Odpowiedzi

2009-12-10T18:25:58+01:00


Starzy zakonnicy cystersi mówili: „Krzyż stoi, a świat kręci się dalej”. Nam, ludziom, żyjącym w obecnych czasach trudno zrozumieć te słowa, choć jest to prawda od której nie uciekniemy. Tak jak w istotę życia wpisane jest oddychanie, jedzenie czy spanie, tak w istotę chrześcijaństwa wpisany jest krzyż.

Choć kiedyś był znakiem hańby, przeznaczonym dla tych, co skalali się czymś najgorszym wobec człowieczeństwa, to podniesiony do wielkiej godności przez Chrystusa stał się symbolem, wpisanym w jestestwo chrześcijaństwa. I choć teraz deprecjonuje się jego znaczenie, czyniąc z niego biżuterię, noszoną na piersiach, a nawet w uszach, to, chociaż przemijają pokolenia, krzyż pozostaje.

Jan Paweł II przypominał nam: „Krzyż jawi się jako centrum, sens i cel całej historii i każdego ludzkiego życia... Na Krzyżu odnawia się i dokonuje, zyskując pełną i ostateczną...

...doskonałość, cud węża wywyższonego przez Mojżesza na pustyni. Także dzisiaj każdy człowiek zagrożony w swoim istnieniu może skierować wzrok ku Temu, który został przebity, aby odnaleźć niezawodną nadzieję wyzwolenia i odkupienia”.

Tak było od początku, gdy pierwsi apostołowie poszli głosić Słowo Boże. Głosili Ewangelię miłości, Ewangelię szczęścia, Królestwa Bożego, ale zawsze pieczętowali swoje słowa krzyżem. Wielu zaświadczyło o tym krzyżu własną krwią, własnym życiem.

Ale krzyż to także nasza codzienność. W całej historii naszej wiary, w każdym niemalże wieku, każde pokolenie ludzi wierzących doświadczało tego krzyża. Doświadcza go w swoim życiu każdy z nas. Łatwo jest głosić miłość, którą obdarzył nas Bóg. Łatwo taką miłość przyjąć i zaakceptować. Natomiast trudniej zaakceptować krzyż. I zawsze tak było, w różnych stronach świata jedni ludzie próbowali poczuć, zrozumieć krzyż, a inni zbyt mocno koncentrowali się na niesieniu tego krzyża.

Trudno nam zrozumieć, że miłości nie można oddzielać od krzyża ani krzyża oddzielać od miłości. W parze idzie zawsze miłość i cierpienie. Krzyż stał się symbolem miłości i cierpienia.

To, że dziecko cierpi, bo ojciec dał mu klapsa, wcale nie znaczy, że ojciec nie kocha dziecka, chociaż zadaje mu cierpienie. Przeciwnie – jest to wyraz miłości ojca, która wyraża się nie w słowie „kocham”, ale w trosce o dziecko, bo ojciec troszczy się o jego przyszłość; bo chciałby je ochronić przed czymś, co jest złe i w ten sposób daje mu do zrozumienia, że zależy mu na nim. Tak samo Bóg. On kocha, ale co pewien czas właśnie przez krzyż czyli jakąś formę cierpienia fizycznego, psychicznego chce nam o czymś przypomnieć. Ten klaps z ręki Boga ma nam na nowo uświadomić, że życie to nie sielanka, nie przyjemność, ale ciągłe wyrzekanie się siebie, swojego „ja” czy swoich pragnień. Chorobę, cierpienie ludzie często uważają za karę Bożą, a to nie jest prawda. To klaps miłującego Ojca. To wyraz Jego troski o nas, byśmy o nim nie zapominali, byśmy się zbytnio od Niego nie oddalali. Tak jak dziecko ojcowskiego klapsa odbiera na miarę swoich możliwości, tak i my cierpienie odbieramy na miarę naszej świadomości. Toteż im bardziej jesteśmy kochani, tym bardziej, jako ludzie wierzący, powinniśmy być przygotowani na ten znak ojcowskiej troski, bo dziecko, wzrastając i patrząc na ojca, musi dostrzegać jego troski i problemy, a także w jakiś sposób brać odpowiedzialność i pomagać ojcu.

Ze względu na naszą chrześcijańską świadomość powinniśmy patrzeć na Boga jako kochającego Ojca, który na swych ramionach dźwiga ciężary, krzyże tego świata. Jeśli kochamy Boga powinniśmy pomagać mu nieść te krzyże, a jeśli je lub buntujemy się przeciw nim, to nasza miłość do Boga jest tylko wyznaniem ust, a nie braniem współudziału w dziele Boga wśród nas. Każdy, kto był świadkiem ostatnich chwil życia papieża Jana Pawła II miał możność zrozumieć jak to, co głosił w swoich słowach zaświadczył swoim życiem, a szczególnie w ostatnich tygodniach, w pełnym ufności podjęciu krzyża do ostatniej chwili życia.

Nie głośmy wiary bez krzyża, bo to nie jest prawdziwa wiara. Nie głośmy miłości Bożej bez krzyża, bo to nie jest do końca prawdziwa miłość. Głośmy miłość Boga Ojca, która pieczętowana jest krzyżem. Głośmy tę miłość i naszą wiarę naszym codziennym życiem – zawsze i wszędzie. Jak powiedział Mahatma Ghandi: „Chrystus dźwigał krzyż nie tylko przed dziewiętnastoma (dwudziestoma) wiekami, lecz dźwiga go i dziś; umiera i zmartwychwstaje dzień po dniu. Stąd głoście nie tylko Boga historii sprzed dwóch tysięcy lat, lecz ukażcie jak żyje dziś w was.”

I o tym nam nie wolno zapominać. W każdej chwili naszego życia powinniśmy pamiętać i świadczyć o tym najważniejszym symbolu miłości Boga Ojca i ofiary Syna z miłości do nas, jakim jest krzyż.



3 5 3