Napisz dziennik w stylu Gombrowiczowskim(neologizmy, pytanie retoryczne i.tp) na temat "Pamiętna lekcja", tak około 1-1,75 strony z zeszytu.

Proszę o szybką odpowiedź, daje za zadanie dużo punktów, więc oczekuje też dobrych odpowiedzi, złe odpowiedzi zgłoszę za nie poprawne.

2

Odpowiedzi

2009-12-15T20:33:12+01:00
Co to jest lekcja ? Dla mnie jest 45 minut nudnego gadania nauczyciela. Lecz właśnie z tej lekcji możemy dużo wynieść. Dlatego ja za czasów chodzenia do szkoły wolałem na lekcjach uważać i zawsze mieć wszystko w zeszycie. Bo po co przesiedzieć te 45 minut i nic nie wynieść .? Tylko czas w swoim życiu tracimy. Jak nie chcemy to nie chodzimy do szkoły. Lecz trzeba pamiętać że wylądujemy tam gdzie większość takich. Pamiętam lekcje historii jak by to było wczoraj. Facet okropny. Lecz u niego bardzo łatwo można było mieć 2 . Lecz mnie zawsze było stać na coś więcej. A więc staliśmy pod salą jak by wryci czekali na judasza. Nie wiedzieliśmy co to dobroć od niego. Czuć było od niego potem ale to nic. Wchodzimy... I to był horror. Pierwsze 5 minut szatan sprawdza obecność. My siedzimy cicho. Jak by się coś stało wywołuje do odpowiedzi. Zadaje 3 bardzo podchwytliwe pytania. Odpytywany stoi jak wryty w ziemie . Nie wie co powiedzieć. A więc stawia judasz jedynke do księgi zła. Potem każe czytać kilka stron podrzęcznika . Tak nudnego że wgl szkoda gadać. Potem dzwonek dzwoni a on nas przetrzymuje. Mamy dosyć. Zwiewamy stamtąd jakby wojna była.


LICZE NA NAJ XD .
Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-15T23:32:05+01:00
To był zwykły, szary dzień. Z odwiecznym pytaniem "Po co?" zmierzałam w kierunku szkoły. Ileż można? Po co nam te wszystkie wykwintne, wyszukane słowa, ociężałe od nudy lektury, kilku metrowe działania matematyczne? My , szarzy uczniowie, pragniemy wieść lekkie życie, egzystencję z daleka od trofeów za wyczyny naukowe. Widocznie ci z ministerstwa edukacji tego nie rozumieją. Idę tak wciąż, rozmyślając. W końcu dotarłwszy na miejsce wykonywałam kolejno rutynowe czynności.. szatnia, klasa, korytarz, szatnia, klasa, korytarz.. mijało tak monotonnie wiele cennych chwil mojego życia, a moje myśli, skupienie i świadomość daleko były od szkoły i obecnie przerabianego materiału. Następna lekcja to polski. Przez pierwsze 5 minut skupiam się jak mogę i koncentruję na jednostajnym, usypiającym głosie nauczycielki..

Patrzę z przerażeniem, a naprzeciw mnie mnóstwo głodnych, wychudzonych dzieci jęczy z cierpienia i wyciąga do mnie szkaradne, brudne rączki. Odwracam wzrok a z drugiej strony inna grupka, już bardziej zadbanych dzieci pyta mnie o wiadomości o których nie mam zielonego pojęcia, a oni patrzą na mnie jak na autorytet i w oczach mają, póki co, pełne przekonanie, że przecież mama zawsze musi tak dużo wiedzieć.
-Mamo czy da się wyciągnąć pierwiastek z 876?
-Mamo ile lat ma świat?
-Mamo dlaczego niebo jest niebieskie?
-Mamo czy ktoś kiedyś wymyślił samochód na wodę?
-Mamo... Mamoo... Mamo...
Koszmar! czuję się taka głupia.. czuję, że zawiodłam moje dzieci.. one tak na mnie liczyły.
Znów odwracam wzrok, lecz mój wzrok pada na równie nieprzyjemną wytuację. Szef wywala mnie z pracy.
- do niczego się nie nadajesz! Gdzieś ty się podziewała, gdy miałaś się uczyć?! Nie przydajesz nam się w pracy, jesteś pasożytem. Za co my ci płacimy? Wynoś się!

Momentalnie ocknęłam się z krzykiem, ze łzami w oczach i drżącymi rękami.
Polski nadal trwał. Pani spytała spokojnie, z ledwo wyczuwalną nutką surowości w głosie..
- Przyspało się?
Widziała w jakim jestem stanie, nie była na tyle potworna by jeszcze bardziej mnie pogrążać.
A od tamtej pory, gdy idę do szkoły myślę: "Obym zapamiętała jak najwięcej.. ring życia czeka"