Odpowiedzi

2009-12-21T18:00:15+01:00
Realizm polityczny budził wiele kontrowersji wśród polskich myślicieli XIX i XX wieku. Jedni przekonywali, że w rodzimej tradycji myślenia o polityce jest on słabo obecny, co prowadzi do licznych klęsk i świadczy o jej niskim poziomie. Inni utożsamiali realizm polityczny z niebezpiecznym kultem skuteczności, a w niektórych przypadkach nawet ze zdradą ideałów i interesów narodowych. Zatem, podczas gdy wielu myślicieli przekonywało o deficycie realizmu w polskiej myśli politycznej i polityce, inni autorzy przestrzegali przed jego nadmierną popularnością. Obraz jeszcze bardziej się skomplikuje, gdy weźmiemy pod uwagę, jak wiele różnych, często przeciwstawnych, koncepcji politycznych aspirowało do miana realistycznych. A przecież także krytycy poszczególnych stanowisk uznanych za przejawy realizmu politycznego, nie chcieli bynajmniej uchodzić za „nierealistycznych”.

Trudno się wszakże dziwić, że problem realizmu w polskiej polityce i jej intelektualnym zapleczu wywoływał tyle emocji. Skomplikowane dzieje Polski wymuszały refleksję na ten temat, a liczne klęski i niepowodzenia skłaniały do wyprowadzania czasem bardzo daleko idących wniosków o ich przyczynach i sposobach na ich uniknięcie w przyszłości. Realizm polityczny w polskim wydaniu nie doczekał się przy tym zbyt wielu rozważań teoretycznych. Był szkołą przede wszystkim praktyki politycznej, a nawet jeśli wiele jego koncepcji pozostawało jedynie propozycją intelektualną, której nawet nie próbowano wcielać w życie, to opierały się one na przesłankach wynikających z analizy konkretnej rzeczywistości społecznej i politycznej – choćby bywały one czasem błędne. Szukanie więc definicji precyzyjnie określających treść pojęcia „realizm polityczny” wcale nie musi nas przybliżyć do jego zrozumienia, jeśli nie weźmie się pod uwagę jego zróżnicowania.



Dylematy realizmu w czasach zaborów



Polski spór o realizm polityczny miał kilka odsłon i głównych wątków. Był bardzo ważnym aspektem w prowadzonej w drugiej połowie XIX wieku dyskusji poświęconej przyczynom upadku Pierwszej Rzeczypospolitej. Stanęły wówczas naprzeciw siebie wpływowe szkoły historyczne, z których jedna upatrywała przyczyn upadku państwa przede wszystkim w słabościach wewnętrznych i własnych błędach, a druga – w brutalnej polityce i potędze sąsiadów, którzy dokonali rozbiorów Polski. Obie wysuwały argumenty oceniane przez siebie jako realistyczne, bo poparte badaniami historycznymi. Obie ostro krytykowały się nawzajem, zarzucając sobie uproszczenia, naginanie faktów do teorii, a także – co stanowi szczególny „realistyczny” kontekst tego sporu – wykorzystywanie argumentacji historycznej do bieżącej rywalizacji o wpływy polityczne, choćby poprzez szukanie uzasadnienia w historii dla swoich teraźniejszych wyborów. W tej bardzo interesującej debacie wykuły się stanowiska krakowskiej szkoły historycznej, uchodzącej za jeden z najważniejszych nurtów realizmu politycznego w polskiej tradycji. Dzieła historyczne Waleriana Kalinki, Józefa Szujskiego, a zwłaszcza Michała Bobrzyńskiego, wsparte publicystyką Stanisława Tarnowskiego, Stanisława Koźmiana czy Pawła Popiela, stawiały pytania o słuszność kolejnych kluczowych wyborów ustrojowych i zasadniczych rozstrzygnięć w dziedzinie polityki zagranicznej z czasów Pierwszej Rzeczypospolitej, często oceniając je nadzwyczaj krytycznie. Autorzy ci, należący do pierwszoplanowych postaci dziewiętnastowiecznego konserwatyzmu polskiego, nie ukrywali zresztą, że nauka wyciągnięta z błędów przeszłości, ma służyć zaprojektowaniu i wyborowi lepszej, bardziej rozumnej – a więc realistycznej – polityki w teraźniejszości. Teraźniejszość w tym wypadku określały realia Polski podzielonej między trzy zaborcze państwa. Stosunek do nich – zwłaszcza w kontekście ewentualnego porozumienia z nimi – stanowił przedmiot kolejnego gorącego sporu o polską politykę, w którym zagadnienie realizmu politycznego było stale obecne. Wiązał się z tym rzecz jasna problem tradycji insurekcyjnej, a zatem oceny powstań narodowych jako drogi do odbudowania niepodległej Polski. Konserwatyści starli się w tej dyskusji z adwersarzami wywodzącymi się z różnych obozów ideowych i politycznych. Różne też były płaszczyzny sporu. Lewicowi radykałowie kwestię niepodległej Polski łączyli z ideą rewolucji w stosunkach społecznych. Liberałowie pokroju Tadeusza Romanowicza bronili tradycji insurekcyjnej przed konserwatywną krytyką, ale nie wyrzekali się możliwości wykorzystywania legalnych możliwości działania w ramach stworzonych przez prawodawstwo państw zaborczych. Endecy, z Zygmuntem Balickim, Janem Ludwikiem Popławskim i Romanem Dmowskim na czele, szli równie daleko jak konserwatyści w krytyce różnych wad narodowych, źle oceniali powstania – zwłaszcza styczniowe – i rozumieli konieczność szukania porozumienia z zaborcami tam, gdzie to niezbędne dla stworzenia możliwości rozwoju narodowego na polu społecznym, kulturalnym i politycznym. Krytykowali jednak zarazem krakowską szkołę konserwatywną jako nazbyt zachowawczą w wymiarze społecznym i przez to nierealistyczną, bo nie doceniającą znaczenia mas w polityce.

Takich pół kontrowersji między poszczególnymi nurtami ideowymi i obozami politycznymi w XIX wieku można oczywiście wymienić znacznie więcej. Spór o właściwą politykę narodową był w ich wydaniu sporem o jej realizm: trafne zdefiniowanie celów i odpowiedni dobór środków do ich realizacji. Sporem – dodajmy – w gruncie rzeczy nierozstrzygniętym.

Dziewiętnastowieczne dyskusje znalazły zwieńczenie w sporze orientacyjnym już z czasów I wojny światowej – gdy po raz kolejny trzeba było wybierać, jaką drogą powinni podążyć Polacy, z kim zawiązać sojusz, przeciw komu się zwrócić. Symboliczne – ale także praktycznie niezwykle ważne – były wybory podejmowane wówczas przez Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego. Czasem przeciwstawia się realizm lidera narodowych demokratów romantyzmowi – a więc idealizmowi – marszałka. Tymczasem obaj politycy podejmowali decyzje polityczne w oparciu o chłodne kalkulacje. Obaj zresztą czasem się mylili. Hołdowanie zasadom realizmu politycznego nie oznaczało bowiem – bo oznaczać nie mogło – nieomylności. Im myśliciel piszący o realizmie lepiej to rozumiał w odniesieniu do swoich własnych koncepcji, na tym wyższy poziom realizmu się wznosił.



Realizm w cieniu dwóch totalitaryzmów



Odzyskanie niepodległości w 1918 r. zmieniło o tyle perspektywę dyskusji o realizmie w polskiej polityce, że wreszcie była ona prowadzona przez właśnie niepodległe państwo. Nie oznaczało to bynajmniej, że realiści polityczni Drugiej Rzeczpospolitej znajdowali się w o wiele łatwiejszej sytuacji niż ich poprzednicy w XIX i na początku XX wieku. Doskonale opisana w kilku książkach okresu międzywojennego – na czele z sztandarowym dziełem polskiej geopolityki: Między Niemcami a Rosją Adolfa Bocheńskiego – zasadnicza trudność położenia Polski między dwoma agresywnymi i rosnącymi w siłę sąsiadami, przesądzała o tym, że po raz kolejny w polskich dziejach wybór właściwej polityki obarczony był ryzykiem popełnienia błędu o skutkach mogących tragicznie odbić się na losach narodu, choć mało kto przewidywał, że będą one aż tak dotkliwe. Co gorsza, każde rozwiązanie niosło ze sobą liczne zagrożenia i zwłaszcza w drugiej połowie lat trzydziestych skala wyzwań stojących przed polskimi politykami i myślicielami politycznymi osiągnęła rzadkie w dziejach państw europejskich rozmiary. Artykuły prasowe i książki czołowych autorów lat trzydziestych – wspomnianego Bocheńskiego, a także np. Stanisława Cata-Mackiewicza, Władysława Gizberta-Studnickiego, Jana Bobrzyńskiego, Wojciecha Wasiutyńskiego, Ignacego Matuszewskiego i wielu innych – ukazują dyskusję na ten temat prowadzoną na bardzo wysokim poziomie, wielowątkową i erudycyjną. Ich analizy polityczne mogą po dziś dzień stanowić wzór dla publicystów i politologów. Po raz kolejny jednak spór o realizm polityczny, toczony nawet w tak doborowym gronie (choć nie brakowało także znacznie mniej utalentowanych niż wymienieni jego uczestników), nie przyniósł jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jaką formę powinien ów realizm przybrać w ówczesnych realiach. Zaś – jak zwykle przy tego typu dyskusjach – jeszcze inną kwestią była możliwość ewentualnego wcielenia w życie koncepcji szkoły realistycznej, gdyby nawet udało się jej wypracować wspólną konkluzję. Nie należy jednak z tego czynić zarzutu realistom politycznym Drugiej Rzeczypospolitej. Na ogół zdawali sobie oni sprawę z ograniczoności swoich teorii w zderzeniu z praktyką. Nie przekraczali zwykle granicy, za którą maksymalistycznie pojmowany realizm mógł się okazać jeszcze jednym przejawem utopizmu politycznego.

II wojna światowa przyniosła kolejne wyzwania dla polskiej myśli politycznej, której ponownie przyszło formułować koncepcje determinowane przez ekstremalne położenie, w jakim znalazł się naród polski. Najbardziej dyskutowaną decyzją – wojskową i polityczną – tamtych lat pozostaje oczywiście rozkaz o wybuchu powstania w Warszawie. Wzbudził on wiele kontrowersji już w chwili wydania, a potem temperatura sporu tylko rosła. Nie ustał on aż do dziś, a w różnych jego fazach chwilową przewagę zyskiwali bądź obrońcy decyzji o powstaniu, bądź jej krytycy. Nie prowadzili oni dyskusji wyłącznie w kategoriach realizmu politycznego, ale często odwoływali się do tego pojęcia, a przynajmniej rozważali wątki, które ściśle się z nim wiążą. Jednak podobnie jak w XIX wieku, gdy dyskusja o tradycji insurekcyjnej wiązała się ściśle z bieżącą polityką i ówczesnym położeniem narodu, tak po 1944 r. rozważania o powstaniu warszawskim miały nie tylko historyczne odniesienia. Zaczął się bowiem spór o to, jak oceniać rzeczywistość PRL i nowe położenie Polski – a nawet o to, czy zniewolony przez Sowietów kraj może wręcz jeszcze uchodzić za państwo polskie, a nie tylko obcy protektorat. Powróciły przy tej okazji argumenty formułowane w drugiej połowie wieku XIX i na początku wieku XX – dotyczące postawy wobec obcego mocarstwa, które przejęło panowanie nad Polską. Analogii historycznych i argumentów „realistycznych” szukali myśliciele bardzo od siebie często odlegli – doświadczeniem życiowym, poglądami i stosunkiem do komunizmu. Realizm polityczny wypracowany przez publicystów żyjących w PRL miał zatem różne oblicza – od bardzo daleko posuniętego w akceptacji rzeczywistości powojennej stanowiska Aleksandra Bocheńskiego, poprzez ostrożne, ale w wielu punktach krytyczne postulaty Stanisława Stommy czy Stefana Kisielewskiego, po śmiałe, ale też zakładające pewną formę porozumienia się z komunistami koncepcje Mirosława Dzielskiego. Do tego dochodziły także enuncjacje komunistycznych propagandzistów, którzy traktowali argumenty realizmu politycznego wyłącznie w sposób instrumentalny, nie zaś jako próbę zmierzenia się z ówczesnymi realiami – w imię polskich interesów, choćby bardzo różnie definiowanych. Również na emigracji formułowano „realistyczne” programy pogodzenia się z sytuacją, traktowaną zwykle jako na długi czas ustabilizowaną jeśli chodzi o niemożliwość wyrwania się z zależności od ZSRS. Były jednak także stanowiska nie godzące się z takim rozumieniem realizmu politycznego. Najbardziej interesującym pozostaje myśl Józefa Mackiewicza, który za przejaw realizmu uważał całkowitą negację porządku komunistycznego i wystrzeganie się jego akceptacji nawet w niewielkim stopniu. Z całą pewnością nie była to szkoła myślenia dominująca w czasach pierwszej „Solidarności” i przez całe lata osiemdziesiąte, gdy w kategoriach realizmu politycznego próbowano analizować możliwe scenariusze działań dla opozycji. Czyniono z niego uzasadnienie dla unikania konfrontacji z władzą komunistyczną i wystrzegania się stawiania daleko idących postulatów. Interesującą kwestią pozostaje aktualność tej postawy już po zwycięstwie „Solidarności” w 1989 r., zwłaszcza na ile spowolniła ona proces demontażu pozostałości państwa komunistycznego i rozliczania za jego zbrodnie. Nie należy jednak utożsamiać realizmu politycznego wyłącznie z postawą defensywną, odrzucającą śmiałe plany polityczne. O tym, czy skłaniał on do aktywizmu czy bierności, przesądzały wnioski, jakie realiści wyciągali z analizy sytuacji politycznej, wobec której mieli się określić. Niewątpliwie, znacznie częściej bywały one wstrzemięźliwe niż hurraoptymistyczne – i to w oczach jego zwolenników miało przesądzać o jego wyższości nad stawianą w opozycji do realizmu szkołą romantyzmu politycznego, skorą do nieliczenia się z realiami, gdy tylko w grę wchodziły szlachetne hasła i wielkie idee.

Wiem Że trochę za długię