Odpowiedzi

2009-12-27T18:53:09+01:00
Odkąd pamiętam, rodzice zawsze wmawiali mi, że będę KIMŚ. Nigdy nie zwracałam uwagi, co to jest to „Kimś”. Ponoć „Kimś” zaczęło się urzeczywistniać już w podstawówce.8bitych lat średnia powyżej 5.0, konkursy, olimpiady, zawsze wysoko. Wzorowa uczennica, wzorowa obywatelka i córka ambitnych rodziców. Ambicje rodziców wobec mnie od zawsze przewyższały moje własne ambicje wobec siebie samej. Opatrzność rodzicielska torowała ułożony pas startowy. W rzeczywistość dla mnie nierzeczywistą. Papierosy, alkohol i imprezy zawsze kolidowały z matczyno-ojcowską ideą idealnej mnie. W średniej szkole zamiast nieśmiałych pocałunków na potańcówkach, ja spełniałam się w wyobrażeniu moich rodziców z lekturą Joyca u wezgłowia.

Po szkole średniej, oczywiście prawo, bo zawód lekarza zbyt niepewny w niepewnym kraju. Na studiach, a jakże inaczej, na najlepszym uniwersytecie w kraju, nie jestem przystosowana do życia studenckiego, gdzie imprezy w szkole średniej (na których nie byłam), stanowią prolegomenę do takiego życia. Pierwszy pocałunek prawie zaliczam na właśnie takiej imprezie. Zamiast skupić się na zmysłowym zabiegu ust, ja widzę w wyobraźni patrzących na mnie rodziców. Pasuje, uciekam. Wstyd zapijam w domu winem. Czuję się winna. Mieszam winę zmieszaną winem w paragrafach prawa karnego rodziców.

Na ostatnim roku poznaję mężczyznę, który jest w stanie stawić czoła idei mężczyzny mojego życia. eM, nie do końca podoba się rodzicom. eM ma 34 lata, jest doktorem prawa, a do tego wziętym adwokatem po rozwodzie, bez dzieci. Czuję się wreszcie jak kobieta. Rodzice naciskają na mnie, w imię mojej cnotliwej samotności, abym zostawiła eM. Heteronomia rodziców pierze mi życie w detergencie przyzwoitości. Przyzwoitość w wieku 24lat? eM znika z mojego życia. Detergent rodziców poradził sobie z plamami moich uczuć.

Kończę prawo z wyróżnieniem. Za namową (wmową?) rodziców wracam do rodzinnego miasteczka. Rodzice z radości kupuję mieszkanie, drzwi w drzwi naprzeciw swojego własnego gniazdka. Aby pewnie obserwować czy ptaszek sobie radzi. Ptaszki po prawie zawsze sobie radzą, ale rodzice mają inną definicję „sobieradzenia”. Dostaję się na aplikacje. Nigdy się nie całowałam. Mam dobrą pensję. Nie opłaca mi życia uczuciowego. Abonament na miłość w moim życiu wykupili w całym pakiecie rodzice. Kanały HBO gratis. Na kanałach erotycznych Klan i Na wspólnej. Ojciec trzyma pilota.

Doktoryzuje się - pomysł mamy. Dojeżdżam z miasteczka (town) do miasta (city). Między aplikacją, doktoryzacją, chodzę do teatru, kina i znów kupuję Cosmo. Seks to jednak musi być coś wspaniałego, myślę po każdej lekturze magazynu. I ponoć mężczyzna nie zawsze musi patrzeć w oczy. Czasem ponoć może patrzeć w kobietę przez kobiecość. Empiryczne językoznawstwo. Niesamowite, jest na to jakiś paragraf? W prawie upadłościowym. Sens życia z dłońmi na kołderce. Mam zajęcia z eM. Rozhabilitował się już nawet. Chciałabym, aby mnie rozhabilitował. Podkołdernie, rzecz jasna.

Seks to super kwestia w życiu i jeśli się ją źle odegra, to zawsze już się będzie miało niedograne życie.Metodologie nauk prawnych zaliczam u eM. Egzamin dla mnie bardzo erotyczny. W każdym słowie eM uwypuklam semantyczne pasje. Już dawno go wzrokiem rozebrałam. I choć są inni doktoranci na egzaminie, to ja czuję się z eM immanentnie. Jego gesty, kanalizuje w wyobraźni jako dotyk mojego ciała. Jego dotknięcie skroni, w mojej głowie jest dotknięciem mojego sutka. I choć to egzamin, a dura lex, sed lex, to ja czuję w sobie niesamowite podniecenie. Mimika twarzy eM, mogłaby dać mi więcej ciepła miedzy nogami. W intymności najintymniejszej, zamkniętej w imaginacji pasa cnoty założonego mi przez rodziców. Koniec. Zdałam. Zdążę na pospieszny o 17:15 do miasteczka (town).

Jestem „KIMŚ”, rodzice o to zadbali. Ja jako już ktoś, wracam do mieszkania. Powrót jak każdy inny. Powroty do pustego mieszkania są zawsze taka samo przygnębiające, niezależnie od tego czy się jest KIMŚ czy nieKIMŚ. W pustce powrotów do domu zawsze odczuwa się niebezpieczny chłód. Stąd klamki w drzwiach samotnych mieszkań są niesamowicie zimne. Transcendencja chłodu pustego mieszkania zarzuca swoje transcendentne zimno już na wiele metrów przed głównymi drzwiami. W moim beznadziejnym przypadku chłód drzwi bije od mojego pustego mieszkania do pustki życia rodziców. Drzwi naszych mieszkań są w końcu vis a vis.

W zimnie tworzą się najróżniejsze stany patologiczne. W sensie jak najbardziej biologicznym. Stąd też moja diagnoza na koniec studiów, wycedzona przed usta młodej pani ginekolog:
- Jest źle, trzeba porobić badania,
- Bardzo źle – dopytuje
- Nie, nie będzie tak źle.
Badania? mi? Tam? Przecież badania tam miał mi robić tylko eM... Drugi nowotworowy morderca kobiet – rak, wkradł się w moje życie szybciej niż miłość.Profanuje moje ciało. Rodzice wspierają, młoda pani ginekolog daje ogromne szanse. Do końca nie jestem przekonana czy mi czy czerwonemu intruzowi. Robi sobie cham czerwoną planetę z mojego ciała. Bycie „Kimś” przestaje mieć znaczenie. Brak eM przy mnie teraz jest najistotniejszy, a realizmu faktu – najokrutniejszy.

Nie ma sensu mówić śmiertelnie choremu, że mu współczujemy. Dla śmiertelnie chorego empatia nie istnieje. Śmiertelnie chorego grzebie się mentalnie za życia. Nie wiem czy moi rodzice bardziej cierpieli z powodu utraty mnie czy z powodu zagłady własnych ambicji. Moje cierpienie eskaluje się z dnia na dzień. Nie wiem czy z choroby czy z braku własnego życia. Przez całe życie myślałam, że jeśli tylko się spełnię w rodzicielskich marzeniach o byciu „KIMŚ”, to rodzice mnie rozgrzeszą i wreszcie będę na swoim. Pod każdym względem. Zrozumieją, że mam własną wolę, a że szczęście najpewniej inwestować w drugiej istocie. Własne szczęście utorowało sobie drogę samo. We mnie. W intruzie. Zaczątku mojego końca. Chemia i całe inne męczeństwo nie trwa długo... Rodzice wpychają mnie do grobu z moim „KIMŚ”, które nie było nigdy niczym więcej niż spełnioną ambicją w kompleksie moich rodziców.