Odpowiedzi

2009-12-20T11:03:59+01:00
Zimna kraina ciepłych uczuć

Jako mały chłopak, z mocno bijącym sercem podchodziłem do wielkiej szafy, mieszczącej w sobie wiele ciepłych futer, a która stawała się kluczem do poznania fascynującej historii, przeznaczonej tylko wybrańcom. Czułem się wtedy jak ten jedyny, który mógł dostąpić zaszczytu poczucia prawdziwej odpowiedzialności za losy cudownej krainy, obsypanej niestety od stu lat śniegiem, z mieszkańcami zastraszanymi przez Białą Czarownicę. Mogłem uwolnić Narnię i sprawić, by powróciła do niej wiosna i radość życia, by wszyscy bajkowi mieszkańcy krainy odzyskali dawny spokój.

C.S. Lewis - twórca siedmiu tomów "Opowieści z Narnii" - napisał dla swojej chrześnicy Łucji "Lwa, czarownicę i starą szafę". To właśnie ta przygoda fascynowała mnie jako dziecko i to ona sprawiła, że z wielką chęcią wybrałem się do kina. O filmie wiedziałem już od roku i z tego też powodu moje oczekiwania rosły w zastraszającym tempie. Gdy ujrzałem pierwsze zdjęcia z planu filmowego, to już wiedziałem, że będę bardzo zadowolony.

Historia nie jest zbyt skomplikowana, a to za sprawą młodego adresata, do którego kierowany jest ten film. Swoją drogą już sama wytwórnia Disney'a przywodzi na myśl skojarzenia wesołych i pouczających bajek, na których wychowywały się kolejne pokolenia dzieci. "Lew, czarownica i stara szafa" to także obraz kierowany także do młodszej publiczności. Dziwią mnie więc wszelkie porównania do takich hitów jak Harry Potter, czy też Władca Pierścieni. Te filmy zawierają w sobie sporą dawkę ciemnej mocy i grozy, a na ekranie często widać prawdziwą przemoc i krew. "Opowieści z Narni" są natomiast czystą bajką, w której dobro zawsze zwycięża zło, pozytywni bohaterowi nigdy nie umierają, a wszelkie niebezpieczne sytuacje za sprawą czarów i potęgi uczuć bardzo szybko przemijają.

Podczas niemieckich nalotów na Londyn rodzice wysyłają swoje pociechy z dala od niebezpieczeństwa - na daleką prowincję. Tak też się stało z czwórką rodzeństwa - Peterem, Susan, Edmundem i Lucy. Trafiają oni do przedziwnego domu starego profesora, który podobno nie jest przyzwyczajony do obecności dzieci. Nieprzyjemna gospodyni daje się we znaki rodzeństwu, zakazując niemal wszystkich przyjemności. Dom jest jednak spory i doskonale nadaje się do zabawy w chowanego. To właśnie ten moment staje się początkiem przepięknej historii. Najmłodsza siostra - Lucy - odkrywa przypadkowo w szafie przejście do zimnej krainy, w której poznaje fauna Tumnusa. Początkowo reszta rodzeństwa nie chce uwierzyć w te sprzeczne z logiką opowieści, ale pewnego dnia wszyscy czworo trafiają do Narnii. Jest to kraina zamieszkała przez bajkowe stwory - minotaury, krasnale, olbrzymy, centaury, gryfy, fauny i gadające zwierzęta - jednak osnuta mroźną pokrywą Białej Czarownicy, która sto lat wcześniej podstępnie zawładnęła Narnią, pozbawiając władzy prawowitego króla Aslana. Dzieci dowiadują się o proroctwie i swoim udziale w walce ze złem. W ten sposób każde z nich odkrywa w sobie pokłady odwagi, miłości i rozwagi. Uczą się czynić dobro i rozumieć siebie wzajemnie.

To bardzo pouczająca bajka, która młodym odbiorcom z pewnością się spodoba i będzie stanowić wartościowy element w ich edukacji. Oprócz tego zachwyci ich wizualnie, ponieważ 180 milionów dolarów zostało faktycznie dobrze spożytkowane. Efekty komputerowe pozwoliły ożyć bajkowym postaciom - przemówić bobrom, stworzyć majestatyczne gryfy i olbrzymiego lwa, który stanowi bodaj najpiękniejszą tego typu postać, jaką miałem dotąd okazję oglądać w filmie. Ważnym elementem są również piękne krajobrazy, a trzeba przy tym pamiętać, że sceny na wielkim jeziorze kręcone były w Polsce. Zauważyłem kilka momentów, w których wyraźnie można było rozpoznać grę aktorów na zielonym tle, ale z pewnością nie zaszkodziło to w ogólnie pozytywnym odbiorze filmu. Muszę przyznać, że Biała Czarownica i jej słudzy zrobili na mnie piorunujące wrażenie i, mimo że nie przepadam za klimatem fantasy, poczułem tę złowrogą atmosferę.

Słabsza ocena należy się natomiast grze aktorskiej. Młodzi bohaterowi nie są zbyt przekonywujący - jedynie mała Lucy zdawała się być naturalna, ale to może być zasługą jej wieku, a nie prawdziwych zdolności. Przeciwwagę stanowi w tym przypadku doskonała Tilda Swinton, która świetnie wpasowała się w rolę mroźnej wiedźmy. Jest bardzo dobra podczas "słodkiego kuszenia Edwarda", jak i w chwilach absolutnej złości oraz nienawiści.

Z pewnością ważnym elementem filmu jest ścieżka dźwiękowa, która wydaje się być magiczna - zupełnie jak czarodziejska kołysanka fauna. Harry Gregson-Williams wybrnął z powierzonego mu zadania znakomicie i z całą odpowiedzialnością mogę polecić soundtrack z "Lwa, czarownicy i starej szafy" wszystkim wielbicielom muzyki filmowej. Gregson doskonale wyważył różnice pomiędzy wesołą zabawą w chowanego, zadziwiającą wędrówką w szafie i momentem kulminacyjnym walki dobra ze złem.

Pochwały należą się także scenografom i kostiumologom, którzy zadbali absolutnie o wszystko. Szczególnie podobał mi się dom fauna w skale oraz tama bobrów. Oczywiście nie mógłbym nie wspomnieć o pałacu Białej Czarownicy, który zapierał dech swym rozmachem. Także wygląd Tildy Swinton grał w filmie ważną rolę - aktorka wystąpiła w kilku kreacjach, które doskonale podkreśliły jej mało kobiecy wygląd i chłodny charakter. Wszystko zostało okraszone bajkowym klimatem, dzięki czemu także dorosły widz może wrócić przynajmniej na chwilę do lat swego dzieciństwa.

Wydawałoby się, że "Lew, czarownica i stara szafa" jest filmem całkowicie udanym i wytwórnia Disney'a odniosła sukces, na który od kilku lat bardzo czekała. Z pewnością "Opowieści z Narnii" będą kasowym przebojem i jest możliwe, że pokonają w tej materii "Harrego Pottera", który również niedawno wszedł na ekrany kin, ale te sukcesy to nie wszystko. Oczywiście tytuł ten gorąco polecam ludziom, którzy nie wymagają od filmu szybkiej akcji i potrafią cieszyć się krajobrazem, mądrymi dialogami i piękną scenografią. W adaptacji filmowej literatury fantasy chodzi jednak również o przekazanie widzom jak największych emocji, które mieli możliwość przeżywać podczas lektury powieści. Reżyserowi ta sztuka do końca się nie udała, ponieważ mimo pięknej wizualizacji Narnii, zabrakło tego napięcia, które człowiek czuł kilkanaście lat temu, przeżywając przygodę po raz pierwszy. A może to tylko ja wydoroślałem i magiczna kraina jest już dla mnie zamknięta?
6 3 6
Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-20T11:08:29+01:00
Całkiem dobra ekranizacja prozy C.S. Lewisa w ujęciu twórcy dwóch części animowanego "Shreka".

Akcja tej baśni rozpoczyna się jednak dość zaskakująco realistycznie; oto nad Anglią niemieckie samoloty zrzucają bomby, niszcząc wszystko, co popadnie. Matka czworga dzieci postanawia odwieźć je w jakieś bezpieczne miejsce. I tak oto Łucja, Piotr, Zuzanna i Edmunt trafiają do domu pewnego profesora, gdzie surowa gospodyni nakazuje im zachowywać się tak cicho, jak to tylko możliwe (a właściwie tak, jakby ich tam nie było). Pewnego razu cała ta czwórka bawi się w chowanego, po czym najmłodsza z nich odkrywa w jednym z pokoi wielką szafę, do której postanawia wejść. Okazuje się jednak, że nie jest to zwykły mebel na ubrania; jest to przejście do magicznej krainy o nazwie Narnia, gdzie żyją obok siebie obdarzone głosem zwierzęta, gnomy, fauny i inne fantastyczne stwory. Po niedługim czasie do tego spokojnego kraiku trafia pozostała trójka nieletnich bohaterów. Dowiadują się oni, że szczęściu tutejszych mieszkańców zagraża zła Biała Czarownica (Tilda Swinton), która zamierza opanować Narnię. Prawowitym władcą jest dostojny lew Aslan, który żyje na wygnaniu. Dzieciaki za namową nowych przyjaciół poszukują go, aby ten zgromadził wojska swoich poddanych i poprowadził je w bitwie przeciwko nikczemnej, samozwańczej czarownicy...
"Narnia" to kolejna w ostatnich miesiącach (po "Harrym Potterze" 4 i "King Kongu") wysokobudżetowa produkcja z gatunku fantasy, która jest adaptacją popularnego źródła literackiego. Moim zdaniem – człowieka, który jak dotąd nie zetknął się z książkami Lewisa – próbę tę należy uznać za całkiem udaną. Oczywiście, film ten jest adresowany przede wszystkim do najmłodszych widzów, ale dorośli nie powinni się na nim nudzić. Budżet wykorzystano bardzo twórczo, sceneria i wykreowanie całkowicie bajkowych stworzeń wypadły naprawdę nieźle. I bardzo dobrze, że za to zabrał się autor równie fantazyjnych "Shreków"; wprawdzie praca z aktorami jest innego typu zajęciem, ale Adamson wybrnął z tego problemu obronną ręką. Można się oczywiście czepiać szczegółów (mi w pewnych scenach przypominały się widoki z "Władcy pierścieni" Jacksona), ale generalnie większych zastrzeżeń nie zgłaszam. Jest tu i trochę poważnych, smutnych momentów (których nie zdradzę – niektórzy książek Lewisa też nie czytali) i sporo humoru i całkiem wdzięczny, bajkowy klimat. Jestem prawie pewien, że jeszcze kiedyś do "Narnii" powrócę.
35 4 35