Ułoz własną niezwykło opowiesc o wybranym zjawisku astronomicznym np.wystepowaniu por roku dnia i nocy lub przyrodniczym np.powstawaniu lodowcow lub wybuchach wulkanow.Postaraj sie by słuchacze mieli wrazenie ze to starodawna histroria.Rozpocznij na przyklad tak; Przed tysiącami lat kiedy ziemia byla jeszcze młoda..................Na samym poczotku swiata......Kiedy swiat dopiero sie rodzil,,,,,,,

2

Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-17T20:17:51+01:00
Kiedy Ziemia była jeszcze młoda powstawały wulkany. Były one różnych rozmiarów.
Jeden z wulkanów był na prawdę duży i szeroki. Pewnego dnia nie wytrzymał i wybuchł. Pobliskie wsie i miasta pogrążyły się w pędzącej masie lawy. Nie było od niej ratunku. Wtedy zginęło wiele osób, starych jak i młodych. Był to jeden z największych wybuchów w historii Młodej jeszcze Ziemi. Po jakimś czasie wybuchów było jeszcze więcej i ziemia pękała. Płaty lądu oddzielały się od siebie. Ludzie żyjący wtedy na Ziemi przeżyli prawdziwy koszmar. Tak właśnie powstały kontynenty.
Po jakimś czasie wybuchy ustały jednak i zrobiło się cicho, a Ziemia podzielona na kontynenty już nigdy się nie połączyła.


Może być?:D
2009-12-17T20:31:23+01:00
Kiedy świat dopiero się rodził i na świecie była pustka Bóg przechadzał się po nowej Drodze Mlecznej.
Dłońmi formował planety i malował gwiazdy na aksamitnej czerni nieba. Rozsypywał gwiezdny pył niczym skrzący piach.
Mozolna to była praca i przez tysiące lat trwała.
Wreszcie Bóg ukończył swoje dzieło i siadł zmęczony na jednej z obręczy Saturna.
Wpatrywał się w ogrom stworzonego przez siebie wszechświata.
Lubił patrzeć na roje meteorytów, które niczym ptaki przelatywały między planetami. Z przyjemnością obserwował tajemnicze komety z ognistą głową i lodowym pióropuszem ogona.
Bóg często oglądał stworzone przez siebie cuda. Wszystko stało idealnie w miejscu. Żadna planeta nie miała orbity, żadna gwiazda nie miała swojego układu. W przestrzeni latały tylko komety i roje meteorów.
W pewnym momencie Bóg poczuł się samotny.
Postanowił stworzyć jedną, jedyną istotę rozumną, z którą mógłby rozmawiać i pokazywać mu piękno stworzonego świata.
Stworzoną postać nazwał człowiekiem. Nie był on idealny ale Bogu się podobał. Często chodził ze swoim człowiekiem po wszechświecie. Lecz pewnego dnia człowiek powiedział do dobrego Boga:
- Chciałbym mieć dom.
Bóg mu wtedy odparł:
- Wszystko co widzisz jest twoim domem.
- Wszystko co widzę jest piękne. Pokazujesz mi tysiące planet i konstelacji. Lecz każda jest dla mnie obca i daleka. Żadnej nie nazwę domem.
Bóg zrozumiał czego pragnie człowiek.
Wybrał więc malutką planetę i na niej postawił człowieka.
Lecz człowiek się spalił w bólach i cierpieniu gdyż planeta była zbyt blisko wielkiej, ognistej gwiazdy.
Zasmucił się wielce Bóg. Przez pewien czas błądził samotnie. W pewnym momencie zatęsknił jednak za swoim człowiekiem.
Stworzył drugiego. Sytuacja się powtórzyła i nowy człowiek też prosił o dom.
Bóg wiedział, że nie może już człowieka umieścić na jednej planecie. Wybrał drugą, bardzo blisko pierwszej.
Niestety i ten człowiek spalił swoje ciało w gorących płomieniach.
Bóg zapłakał wtedy, że tak kruche jest ludzkie życie. Jednak stworzył trzeciego człowieka i bez słowa umieścił go na trzeciej planecie.
Istota była szczęśliwa. Człowiekowi było ciepło, znajdował żywność, rozwijał się i często rozmawiał z Bogiem. Wędrował ze Stwórcą po wszechświecie lecz zawsze wracał na swoją planetę.
Pewnego dnia powiedział do Boga:
- Ojcze dałeś mi wspaniały dom. Jest tutaj ciepło, mam pożywienie. Czy mogę mieć czelność prosić cię o coś jeszcze?
- Proś człowieku - odpowiedział wtedy Bóg.
- Gdy zmęczony kładę się spać gwiazda na niebie świeci mi w oczy. Jest gorąco i moje ciało brązowieje. Czy mógłbyś Boże na jakiś czas zabrać tę gwiazdę?
Bóg zamyślił się. Bardzo lubił gwiazdę niedaleko planety człowieka. Pieszczotliwie nazywał ją Słońcem.
Lecz pewnego dnia znalazł sposób. Ujął w dłonie ziemię człowieka i obrócił ją w drugą stronę.
Tam gdzie znajdowała się istota ludzka zapanowała ciemność.
Człowiek był bardzo szczęśliwy i dziękował Stwórcy.
Bóg jednak wiedział, że nie może cały czas obracać planety.
Pewnego dnia ujął ją w dłonie i zakręcił bardzo mocno.
Od tej pory ziemia człowieka sama się obracała.
Pewnego dnia człowiek poszedł do Boga.
- Ojcze, dałeś mi dom i pożywienie. Stworzyłeś dla mnie ciemność i jasność. Mogę pracować i wypoczywać.
Jednak czuję się samotny...
Bóg spojrzał wtedy na człowieka. Zezłościł się i zasmucił.
Człowiek był istotą Boga. Bóg chciał mieć swojego człowieka. Ale jego człowiek chciał kogoś jeszcze.
Stwórca zafrasował się i pewnego dnia dał człowiekowi inną istotę. Była bardzo podobna ale Bóg wprowadził pewne różnice.
Swojego człowieka nazwał Mężczyzną a człowieka Mężczyzny Kobietą.
Dwoje ludzi żyło na ziemi człowieka.
Bóg przychodził do swoich tworów i rozmawiał z nimi.
Jednak Mężczyzna i Kobieta coraz częściej woleli być sami.
Bóg smucił się wtedy wielce gdyż kochał swojego człowieka.
Pewnego dnia przyszedł zabrać Mężczyznę na przechadzkę po wszechświecie lecz Mężczyzna powiedział:
- Ojcze, chcę zostać z moją Kobietą.
Zezłościł się wtedy Bóg. W nagłym przypływie gniewu rzucił planetą człowieka w stronę Słońca.
Jednak ziemia człowieka zakręciła i zaczęła się wolno obracać wokół gwiazdy. Bóg szedł po wszechświecie i z żalu rzucał każdą napotkaną planetą.
Przysiadł na skraju wszechświata i wpatrywał się w ruch, który wprowadził. I wtedy pożałował swojego czynu. Kochał człowieka i nie chciał jego zguby.
Szybko wrócił do ludzkiej planety.
Mężczyzna i Kobieta żyli. Marzli bo planeta była przez pewien czas zbyt daleko od słońca.
Bóg chciał zatrzymać ziemię lecz nie udało mu się to.
Planetka nadal krążyła wokół Słońca.
Stwórca dał więc człowiekowi większą inteligencję by sam zadbał o siebie w takich warunkach. Bóg zawsze był blisko człowieka i starał się by przeżył w warunkach jakie stworzył w chwili gniewu.
Lecz człowiek był szczęśliwy. On i jego Kobieta zaludniali planetę. Bóg patrzył ilu ma już ludzi. I w pewnym momencie przestał żałować swojego czynu.
Wszechświat jaki stworzył był piękny.
Już nie mógł zabierać wszystkich ludzi by razem z nim oglądali piękność dzieła.
Dał więc ludziom możliwość patrzenia na choć część wszechświata z ich planety. Uczynił to gdy panowała ciemność. I ludzie tak jak on, zachwycali się doskonałością.
A gdy ludzie byli szczęśliwi, wtedy i Bóg się radował.
I siadywał wtedy na jednym z pierścieni Saturna i patrzył na swoją Ziemię.


[lekko fantastyczne... Czy o coś takiego chodziło?]