Przekład tekstu z liryki na prozę

Krzysztof Kamil Baczyński
"Przypowieść"

Matce

Pan Bóg uśmiechnął się i wtedy powstała ziemia,
podobna do jabłka złotego i do zwierciadła przemian.
Po niej powoli się sączą zwierząt dojrzałe krople
wstępując z wód w powietrza - drgające srebrem - stopnie.
A śpiew najcichszego z ptaków zamienia się w miękki obłok
i wtedy powstają chmury do ziemi i gwiazd podobne.
Więc knieje do mórz podchodzą i kładą włosy na wodę
i wtedy fale się barwią na kolor dojrzałej jagody.
Światło przenika do ziemi, a ziemia blask przygarnia;
bory wrastają w powietrze, powietrze od lasów - czarne.
Zwierzęta wnikają w korę, a kora porasta życie
i niewidzialne, w przestrzeni, wiruje ziemi odbicie.
Wtedy są wszystkie kolory, każdy od innych różny,
które są wszystkie te same pod szklaną kopułą próżni.
I zafrasował się Bóg, że sam swych dzieł nie ogarnie,
więc cisza złożyła się w fałdy, a światło stało się czarne
i z ciężkich kowadeł gór rosły łodygi ogniste,
a gromy w wysiłku kuły zmarszczone w groźnym namyśle,
aż się wykrzesał z kuźni pod niebo od huku białe
z chmur i ziemi ulany - człowiek ciemny i mały.
Teraz uśmiechnął się Bóg i we śnie znużony oniemiał,
i do dziś błądzi wśród grozy człowiek ciemny jak ziemia.

1

Odpowiedzi

2009-12-23T22:27:48+01:00
Kiedy Pan Bóg uśmiechnął się, powstała ziemia. Była ona podobna do zwierciadła, w którym dokonują się przemiany i do złotego jabłka. Powoli pojawiały się na niej chmary zwierząt, wodne stworzenia wstępowały w niebiosa. Kiedy najcichszy z ptaków śpiewał, jego pieśń przeistaczała się w obłoki, z których następnie powstawały chmury niczym ziemia albo gwiazdy. Do mórz podchodziły knieje, kładły włosy na wodę, która zmieniała swój kolor na granatowy. Ziemia przygarniała światło, które do niej przenikało. W powietrze czarne od lasów powoli wrastały bory. W korę, którą porasta życie, wnikały zwierzęta. Niewidzialne odbicie ziemi wirowało w przestrzeni. Wszystkie kolory, każdy od innych różny, jednak wszystkie te same, były pod próżni szklaną kopułą. Zmartwił się Bóg, że sam swoich dzieł nie obejmie, dlatego światło stało się czarne, a cisza złożyła się w fałdy. Łodygi, niczym ogień, wyrastały z ciężkich kowadeł gór. Gromy w wysiłku i groźnym namyśle kuły w kuźni aż pod same niebo białe od huku. W końcu powstał człowiek ciemny i mały, ulany z ziemi i chmur. Bóg znów się uśmiechnął i, dziwiąc się, do dziś obserwuje, jak człowiek błądzi wśród grozy, człowiek ciemny jak ziemia.