Odpowiedzi

2009-12-14T20:03:54+01:00

Felieton Mariusza Zawadzkiego z cyklu ?Tydzień w Iraku?
Na ulicach irackich miast coraz więcej zamaskowanych mężczyzn. Ale to nie rebelianci, oni się już specjalnie nie kryją. Dzisiaj zamaskowani noszą mundury. To iraccy policjanci, którzy boją się pokazywać twarze w obawie przed rebeliantami. Dzięki temu po służbie, kiedy zdejmą maski i mundury, mogą czuć się bezpieczni.

Za dwa tygodnie wybory, ale Irakijczycy ciągle nie bardzo wiedzą, na kogo będą głosować. Duża część kandydatów pozostaje w podziemiu. Listy partyjne ujawniły tylko pierwsze pozycje, dalsze pozostają okryte tajemnicą, żeby uchronić kandydatów i ich rodziny przed zemstą rebeliantów.



Tak oto irackie państwo schodzi do podziemia.

Listopadowa ofensywa w al Falludży miała ten zdumiewający proces odwrócić. Przetrącić kark rebeliantom, jak zapowiadali amerykańscy generałowie. Efekt jest opłakany: miasto zniszczone, mieszkańcy bezdomni, a mudżahedini rozlali się na cały Irak. Obwarowali się w Mosulu na północy kraju, mieście pięć razy większym od al Falludży.

- Rozumiemy, że tak dalej być nie może - mówił niedawno jeden z amerykańskich wojskowych, oczywiście anonimowo. - Musimy jakoś przejąć inicjatywę w walce z rebeliantami. Na razie jesteśmy w zupełnej defensywie.

I oto - według amerykańskiego "Newsweeka" - w gabinetach Pentagonu narodził się nowy pomysł na Irak - tzw. wariant salwadorski. Pomysł wypróbowany w latach 80. w Salwadorze, gdzie rząd wspierany przez prezydenta Reagana walczył i przegrywał z lewicową partyzantką. Utworzono wtedy prawicowe szwadrony śmierci, które tropiły i mordowały przywódców partyzantki i terroryzowały jej sympatyków. Waszyngton przymykał na szwadrony oko, a jak twierdzą dobrze poinformowani, sowicie je wspierał finansowo. Salwadorska partyzantka została zduszona.

Skoro pomysł zadziałał, dlaczego nie wdrożyć go w Iraku? - zastanawiają się podobno analitycy w Pentagonie. Wywiad wojskowy chciałby posłać do Bagdadu ekspertów, żeby organizowali i szkolili irackie szwadrony śmierci, złożone z peszmergów (kurdyjskich bojowników, którzy walczyli jeszcze z Saddamem) i szyitów (rekrutowanych z milicji islamskich). Mieliby oni zwalczać sunnickich rebeliantów. I robiliby to znacznie skuteczniej niż policja, formalnie ograniczana przez prawo i granice państwa. Szwadrony mogłyby przecież mordować, torturować, szantażować, porywać, a nawet urządzać rajdy w przygraniczne rejony Syrii, gdzie ukrywa się część przywódców sunnickiej partyzantki. A co ważniejsze, stworzyłyby atmosferę strachu, która nadwątli społeczne poparcie dla partyzantki. - Dzisiaj iraccy sunnici, nawet ci, którzy nie walczą, powszechnie popierają rebeliantów i nie ponoszą za to żadnej ceny - wyjaśnia analityk z Pentagonu. - Musimy to zmienić.

Pomysł, by stworzyć szwadrony śmierci, byłby, trzeba przyznać, wizjonerski, w dodatku twórczo nawiązywałby do klasyki filmu szpiegowskiego - tysiące tajnych mścicieli z licencją na zabijanie... Pozostaje jeszcze jedna, absolutnie kluczowa, niewiadoma: gdzie się tak naprawdę ten pomysł narodził - w przepastnych gabinetach Pentagonu, czy, daj Boże, w głowach dziennikarzy "Newsweeka"? Jeśli to pierwsze, Irak może czekać jatka, którą od dawna przepowiadają co bardziej ponurzy prorocy. Jeśli to drugie, tylko odetchnąć i pogratulować bujnej wyobraźni oraz dobrych wskaźników sprzedaży.