyła się szkoła wróciłam do domu z uśmiechem na twarzy i odłożyłam książki na półkę. Byłam bardzo szczęśliwa. Nie czekając ani chwili wybiegłam na dwór aby pogadac ze znajomymi i znaleść sobie ciekawe zajęcie. Czas mijał świetnie, nim się obejrzałam była juz 22 w nocy. Niechętnie lecz pod przymusem skierowałam się do domu. Przechodząć ulicą Warszawską zobaczyłam, że na ławce siedzi dziewczyna. Miała ciemno krucze włosy i zielone oczy. Miała na sobie ładny purpurowy sweterek, ktory widziałam niedawno w galerii. Do mojej glowy zaczęło napływać wiele myśli kto to jest?, co ona tu robi?. Ale po dłuższym namyśle poszłam do domu. Zmęczona, położyłam sie do łóżka, nie minęło dużo czasu aż zasnęłam. Następnego dnia, gdy tylko wstałam, pomyślałam o tam tej dziewczynie. Bardzo mnie ona intrygowała, gdyż mało kiedy widzę dziewczynę tak śliczną. Po godzinie wyszłam z domu, idądz tą samą drogą, która wracałam wieczorem. Kiedy przechodziłam kolo ławeczki na, ktorej siedziała dziewczyna zobaczyłam małą książeczke i wystające z niej kartki papieru. Podniosłam to bardzo szybko i ciekawa co jest w środku otworzyłam. Były tam narysowane portrety ludzi i pejzaże np: naszego Starego miasta czy widoku z najwyższej wieży w mieście. Mogłam obrazkom przyglądać sie wiele godzin, ale trzeba było znaleśc włascicielke, tylko jak? Zaczęłam szukać na odwrocie jakiegoś podpisu. I nagle znalazłam! Książka, która była razem z rysunkami była podpisana. Dziewczyna to Maja Tymuszko, dziwnym zbiegiem okoliczności był również adres, Konwaliowa 13. To bardzo blisko pomyślałam sobie i od razu poszłam oddać zgubę właścicielce. Gdy doszłam na miejsce przed moimi oczami wyrósł śliczny dom z białym płotkiem, chyba największy w mieście. Nie czekaja ani minuty zbliżyłam sie do furtki i zadzwoniłam. W domofonie usłyszałam glos miłej pani, która chętnie otworzyła drzwi. Weszłam do środka. Znalazłam sie w wielkim holu z marmurowymi posadzkami i ślicznymi obrazami, chyba tej dziewczyny. Przede mną rozpościerał się duży salon a w nim między meblami można było ujrzeć sztalugę. Nagle usłyszałam glos:
-W czym mogę Ci pomoc- mila pani zapytała sie niepewnie
- Znalazłam dzisiaj w parku tę książkę i rysunki, po adresie doszłam tutaj, czy dobrze trafiłam? mieszka tu Maja?- nareszcie wykrztusiłam to z siebie
- Tak, tak, zaraz zawolam Majkę
Po chwili ze schodów zbiegłam dziewczyna, tak to była ona. Uśmiechnęłam sie do niej i oddałam to co przyniosłam. Dziewczyna podziękowała mi i w zamian zaproponowała herbatę i ciastczka. Siedziałyśmy i rozmawiałysmy w kuchni, gdy nagle do głowy przyszedl nam wspaniały pomysł. wyszłyśmy na dwór zeby sie przejść. Pochodziłyśmy troche, poszłyśmy na lody, zajżałysmy do kilku sklepów i tak miną kolejny dzien wakacji. Następnego dnia znowu się spotkałysmy i kolejnego też. Z czasem Maja została moją przyjaciółką. Jest to njlepsza historia jaka w życiu miałam i nie zapomnę jej nigdy.

1 5 1