Odpowiedzi

2009-12-10T16:11:27+01:00
Film "2012" to wizja apokalipsy, którą możemy oglądać już od kilku dni na ekranach kin. Po ostatniej recenzji filmu, która pojawiła się kilka dni temu przyszła pora na tą napisaną przez Jakuba Gałkę, redaktora serwisu Esensja.pl. Zobaczcie, co myśli na temat filmu "2012". Słoneczne neutrina zamieniające się w promieniowanie „mikrofalówkowe”, zły amerykański rząd za plecami dobrego prezydenta knujący plan ocalenia tylko możnych i bohater, zwykły facet, który ratuje swoją rodzinę od wybuchu wulkanu wielkości Yellowstone, ogólnoświatowego potopu i mało sympatycznego ojczyma.

W "2012" dostajemy dokładnie to, czego spodziewaliśmy się po Rolandzie Emmerichu. Niemiecki reżyser, który ukochał Amerykę, uznał, że recepty na sukces nie ma co zmieniać i sprzedaje nam po raz kolejny ten sam produkt co w "Dniu niepodległości" i "Pojutrze", tylko w nieco innych okolicznościach przyrody. Tym razem zagrożenie znów nadchodzi z kosmosu, ale nie chodzi o atak kosmitów, ani też o zlodowacenie, lecz o przegrzanie. Nasza życiodajna gwiazda szaleje, choć w wersji filmowej ma to tyle wspólnego z rzeczywistym zagrożeniem wywołanym zwiększoną aktywnością Słońca, co błyskawicznie zamarzający Nowy Jork z groźbą epoki lodowcowej.

Przeczytaj: Pierwszą recenzję filmu 2012


Scenarzyści zamyślili sobie bowiem, że istotą kataklizmu będzie nie wyjątkowa nadaktywność jako taka, ale fakt, iż emitowane przez Słońce neutrina zmutują (sic!) w zupełnie inne cząsteczki, które sprawią, że Ziemia będzie się rozgrzewać od środka jak w mikrofalówce (don’t ask…). Efektem mają być ruchy tektoniczne płyt kontynentalnych i wywołane tym trzęsienia ziemi, powodzie i wybuchy wulkanów. No cóż, nieważne jak głupia jest przyczyna, ważne żeby było efektownie.

Przeczytaj więcej: Przepowiednie Ojca Klimuszki


I jest – przez pierwszą godzinę filmu. Wtedy przedstawione zostaje zagrożenie i jego skala, pokazane zostają działania zapobiegawcze, a także pierwsze skutki kataklizmu. I niewiele można tym fragmentom zarzucić – o ile oczywiście akceptujemy konwencję jako taką. Aktorzy przyjmują odpowiednio zbolałe miny dowiadując się o zagrożeniu (choć napięcie budują raczej pokazywane na ekranach komputerów symulacje zagłady), tajne narady możnych tego świata następują w odpowiednio mrocznych gabinetach. Zaś sama katastrofa przychodzi oczywiście wcześniej niż przewidywano, a jej skutki są wyjątkowo malownicze.