Odpowiedzi

2009-12-16T23:37:46+01:00
Mam tutaj odpowiedzi na 3 podstawowe pytania, myślę, że to dużo pomoże :).
Nie zniechęcaj się, nie ma tak na prawdę dużo czytania a to sporo pomoże Tobie nt. życia codziennego ludzi w XVII

Jak odżywiali się ludzie w XVII w.?
Jak się ubierano?
Jak wyglądały wesela?

Jak odżywiali się ludzie w XVII w.?
Jadłospis chłopa i mieszczana niewiele różniły się od siebie, jednak w stosunku do jadłospisu szlachcica różnice były kolosalne. W tym ostatnim występują takie artykuły luksusowe jak: owoce cytrusowe, szafran czy pieprz. Ich spożywanie wiązało się przede wszystkim z wysokimi kosztami finansowymi. Ponadto szlachcic jadał wiele potraw mięsnych często zakrapianych winem. Dlatego w stosunku do menu mieszczan i chłopów, jadłospis był o wiele bardziej bogaty i urozmaicony, ponieważ miała ona pieniądze na sprowadzanie "egzotycznych" artykułów żywnościowych z zagranicy.
Jadłospis chłopa:
-żytni chleb
-miód
-jaja
-mleko
-piwo
-kasza
-ziemniaki
-groch
-kapusta
-ryby

Jadłospis mieszczana
-żytni chleb
-kasza
-kapusta
-groch
-kalafior
-por
-solone mięso
-ryby
-piwo
-miód
-węgierskie wina
-pierniki

Jadłospis szlachcica
-owoce; cytryny, pomarańcze, rodzynki
-dziczyzna
-pieczona kaczka
-pieczony kurczak
-inne pieczone zwierzęta
-piernik
-ryby
-piwo
-wina
-miód
-warzywa (włoszczyzna)

Jakie się ubierano?
Chłopi rzadko kupowali ubrania. Zwykle wykonywali je w domu z uprawianego przez siebie lnu i konopi, z owczej wełny. Płaszcze z kapturami, wykrojone z płótna utkanego przez kobiety, czapeczki na głowę jak dla noworodka..., a na nogach nic oprócz drewnianych chodaków lub ciżmy ze skóry czy materiału.
Mieszczanie i szlachta ubierali się podobnie jedni w stylu zachodnim inni wschodnim. Styl zachodni był dosyć dziwaczny. Pojawił się w Niemczech i rozpowszechnił się w Europie. Mężczyźni nosili krótkie, bufiaste spodnie z pionowym rozcięciem. Styl wschodni opierał się żupaniu, kontuszu oraz szerokim zwykle jedwabnym pasie.

Jak wyglądały wesela?
Zasadniczo wesela mieszczan, chłopów i szlachciców nie wiele różniły się od siebie. Oczywiście uroczystość ta u szlachty była bardziej wystawna niż u chłopa, jednak zwyczaje pozostawały raczej podobne. Pomijam tu kwestie w jaki sposób chciało się zdobyć rękę panny młodej, czy uroczystością zaręczyn.
Wszystko zaczynało się w dzień przed ślubem. Panna miała bowiem coś na miarę wieczoru panieńskiego. Spotkanie to nazywało się "dziewiczy wieczór". Kobiety wiły wianek, śpiewały, rozmawiały, przystrajały "różdżkę weselną" na którą nakładano wianek. Zwyczaj ten odbywał się we wszystkich warstwach społeczeństwa, jednak "różdżka" średniego szlachcica była skromniej przystrojona niż u magnata. Przy tej okazji śpiewano różne piosenki np.

A wierniem ja Panu Bogu służyła,
Kiedym ja tę jabłoneczkę sadziła.
Posadziłam w ogródeczku przy drodze,
Którędy mój kochaneczek przyjedzie.
I nie wyszła jabłoneczce godzina,
Już się moja jabłoneczka przyjęła, itd.,

Rankiem następnego dnia miały miejsce "rozpleciny". Zwyczaj ten wiązał się z uroczystym rozpleceniem warkoczy panny młodej. Symbolizowało to opuszczenie grona dziewcząt oraz pożegnanie się z panieńską wolnością. Potem ubierano pannę młodą najpiękniej jak to tylko było możliwe. Oprócz tego panna młoda zakładała "koronę weselną", wykonaną z mitru lub rozmarynu. Oprócz tego do kieszeni wkładano jej na szczęście złota monetę, kostkę cukru itp. Normą obyczajową było wówczas to, że panna młoda zalewała się łzami podczas całego wesela. Inaczej mogła zostać uznana za bezwstydną. W tym czasie zjawiał się pan młody z drużbą. Ofiarowywał on swej przyszłej małżonce "wieniec z kwiatów", w przypadku średniej szlachty lub drogocenną koronę w przypadku magnatów! Tymczasem ktoś ze strony pana młodego występował z podobna oracją:
Wieniec w kwiecistem kole nierozwitem jest hieroglifikiem wieczności, więc nie zmyliła życzliwość, kiedy przyjacielskie serca wieńcem darować i koronować zwykła. Niech kto chce jakie chce oddaje upominki, u mnie wieczność wyrażający wieniec tym wszystkim przoduje. I złote łańcuchy często się rozrywać zwykły i wspaniale kruszyć się rostruchany, diamenty glanc i cenę tracić i misternie wyrobione manele niejednego z złotej niewoli dobrowolnie wypuściły, sam tylko wieniec rozerwać się nie umie, wieczności jest hieroglifikiem, itd.
Na to występował ktoś z rodziny panny młodej i "dziękował za wieniec". W tym czasie śpiewano piosenki typu:

Żałośnie Kasinka płakała,
Gdy za mąż nieboga iść miała,
Rozczesując włosy rozkoszne,
Te słowa mówiła żałosne...

Nareszcie wyruszano do kościoła. Po drodze odbywały się oczywiście uroczyste błogosławieństwa od rodziców itp. I w tym momencie śpiewano:

Siadajże, siadaj, moje kochanie,
Nic nie pomoże twoje płakanie.

Pan młody i drużba jechała konno zaś jedynie starsi jechali w powozach. Cały orszak weselny posuwał się przy dźwiękach trąb, kotłów, salwach z muszkietów. W tym czasie wróżono z najróżniejszych rzeczy jakie będzie przyszłe życie małżonków. I tak np. chmury oznaczały nieszczęście, deszcz łzy w małżeństwie. By zapewnić owo szczęście, przed wyjazdem kładziono na chwilę przed powozem nowożeńców chleb itp. W kościele zaś wróżono z płonących świec czy sposobu zachowania małżonków. W czasie ceremonii następowała wymiana wianków lub pierścionków (a czasem jednego i drugiego), poświęconych przez księdza.
Po powrocie z kościoła następował zwyczaj "oddawania panny". W tym czasie występował ktoś już od małżonki i wygłaszał długie przemówienie w którym wychwalał znakomitości małżonki i rodu. Potem występował ktoś od panna młodego i historii się powtarzała.
Teraz następował jeden z najwystawniejszych momentów uczta! Cóż to była za biesiada! Niektóre przyjęcia były tak wystawne, że mogły doprowadzić do zrujnowania gospodarza! Na koniec wnoszono kołacz. Była to pozostałość jeszcze z czasów pogańskich i chlebów ofiarnych. Oczywiście w XVII już nie pamiętano, jakie było pierwotne znaczenie kołacza, ale zachowały się związane z nim obyczaje. Kawałek kołacza dostawał każdy z gości, poczynając od młodej pary, a na rodzicach panny kończąc. Potem następowały "tańce, hulanki, swawola".
Po pewnym czasie młoda para opuszczała biesiadę i udawali się do sypialni. Związane to było ze zwyczajem "pokładzin". Dwoje połączonych niedawno ludzi odprowadzano, aż do samego łóżka, wygłaszając po drodze odpowiednie mowy. U magnatów zaś odbywała się tzw. "cukrowa wieczerza". Podawano na niej jedynie słodkie napoje i słodycze. Odbywała się ona w obok sypialni, wstęp tam mieli jedynie najdostojniejsi goście.
Po nocy poślubnej następował zwyczaj "oczepin". Panna młoda jako, że była mężatka musiała zmienić uczesanie. Tak więc śpiewając stosowne pieśni obcinano warkocze i zakładano czpiec - tradycyjnie noszony przez zamężne kobiety.
Tak więc w wielkim skrócie wyglądały szlacheckie wesela. Trzeba przyznać, że musiały być piękne.
7 3 7