Odpowiedzi

2009-12-24T21:22:01+01:00
Rok szkolny powoli i nieustannie powolnym tępem zaczynał się kończyć. Moje marzenia dotyczące wakacji zabierały koloru, ponieważ moja mama i tata mieli całe wakacje wolne. Zaplanowaliśmy, że całe wakacje przeznaczymy na soędzenieze sobą. Formą odpoczynkubyły wczasy nad jeziorem, które znajdowało się nieopodal mojego miasteczka. Przygotowania trwała jużod ponad 2 tygodni
Tata szalał, ponieważnie mógł znaleźć swojego harcerskiego namiotu z czasów PRL. Uwielbiał go,ponieważ przypominały mu o jego najlepszych chwilachw życiu - poznanie mamy nad morzem Bałtyckim. A teraz wróćmy naziemię. Mama prasowała,pakowała walizki, gotowała jedzenie i kupowała kosmetyki w pobliskich sklepach osiedlowych. 2 tygodnie wlękły się jak ślimak, lecz jakoś minęły.Podróż mineło bardzo szybko i mił, opnieważ trwała około 15minut taty samochodem. Gdy zajechaliśmy było południe i mama podała obiad. Po zjedzeniu zaczeliśmy rozkładać "starożytny namiot". Szybko się z tym uwineliśmy i mieliśmy wolny czas dla siebie. Opowiadaliśmy śmieszne a zarówno ciekawe historie i graliśmy w bingo. Po południu poszliśmyna wycieczkę do lasu. Gdy zbieraliśmy jagody zauważyliśmy wielkiego i strasznego niedźwiedźia gryzli. Nagle zaczął biec w naszą stronę. Moje serce za marło. Pamiętałam,że niedźwiedzie biegną za tym co sięporusza,więc się nie ruszałam. Okazało się że niedźwiedź biegłw kierunkusowich małych. Przestraszenii wróciliśmy do namiotu.Opowiedzieliśmy to mamie, a ta nie mogła uwieżyć. Nadeszła pora kolacji i mampodała pasztet z chlebem. Zjadłam z apetytem i położyłam się. Nie mogłam spać i nagle cośobok namiotu zaszeliściło. Znów mojeżycie wisiało na krawędzi.Okazało się że był to leśniczy,który chciał zobaczyć jak nam się biwakuje.
Po 2 miesiącach wróciliśmy do domu. Nigdynie zapomnę tych wspaniałych a zarazem strasznych wakacji
2009-12-24T23:17:27+01:00
Zdarzyło się to 2 lata temu. Byłem wtedy z rodziną na wakacjach- tych wymarzonych, wybłaganych. Pojechaliśmy wtedy do Ameryki, do Santa Barbara, gdzie mieszka moja ciocia. Zapowiadało się rewelacyjnie. Nowe miejsce, nowi znajomi, nowe otoczenie- byłam w siódmym niebie! Od razu znalazłam przyjaciółkę, Samantę. Tak wiele nas połączyło! To ona przedstawiła mi Santa Barbara, a także pojechała ze mną i moimi rodzicami do Hollywood. No właśnie, Hollywood- marzenie każdej nastolatki, ale cóż, dla mnie stało się koszmarem...
Był to nasz drugi dzień pobytu w tym mieście. Super, wybraliśmy się na pchli targ. To taki targ jak u nas, w Polsce, tylko że o wiele, wieele większy. Oczywiście rzuciłam się w wir zakupów. Dostałam od rdziców 300 dolarów, no więc postanowiłam zaszaleć. Nakupowałam mnóstwo rzeczy, w tym prezenty dla polskich przyjaciół. Nagle spostrzegłam, że rodziców ani Samanty nigdzie nie ma. -Czemu ja nigdy nie mogę być obok mamy, i trzymać jej za rękę- myślałam wściekła na siebie. Mogłam chociaż trzymać się Samanty- ale nie! Cóż tu dużo mówić, ogarnęła mnie panika. A co za tym idzie, w moim przypadku- atak astmy. Tak już mam, że zawsze gsy się dnerwuję albo panikuję dostaję ataku. A teraz, nowe miejsce- kto mi pomoże? -Help, help- zaczęłam wołać. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli, napewno nie rozumieli co się dzieje. No ale skąd mogli wiedzieć. Moja angielszczyzna nie jest doskonała. Wiedziałam że rodziców nie ma, a myśl ta spowodowała natężenie się choroby. I to tyle co pamiętam.
Obudziłam się następnego dnia w szpitalu. Obok, na łóżku siedziała zapkłakana mama i patrzyła na mnie ze łzami w oczach. Okazało się, że tego fatalnego dnia zemdlałam. Liczyła się każda sekunda, a rodzice zaczęli się niepokoić, kiedy spostrzegli, że mnie nie ma. Biegali po targu, i wypytywali ludzi czy nie widzieli szatynki z niebieskimi oczyma. W końcu znaleźli mnie zemdlałą na kamieniach podłoża. Była obok mnie starsza kobieta, która oczywiście wezwała już karetkę. Ta przyjechała minutę po przbyciu rodziców.
-Mamo, ja przepraszam, to moja wina- powiedziałam słabym głosem.
-Ciiiii- odpowiedziała mama i pogłaskała mnie po głowie. -Najgorsze już za nami. Musisz jednak spędzić jeszcze dwa dni w szpitalu. Gdy już wyjdziesz, nadrobimy zaległości, nie możemy przecież dopuścić, aby z Ameryką kojarzyły się nam jedynie złe wspomnienia.
-Tak, masz rację- uśmiechnęłam się.
I rzeczywiście, mama miała rację. Ostatnie dni w Santa Barbara były cudowne. Mimo iż omało nie straciłam życia, nie nauczyło mnie to ostrożności. Mama powiedziała, że to dobrze, bo nie wyobraża sobie grzecznej mnie. Mimo tego 'małego incydentu' z Ameryką wiążą mnie dobre wspomnienia.