Odpowiedzi

2009-12-11T20:55:40+01:00
Pamiętam tą historię, jakby miała miejsce się wczoraj. Kiedy zamknę oczy, przed sobą widzę wydarzenia, które wydarzyły się właśnie tego dnia.
Wielki, kurantowy zegar, znajdujący się w salonie wskazywał godzinę 22.28. Nie wiem czemu, ale ogarniał mnie pewien lęk, niepokój. Może dlatego, że po raz pierwszy musiałam zostać w domu? Mimo mojego wieku, dokładniej mówiąc 13 lat, bałam się jak nigdy. Magda, moja starsza siostra od dawna wmawiała mi, że w nocy przyjdą po mnie duchy, porwą i już nie zobaczę nikogo mi bliskiego. Starałam się bagatelizować jej słowa, jednak wszystko wracało za każdym razem, kiedy nie mogłam zasnąć. Ale chyba trochę odbiegam od tematu, nieprawdaż? Więc wrócę do sedna całej historii.
Rodzice wyszli do sąsiadów na zabawę choinkową. Mieli nadzieję, że dam sobie radę, a kiedy wrócą, zastaną dom w jednym kawałku. Magdy ze mną nie było. Powiedziała, że wychodzi do swojej koleżanki. Nie mniej jednak dobrze wiem, że ma chłopaka, którego nasi rodzice nie lubią, więc spotyka się z nim potajemnie.
Siedziałam niespokojnie w fotelu, rozmyślając nad tym, co może się wydarzyć tego na koniec tego dnia. W pewnej chwili poczułam, że bardzo zachciało mi się pić. Postanowiłam więc, że pójdę do kuchni, w poszukiwaniu wody.
Zdziwiłam się, gdy okazało się, że nigdzie nie mogę znaleźć jakiegokolwiek napoju. Doszłam do wniosku, że powinnam pójść do piwnicy, po sok, roboty mojej babci.
W ciemnym pomieszczeniu, pod schodami, było bardzo zimno. Zimniej niż zwykle. Próbowałam znaleźć szafkę, w której znajdowały się wszystkie przetwory. Starałam się włączyć światło. Jednak coś w przewodach nie działało, co uniemożliwiło zapalenie się żarówki. Dziwnym sposobem znalazłam latarkę, po czym zapaliłam ją i mogłam widzieć znacznie więcej niż dotychczas. Znalazłam poszukiwaną butelkę, po czym zadowolona zmierzałam do wyjścia z pomieszczenia.
W pewnej chwili poczułam coś, co przypominało wiatr. Wszystkie okna były pozamykane, tak samo jak drzwi. Odwróciłam, się, po czym ujrzałam z pomocą latarki... Właśnie, co to właściwie mogło być? Widmo, czy duch? Ale to nie było najstraszniejsze. Najgorsze było to, że nie wiedziałam sama, dlaczego to w ogóle się pojawiło. Bałam się jak nigdy. Miałam wrażenie, że zaraz zemdleję ze strachu. Stałam przez dobre pięć minut jak słup soli, zanim odważyłam się cokolwiek powiedzieć.
- K... Kim jesteś? - zapytałam kompletnie zdezorientowana. Cały czas powtarzałam sobie, że to nie może mieć miejsca.
- Nie poznajesz mnie? Spójrz tylko - odrzekła "nieznana" mi mara.
Próbowałam ujrzeć, kto to był. w duchu zapragnęłam, aby wreszcie było jasno.
Ku mojemu zdziwieniu światło zapaliło się, co oznaczało, że latarka nie była mi już potrzebna. Przyjrzałam się postaci bardzo dokładnie. Na głowie miała białą chustę, spod której wystawały siwe, cienkie włosy. Tego samego koloru długa szata. Twarz miała bardzo bladą. Rysy były podobne do... Zaraz, nie mogłam uwierzyć. To był duch mojej cioci. No tak. Zmarła dokładnie 40 dni wcześniej. Ktoś kiedyś powiedział mi, że tyle czasu dusza krąży po świecie, prosząc o modlitwę.
- Ciocia Amanda? Po co przyszłaś?
- Chciałam, aby ktokolwiek za mną tęsknił. Widzisz... Zawsze mieszkałam sama. Nie miałam męża, dzieci. Teraz proszę, aby ktokolwiek wspomniał o mnie. Agatko, kochana, odwiedź mnie jutro z rodzicami na cmentarzu, dobrze?
Nagle... Wszystko się rozpłynęło. Obudziłam się w fotelu. Więc to wszystko nie było na prawdę. Najwyraźniej do tego stopnia zanudziłam się sama, że przyśnił mi się taki koszmar. A może ciocia bardzo potrzebowała tej pamięci? Jedno jest pewne, trzeba się za nią pomodlić...