Odpowiedzi

2009-12-11T22:37:17+01:00
Był ciemny i ponury wieczór październikowy, udałem się więc wtedy do kaplicy na cmentarzu, okna zasłonięte były zasłonami, a przy ołtarzu stał już Guślarz.
Gdy zamknięto drzwi zrobiło się ciemno. Zaczęliśmy więc wymawiać zaklęcie. Widzę właśnie jak Guślarz zapala garść kądzieli, po którym miały pojawić się duchy lekkie. Po chwili usłyszałam dwa duszki podobne do aniołków, mieli na imię Józio i Rózia, ich wina nie była zbyt wielka. Nie chcieli nic do jedzenia i do picia. Po prostu nic. Potem Guślarz je wypędził. Potem zauważyłam, że niosą kocioł wódki, który miał przywołać duchy ciężkie. Nagle za oknem ujrzałam szkaradną twarz, choć mi znajomą. Zjawiło się widmo złego pana. Nie miał on serca i litości. Dręczyły go ptaki, które ciągle go atakowały. Nagle zaczął jeść. Pokarm miał już w ustach, gdy ptaki zaatakowały go i zaczęły wydziobywać mu z ust, a nawet z wątroby, to straszny widok. Po chwili zniknął. Przyniesiono potem wianek święconych ziół, który zapalił Guślarz i po chwili z wietrzykiem przybyła pasterka Zosia. Obok niej skakał baranek i nad nią latał po motylek. Dziewczyna ta pochodziła od nas z wioski i miała 19 lat. Zbliżała się już północ, czyli koniec naszych obrzędów.
Mam nadzieję, że pomogliśmy im w dostaniu się do nieba. Było już po północy, kiedy wróciłem do domu.
34 3 34