Odpowiedzi

2009-12-21T17:37:53+01:00
W tym roku Boże Narodzenie spędziłem z rodziną.
Moja rodzina bardzo uroczyście przygotowywała się do tego święta. Mama gotuje wszystkie 12 potraw. Ja z tatą i rodzeństwem ozdabiamy choinkę światełkami, łańcuchami, bombkami.
Wieczorem w wigilię wszyscy zbieramy się przy stole, dzielimy sie opłatkiem i życzymy sobie Wszystkiego Najlepszego.Następnie przychodzi czas na wieczerzę wigilijną, a po niej śpiewamy kolędy.Kiedy pojawi się pierwsza gwiazdka na niebie, szukamy pod choinką prezentów.O północy idziemy do kościoła na pasterkę.W pierwszy jak i drugi dzień świąt idziemy do kościoła, a następnie odwiedzamy bliskich, wspólnie gawędzimy i spiewamy kolędy.
Bardzo lubię te święta, bo można miło spędzić czas w gronie rodziny i znajomych

Możesz sobie trochę zmienić;)

Liczę na najlepsze;);*
10 4 10
2009-12-21T17:38:48+01:00
Choinka

Nie można dziś określić nawet w sposób przybliżony od kiedy iglaste drzewko zaczęto kojarzyć z obchodami świąt Bożego Narodzenia. Wiadomo natomiast, że w wielu kulturach i religiach drzewo, zwłaszcza iglaste jest symbolem życia, płodności, odradzania się i trwania. Podejmowano wiele prób biblijnego uzasadnienia wprowadzenia do domów bożonarodzeniowego drzewka, jednak nie znaleziono nigdy bezpośrednich źródeł pisanych, do których można byłoby się odwołać.

Faktem jest, iż na jednym z miedziorytów z roku 1553, obok żłóbka widnieje drzewko jodłowe ozdobione gwiazdą i świeczkami. Następne lata potwierdzają występowanie choinki, nawet w mieszkaniach prywatnych w dniu obchodów Bożego Narodzenia. Zwyczaj te stał się powszechnym w mieszczańskich rodzinach niemieckich, tyrolskich, austriackich promieniując stamtąd, zwłaszcza w wieku XIX, na pozostałe kraje europejskie i pozaeuropejskie. Ważne były, rzecz jasna, ozdoby choinkowe. Im również nadawano głębszy sens. I tak na szczycie drzewka zawieszano gwiazdę symbolizującą gwiazdę betlejemska, w zawieszanych jabłkach widziano echo biblijnego jabłka Adama i Ewy, papierowe łańcuchy rozpoznawano jako okowy zniewolenia grzechowego czy nawet politycznego (w okresie rozbiorów), Oświetlenie choinkowe miałoby wskazywać na Chrystusa, który przyszedł na świat jako „światło dla pogan”. Zaś żywe zielone drzewko miałoby symbolizować

Chrystusa — źródło wszelkiego życia. Warto o tym pamiętać strojąc swoje świąteczne drzewko. A ubiera się je dopiero w wieczór wigilijny. Aby jednak zapalić świeczki, trzeba poczekać na pojawienie się na niebie pierwszej gwiazdy.

Wieczerza wigilijna

Tradycja rodzinnej, uroczystej wieczerzy jest dzisiaj bardzo mocno zakorzeniona w polskich domach. Obyczaj ten zauważono i zapisano już w XVII w., choć przypuszcza się, że był praktykowany już dużo wcześniej. Jego istotnym elementem jest zachowanie postu. Wieczerzę poprzedza przygotowanie choinki, jak też domowej szopki. Pod białym obrusem kładzie się kilka kłosów siana (symbolika szopki betlejemskiej). Do stołu zasiada się po ukazaniu pierwszej gwiazdy na niebie. Uczestnicy kolacji dzielą się białym opłatkiem, składają życzenia, wybaczają wzajemne urazy. Przyjęło się pozostawienie wolnego nakrycia przy stole dla ewentualnego gościa lub też symbolicznie dla Chrystusa. Były i są różne przesądy dotyczące ilości i zawartości potraw wigilijnych. Najczęściej podaje się zupę rybną czy migdałową, barszcz, potem grzyby z kapustą, ryby gotowane lub pieczone (najczęściej karp w szarym sosie), kluski z makiem, kompot z suszonych owoców, itd. Na ogół przygotowuje się 7,9 względnie 12 potraw. We wschodnich regionach obowiązkowo podaje się kutię(gotowaną pszenicę lub jęczmień z miodem, orzechami i migdałami). Po skończonej wieczerzy śpiewa się kolędy i obdarowuje prezentami.

Opłatek

Wigilijny zwyczaj łamania się opłatkiem należy do najtrwalszych i najżywszych tradycji Bożego Narodzenia. Dzielenie się opłatkiem, choć niekoniecznie w Wigilię, praktykowali już najwcześniejsi chrześcijanie — otrzymywali go ci, którzy nie byli na mszy. Od dawna, tuż przed wieczerzą, łamano się opłatkiem z członkami rodziny, służbą, kolędnikami i oczywiście duchami przodków. Nawet zwierzęta gospodarskie dostawały opłatek od swego gospodarza.

Nie ma solidnego studium, które wskazałoby kiedy i w jakich okolicznościach ta tradycja zakorzeniła się w Polsce. Najstarsza wzmianka źródłowa pochodzi z końca XVIII wieku. Dzisiaj jest to już wyłącznie polski zwyczaj, którego najważniejszym przesłaniem jest pojednanie. Dzieląc się opłatkiem składamy sobie życzenia dobra wszelakiego, zapominamy o urazach, wybaczamy winy.

Kolędy

Wyraz kolęda pochodzi od łacińskiego słowa „calendae”, oznaczające pierwszy dzień miesiąca. W starożytnym Rzymie uroczyście obchodzono szczególnie calendae styczniowe, kiedy to konsulowie prawnie obejmowali swój urząd w całym imperium rzymskim. Przy reformie kalendarza (46 r. przed naszą erą), zadekretowanym przez Cezara Juliusza (stąd „kalendarz juliański”) potwierdzono 1 stycznia jako początek roku administracyjnego. W Rzymie obchodzono to bardzo uroczyście. Odwiedzano się, obdarowywano podarkami, śpiewano okolicznościowe pieśni. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa zwyczaje te stopniowo powiązano z początkiem rachuby nowego czasu „nowej ery”, czyli narodzin Chrystusa. Kolęda w Polsce oznacza przede wszystkim pieśń religijną, związaną tematycznie z narodzinami Chrystusa. Najstarsza polska kolęda „Zdrów bądź królu anielski” pochodzi z 1424 roku, choć sam termin kolęda utrwalił się dopiero w XVII w. W okresie tym powstawało wiele pastorałek i kolęd. Inne śpiewali zakonnicy, inne arystokracja, mieli też swoje kolędy kupcy i pozostałe stany. Niektóre kolędy autorskie znane są do dziś: „Przybieżeli do Betlejem pasterze” i „Przy onej górze” J. Żabczyca, „Bóg się rodzi” F. Karpińskiego, „Mizerna, cicha” T. Lenartowicza. Jednak kolędy powstawały też dzięki twórcom anonimowym. Tłumaczono je z łaciny czy z języków krajów sąsiedzkich. Jakkolwiek większość kolęd powstała w łonie kościoła katolickiego, nie brak jednakże kolęd luterańskich, kalwińskich czy husyckich. Kolędy są zjawiskiem kulturowym, zwłaszcza w Polsce, gdzie ilość znanych i opisanych kolęd osiąga liczbę ponad pół tysiąca.

Prezenty gwiazdkowe

Powszechna praktyka wzajemnego obdarowywania się prezentami (zwłaszcza dzieci) związana była pierwotnie z kultem i życiorysem św. Mikołaja, biskupa diecezji Bari (Włochy), wielkiego jałmużnika żyjącego w IV wieku. Jego niezwykła hojność, troska o biednych, stały się symbolem i uosobieniem miłości każdego bliźniego. Właśnie w okresie świąt bożonarodzeniowych znalazła swoje logiczne uzasadnienie i to już w średniowieczu. Dzisiejszą tradycję wręczania świątecznych prezentów zawdzięczamy Marcinowi Lutrowi, który w 1535 roku domagał się, aby protestanci zaniechali zwyczaju „św. Mikołaja”, a prezenty dawali swoim dzieciom jako dar samego „Dzieciątka Jezus”. Z czasem wszystkie kraje chrześcijańskie, także katolickie przyjęły tę praktykę. Jednakże ślad dawnej tradycji biskupa — św. Mikołaja nadal rozpoznajemy w postaci tzw. gwiazdora ubranego w szaty biskupie, z mitrą i pastorałem, względnie nazywanego wprost Santa Claus (kraje anglosaskie) czy Sinterklaas (Holandia). To on w wigilię Bożego Narodzenia przynosi nadal prezenty, to dzieci nadal ze swoją dziecięcą wiarą piszą do niego listy.

Hociaż takie coś mam wiem może to nie to co potrzebujesz ale ważne że jest...

lub takie coś

Pamiętam to jak dziś… To było tuż po świętach Bożego Narodzenia. Kiedy wróciliśmy do szkoły, zastaliśmy nowego ucznia. Nazywał się Bernard Sieger i nie od razu przypadł nam do gustu. Wszyscy odczuwaliśmy zazdrość, gdyż Bernard przyjechał ze stolicy, a większość z nas nigdy nie widziała nic poza Klerykowem. Na jego temat krążyły najróżniejsze plotki.
Po przyjeździe do naszej szkoły Sieger natychmiast został otoczony specjalną „opieką”. Pilnowano go na każdym kroku. Do dziś pamiętam jak wyglądał człowiek, który potrafił paroma zdaniami trafić do mojej duszy i do serca. Rysy jego twarzy nadawały wyrazistość, a oczy były barwy nieokreślonej – niczym woda. Patrzyły spokojnie, ale ze szczególna uwagą. Na jego twarzy często malował się obraz „uprzejmej drwiny”. Sieger był naprawdę bystry i szybko się uczył. Oczytany w literaturze, inteligentny… Na początku zabraniano mu uczęszczać na lekcje języka polskiego, jednak po miesiącu dostał zezwolenie.
I właśnie na lekcji języka polskiego, na którą po raz pierwszy przyszedł Sieger zmieniło się moje postępowanie i myślenie, w stosunku do i o mojej ojczyźnie. Wtedy właśnie zrozumiałem, że mimo usilnych prób rusyfikacji zawsze byłem, jestem i będę Polakiem. Nikt ani nic tego nie zmieni. Na lekcjach języka polskiego zwykle czytaliśmy polskie wiersze i tłumaczyliśmy na rosyjski. Było to niezwykle nudne, więc każdy miał nadzieje, że to nie będzie on, ktokolwiek, byle nie on… Tego pamiętnego dnia było tak samo. Ale tym razem nieszczęśnikowi na którego padło udało się wykręcić od zadania, kiedy to oznajmił profesorowi, że mamy w klasie nowego ucznia. Profesor Sztetter, chcąc sprawdzić umiejętności „nowicjusza” nakazał mu przeczytać i przetłumaczyć na rosyjski wiersz „Pająk”, który aktualnie analizowaliśmy. „Nowy” zaczął czytać, tłumaczyć i omawiać kilka pierwszych strof wiersza pod względem gramatycznym i logicznym. Kiedy Sieger zakończył zadanie, prof. Sztetter zapytał czy Sieger potrafi wyrecytować coś z pamięci. Gdy Bernard odpowiedział, że tak, prof.. Sztetter nakazał mu powiedzieć pierwszą rzecz która przyjdzie mu do głowy. Sieger wyszedł z ławki i stanął na środku sali. Namyślał się chwile, po czym zaczął mówić. Już po paru jego słowach widać było, jak bardzo trafiły one do osób przebywających w klasie… Słysząc te słowa Sztetter usiłował uciszyć Siegera, ale ten nie umilkł. W klasie – jak nigdy dotąd – zapanowała niewyobrażalna cisza. Spojrzenia wszystkich skierowane były na mówcę. Sieger mówił cicho i spokojnie, jednak każde słowo przebijało me serce i mą duszę, niczym strzała wystrzelona z łuku. Miałem dziwne wrażenie, że gdzieś już słyszałem te słowa, już słyszałem „Redutę Ordona”, słyszałem.. Tylko gdzie? Od Kogo? Zamknąłem oczy…
Tak, to był ten sam utwór, który przed laty recytował mi starzec Noga. Z każdym słowem czułem wewnętrzne drżenie mojej duszy. Czułem, że próbowano odciąć mnie od mej ojczyzny, usiłowano wmówić mi coś, co nie jest prawdą, oczernić i pogrążyć w moich oczach mą ojczyznę i mych rodaków. Teraz coś we mnie drgnęło. Teraz już wiem kim jestem i kim zawsze będę. „Reduta Ordona” wzbudziła ten dziwny dreszcz nie tylko we mnie. Kiedy spojrzałem na prof. Sztettera… Miał przymknięte powieki – jak zawsze, jednak teraz… Teraz, wypływały z nich łzy wzruszenia, łzy bólu i nadziei… Już nigdy nie zwątpię w moja ojczyznę – póki żyją Polacy, żyje i Polska.

tylko pozmieniaj trochę imiona i treść
8 3 8