Odpowiedzi

2009-09-06T12:00:36+02:00
30 lipca 2002r., Trzemeszno
To był upalny wakacyjny dzień.Miałem 8 lat. Pięć dni wcześniej razem z mama zaprosiłyśmy moją 7 letnią kuzynkę Darię na wakacje. Świetnie się razem bawiliśmy. Ale niestety przyszedł dzień, w którym musiała wracać do domu.
Gdy przyjechali jej rodzice prosiłemaby chociaż została u mnie jeszcze jeden dzień. Nie udało się ich przekonać. Długo myślałem co by tu zrobić, aby Daria u mnie została. Obmyśliłem ucieczkę. Spakowaliśmy w plecaki kanapki, koc, napoje i gry planszowe. Rozbiłem moją skarbonkę , wyzbierałam monety do paczuszki i mogliśmy ruszać. Rodzicom powiedzialiśmy, że idziemy pożegnać się z koleżankami.
Wyszliśmy z domu i nie wiemy gdzie iść. Nie wiedząc o niebezpieczeństwie, które może nas spotkać poszliśmy do starego, opuszczonego parku za miastem. Goniliśmy się i w pewnym momencie znalazliśmy się w środku lasku. Zaczęłem płakać. Daria we łzach próbowała znaleźć drogę powrotną. Chcieliśmy być w domu. Ale gdy wreszcie udało nam się wydostać z lasku postanowiliśmy jednak nie wracać.
Następnym miejscem naszej wędrówki było boisko szkolne szkoły podstawowej. Siedzialiśmy na oponach, rozmawialiśmy.
Była godzina 20.00 postanowiłem wrócić na osiedle. Na ulicy przy osiedlu wydawało mi się, iż z przodu idą nasze mamy. Niestety, okazało się, że to nie były nasze mamy, a co gorzsza nasi rodzice złapali nas od tyłu.
Daria pojechała do domu. I oczywiście to ja dostałem największą karę. Nigdy nie zapomnę tego dnia. To była dla mnie wielka przygoda.
4 3 4
  • Użytkownik Zadane
2009-09-06T12:22:49+02:00
Pamiętam tamten dzień bardzo dobrze. Był on w dwutysięcznym roku, miałem wtedy siedem lat. Wybraliśmy się z tata i znajomymi na koncert do Szczecina. Podczas trasy koncertowej zespół Deep Purple zagrał w Polsce i to właśnie na ten koncert się wybraliśmy. W dniu wyjazdu musiałem wstać o godzinie szóstej rano. W takim wieku wstawanie o tej porze wdawało się nienormalne, ale teraz codziennie tak wstaję. Na godzinę ósmą zaplanowany był wyjazd. Przed nim oczywiście zjadłem śniadanie i szykowałem się na koncert. W końcu wjechaliśmy. Nie mogłem się doczekać koncertu, a droga się dłużyła. Jechaliśmy bardzo długo, nie wiem dlaczego, ale kolega taty mówił coś o tym, że szybciej nie może. Dojechaliśmy o godz. dziewiętnastej. Koncert zaczynał się o dwudziestej, więc zdążyliśmy jeszcze zjeść lody, zaparkować samochód i udać się na stadion. Równo o dwudziestej zespół wyszedł na scenę, przed ich występem grał jakoś support, ale widocznie mało interesujący, skoro nie pamiętam. Atmosfera na stadionie była niesamowita. Wszyscy śpiewali z zespołem takie hity jak: "Smoke on the walter" czy "Black night" oraz wiele innych. Połowę koncertu przesiedziałem u taty na barkach, co dawało mi lepszą widoczność. W pewnym momencie ze sceny kiwał do mnie basista Roger Glover, byłem bardzo zadowolony. Chwile po tym, śpiewałem jeszcze głośniej i lepiej. Tata poznał pewnego pana, z którym się zakolegował, o ile się nie mylę, jeszcze utrzymują kontakt. Wtedy on wziął mnie za rękę i dostaliśmy się jeszcze bliżej sceny. Było naprawdę świetnie. To od tego dnia zacząłem słuchać muzyki rockowej oraz interesować się muzyką. Jeszcze dwa dni po koncercie miałem muzykę w uszach, a głos nie do zrozumienia. Od tamtego czasu coraz częściej zacząłem jeździć z tatą na różne koncerty, a uważam ten dzień za niezapomniany, ponieważ od niego zaczęła się moja przygoda z muzyką, która trwa nadal
6 3 6