Odpowiedzi

2009-12-12T17:43:17+01:00
W literaturze okresu preromantycznego dominował typ bohatera samotnika: człowieka cierpiącego na swoistą „chorobę wieku”, człowieka nieszczęśliwie zakochanego: idealizującego przedmiot swojej miłości. Taką postacią był tytułowy bohater „Cierpień Młodego Wertera” Johann Wolfgang von Goethego. Werter z książek ale i z własnych doświadczeń wniósł przekonanie o istnieniu miłości doskonałej. Jedynej, wiecznej, absolutnej. Gorące uczucie do Lotty staje się siłą napędzającą działania Wertera, choć jednocześnie, bohater kochając istotę dla niego nieosiągalna, dąży do samodestrukcji. Tytułowy bohater Goethego w swoim działaniu jest zawsze samotny. To nic, że ma przyjaciół, to nic, że Lotta poniekąd rozumie co czuje. Werter ma poczucie izolacji, gdyż jest osamotniony duchowo. Znikąd nie przychodzi wsparcie w trudnych chwilach. Świat jest zły i to zło uderza jedynie w niego. Czuje się odrzucony przez świat i bliskich, nie rozumiany i nie akceptowany. Jego cierpienie zaczyna mieć charakter totalny, wynikający z bólu własnego istnienia. Bohater coraz bardziej pogrąża się w obłędzie. Powoli traci kontrolę nad swoim życie. Musiało to oczywiście doprowadzić do tragicznego końca- Werter popełnił samobójstwo. Można by się pokusić o stwierdzenie, że było mu łatwiej niż np. współczesnemu człowiekowi, bo Werter już wcześniej usprawiedliwiał śmierć z wyboru. Twierdził, że są takie w sytuacje w życiu człowieka, że samobójstwo pozostaje, jedynym sensownym rozwiązaniem.

Podczas rozmowy z Albertem, narzeczonym Lotty, wyraża swoje poglądy na ten temat. Nazywa Alberta „rozsądnym człowiekiem”, czyli takim który ma z góry ugruntowane poglądy, który ocenia coś, że jest głupie, mądre, dobre lub złe bez dociekania pobudek, bez analizowania przyczyn. Werter nie zgadza się z nim i z ludźmi myślącymi podobnie. Uważa, że skoro można usprawiedliwić człowieka, kradnącego dla swojej rodziny by ją uchronić od „głodowej śmierci”, jeżeli akceptuję się „gniew męża na niewierną żonę i jej nikczemnego kochanka” to z jakiej racji potępić samobójcę? Ludziom mądrym, w tym Albertowi, wydaję, że wiedzą wszystko, że wszystko można zmierzyć, zwarzyć i nieomylnie ocenić. Potępiają „pijaków i szaleńców” i dziękują losowi za to, że „nie uczynił ich takimi jak oni”. Ich zdaniem uleganie namiętnością to nic innego jak brak realnej oceny istniejącego stanu rzeczy. Natomiast Werter wcale nie żałuje tego, że ulegał „chwilą szaleństwa” dzięki nim zrozumiał, że pod ich wpływem tworzą ludzie wielcy, poeci, artyści, wszyscy ci, którzy dokonali w życiu czegoś ogromnego i niepojętego, wszyscy ci, którzy w jakiś sposób mieli wpływ na historię świata.

Samobójstwo nie jest oznaką słabości, przeciwnie trzeba wykazać naprawdę ogromną siłę, i chart ducha, żeby się zabić. Czy można nazwać słabością, „lud, który cierpiąc i jęcząc długo pod jarzmem tyrana, zerwie się nagle do buntu i strzaska okowy?” albo wysiłek człowieka, ratującego z płonącego domu swój dobytek? Nie, bo jeżeli „wysiłek oznacza siłę, to [...] przesada nie oznacza słabości”. Werter twierdzi, że ból i cierpienie ludzkie maja pewne granice, jeżeli się je przekroczy to wtedy człowiek traci nadzieję, chęć do życia i jego natura ulega rozpaczy. Nie można potępiać takiego człowieka, bo wtedy trzeba by było zarzucić brak odwagi temu, kto umarł na „żółtą febrę”. Podaje przykład nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny, która przez kilkanaście lat prowadziła normalne, rutynowe życie. Dla niej przyjemnością był jedynie spacer w niedziele, plotki z sąsiadką lub taniec w czasie świątecznej zabawy. W tej codzienności, nagle pojawiła się miłość. W ten miłości ziściły się wszystkie nadzieje, marzenia dziewczyny, to uczucie sprawiło, że zapomniała o otaczającym świecie, przestała „słyszeć, widzieć, czuć przed oczami miała tylko jego jedynie, jako wyłączny przedmiot tęsknoty i pożądania”. Kochanek ją jednak opuścił. Cały świat dziewczyny w jednej sekundzie runął, wszystkie marzenia, tęsknoty prysły niczym bańka mydlana, cały świat przestał istnieć, bo ten mężczyzna był przecież dla niej całym światem. Jak mogła bez niego żyć? Jak mogła zastąpić go kimś innym? W końcu była tak zdesperowana, załamana i pozbawiona woli życia, że popełniła samobójstwo. Ten czyn zdaniem Wertera jest w pełni usprawiedliwiony. Argumenty ludzi, którzy twierdzą, że dziewczyna mogła przeczekać złe chwile, pozwolić by czas zabliźnij rany, są pozbawione sensu. To samo można powiedzieć o człowieku, który umarł na żółtą febrę. Chory zamiast umierać mógłby przeczekać chorobę, przezwyciężyć ją nabierająć powoli sił. Człowiek zdaniem Wertera, nie kieruje się w życiu wyłącznie chłodnym rozsądkiem, więcej, kiedy wybuchną w człowieku różne namiętności, rozsądek nie ma żadnego znaczenia.
Albert ma na ten temat zupełnie przeciwne zdanie. Uważa, że samobójcy to ludzie, nierozsądni, godni pogardy, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla odebrania sobie życia bo : „pewne czyny są występne, bez względu na pobudki jakie je wywołały.” Uleganie swoim namiętnością to „strata całej siły rozumowania”, to czyn pijanego i szalonego człowieka, który nie potrafi „znosić mężnie i wytrwale życia pełnego męczarni”. Samobójstwo nie może być porównywane do czynów wielkich bo jest jedynie oznaką słabości. Dziewczynę, która nie mogąc znieść rozstania z ukochanym utopiła się w rzece, nazywa Albert: naiwną, niewykształconą, taka która nie odbiera życia takim jakim jest dla „człowieka rozumnego, nie żyjącego w ciasnych warunkach i zdającego sobie sprawę ze stanu rzeczy”

Poglądy Wertera są mi bardzo bliskie, bo samobójcy nie są dla niego tchórzami skazanymi na wieczne potępienie ale ludźmi z poważnymi problemami, którym w odpowiednim czasie nie potrafiono pomóc. Nie ma miary na ocenę postępowania człowieka. Nie ma takiego schematu, który odnosiłby się do działania wszystkich ludzi. Nie można nikogo potępiać nie znając pobudek jego postępowania. Nie mogę oceniać człowieka, skoro nie mam jasnego wglądu w to co naprawdę myśli czy czuje.

Przykry jest fakt, że cały otaczający nas świat jest zbudowany z cierpienia przeplatanego jedynie krótkimi momentami radości, że ludzie muszą sobie radzić z sytuacjami bez wyjścia, w obliczu których czują się bezsilni. Przykre jest to, że zajęci własnymi sprawami i problemami nie potrafimy im pomóc. Samobójca to człowiek, który wszystko stracił. Pytanie brzmi kto się do tego przyczynił? Okrutny los? Bóg? Przeznaczenie? Nie. Przyjaciele. Bliscy. Bo jeżeli tarci się wszystko, nawet nadzieję to odpowiedzialni są ludzie których się kochało. To oczywiste, że jeśli ma się przyjaciół, a mimo to wszystko się traci, jest oczywiste, że przyjaciele ponoszą winę. Za to, co uczynili, względnie za to, czego nie uczynili. Za to, że nie wiedzieli, co należy uczynić.

Jeżeli ktoś traci wszelką nadzieję, jeżeli nie wierzy już, że coś się zmieni na lepsze, nie tylko jutro, ale za tydzień, miesiąc czy rok śmierć staje się dla niego odpoczynkiem, końcem znoju życia, jest ucieczką przed tym wszystkim co człowieka gnębi. Gdy cały świat odpycha, wówczas tylko śmierć pociąga. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Jeżeli ktoś jest nieszczęśliwy, zdesperowany, pozbawiony nadziei i nie popełnił samobójstwa to wcale nie znaczy, że jest odważny i że wybrał życie. On zwyczajnie nie potrafił się zabić.
4 4 4