Odpowiedzi

Najlepsza Odpowiedź!
2009-12-31T12:29:28+01:00
Wracałam do domu. Mijał kolejny dzień. Kolejny dzień szkoły, lekcji i... jego.

Jakże denerwujące było to uczucie na każdej lekcji, to zniecierpliwienie! Po prostu musiałam choć raz na jakiś czas na niego zerknąć, bo chyba bym oszalała. I to, jak nagle przyspieszało moje serce, kiedy go widziałam, gdy słyszałam jego imię, albo jego głos! Kiedy pani wybierała go do odpowiedzi, albo gdy miał przeczytać zadanie domowe. Zawsze wtedy miałam wrażenie, że moje serce zaraz wyskoczy, tak szybko biło. Na samą myśl o tym przechodziły mnie ciarki. Jakże ja go uwielbiałam! Gdy tak rozmyślałam, musiałam przerwać, bo nadjechał autobus. Jak co dzień, wsiadłam do niego i zapragnęłam być już w domu. Byłam taka głodna! Lecz gdy autobus się zatrzymał na moim przystanku, czekała na mnie mała niespodzianka. Może niekoniecznie na mnie, ale szczęśliwym trafem znalazłam się w dobrym miejscu i dobrym czasie. Moje serce zatrzepotało radośnie. Może w szkole nie odważyłabym się powiedzieć Ksawerowi, jak bardzo go lubię, ale tutaj... To zmienia postać rzeczy. Spytałam:

-Ksawery? Co ty tu robisz?

-Klama(Tak mnie nazywali a mam na imię Klementyna - jakże ja nie nawidze tego imienia nie mogli mi dać na imię Ola albo Karolina)? A co ty tu robisz? - odparł. - Ja idę do kolegi, ale nie umiem znaleźć ulicy Sezamkowej.- Mógł mi dać mapę, albo coś-. Nie wiesz może, gdzie to jest?
-Tak, wiem, bo na niej mieszkam i właśnie tam idę. Mogę ci pokazać, gdzie to jest.
Juuuupiiiiii! Moje serce biło teraz tak szybko, że nie umiałam wychwycić momentu uderzenia. No cóż, spotkałam Ksawerego i co dalej? Jak mu to powiedzieć? Eh, wpojenie to naprawdę straszna rzecz. Wcale nie ułatwia życia, tylko je dodatkowo utrudnia. Po raz setny w swoim życiu zapragnęłam przestać być wilkołakiem...

-Daleko jest ta ulica? - spytał się Ksawy, a moje serce na dźwięk jego głosu stanęło na chwilę, po czym jeszcze bardziej przyspieszyło, o ile to w ogóle możliwe.

-Nie. Jakieś 5 minut stąd - odparłam, zdając sobie sprawę, że mam niewiele czasu.

Jedno wiedziałam na pewno. Nie powinnam zaczynać od tego, że jestem wilkołakiem. Najpierw powinnam powiedzieć, co czuję, ale to nie ułatwiało mi zadania. Chciałam, żeby wiedział. Żeby wiedział dosłownie o wszystkim. Główkowałam, jak zacząć, ale on ułatwił mi zadanie, jakby czytał mi w myślach.

-Mogłabyś powiedzieć mi, dlaczego na każdej lekcji zerkasz na mnie co najmniej trzy razy?

Mówiąc to zatrzymał się. Dzięki ci, Ksawery , pomyślałam, ponieważ byliśmy już prawie na Sezamkowej. Staliśmy na ścieżce, która wiodła przez pole i otoczona była wysokimi trawami. Zastanowiłam się co odpowiedzieć. Przez głowę przemknęła mi myśl: "Bo jestem w tobie zakochana", ale nie mogłabym tak mu odpowiedzieć.

-Bo... eee... ten, no... wiesz... bardzo cię lubię... i w ogóle...

Jąkałam się tak bardzo, że Ksawery pewnie musiał się powstrzymywać, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Jak ktoś mógłby mnie polubić? Jestem taka gadatliwa, ale tak strasznie się jąkam...

-Wiesz, ja też cię lubię - powiedział spuszczając wzrok, aby nie patrzeć mi w oczy.

Dlaczego? Dlatego, że kłamał i nie chciał, żebym to odkryła? Zabrzmiało to raczej szczerze...

-Naprawdę? I nie przeszkadza ci moje nieustanne gadanie? - byłam tak zdziwiona, że nawet się nie jąkałam!

-Nie... Lubię ludzi, którzy dużo mówią. Gaduły zazwyczaj trzymają się razem, nie?

-Jakoś nie zauważyłam, żebyś dużo mówił.

Nie wiedział co odpowiedzieć, milczał przez chwilę. Po chwili spojrzał mi w oczy i powiedział:

-Bardzo cię lubię. Naprawdę. I choć pewnie o tym nie wiesz, w szkole patrzę na ciebie cały czas, kiedy ty nie patrzysz się na mnie - w jego oczach było tyle szczerości, że nie miałam wątpliwości.

To, co powiedział, było szczerą prawdą. Ale oprócz szczerości zauważyłam w nich też... co? Czułość? Miłość? Nie potrafiłam tego określić, ale gdy tak patrzyliśmy sobie w oczy, pomyślałam, że ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Jego cudowne, granatowe oczy wpatrujące się we mnie. Jego brązowe włosy, lekko kręcące się na końcach, sięgające mu do ramion. Był taki piękny i stał przede mną. Jeszcze lepiej, wpatrywał się we mnie! To było niesamowite. I wtedy, nie zastanawiając się nad tym co robię, szepnęłam:

-Kocham cię.

A on, ku mojemu największemu zdziwieniu, odparł:

-Ja ciebie też.

-Muszę już iść. Zresztą, ty pewnie też - powiedziałam.

Znów, nie zastanawiając się nad tym, co robię, kierując się jakimś dziwnym instynktem, chwyciłam go za rękę i uśmiechnęłam się do niego, a on, lekko zdziwiony, odpowiedział mi jeszcze szerszym uśmiechem. Szliśmy, trzymając się za ręce, aż do zakrętu, kiedy to musiałam go puścić, bo mama mogłaby mnie zobaczyć z okna.

-Pod jakim numerem mieszka ten twój kolega? - zapytałam.

-Trzynaście f - odparł Mieszko.

-To ten sam szereg, w którym ja mieszkam! F,,... To chyba przedostatni z szeregu. Ja mieszkam w pierwszym. Do zobaczenia jutro w szkole! - krzyknęłam radośnie, nie mogąc się doczekać i jednocześnie otwierając furtkę.

Przez całe popołudnie myślałam tylko o jednym. Ksawery . Wreszcie powiedziałam mu co czuję,

lepiej, użyłam słów "kocham cię", a on odpowiedział "ja ciebie też"! I na dodatek jutro w szkole miałam znów go zobaczyć! Została już tylko jedna kwestia, która może okazać się największym kłopotem. Jak mu powiedzieć, że jestem wilkołakiem, tak, żeby, po pierwsze, mi uwierzył. Po drugie, nie przestraszył się. Po trzecie, nie przestał mnie lubić. Oh, jak bardzo pragnęłam być zwyczajną dziewczyną! Co prawda, zmienianie się w wilka czasem jest naprawdę fajne, ale... Trochę to męczące.



Gdy obudziłam się następnego ranka, pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy było imię.

Ksawy. Miałam wrażenie, że wszystkie wydarzenia poprzedniego dnia były tylko pięknym snem. Ale, gdy dotarłam do szkoły i usiadłam pod salą z polskiego, zastanowiłam się nad tym. Gdyby to był tylko sen, to czy to, że spóźniłam się na obiad i musiałam tłumaczyć się spóźnionym autobusem, też było tylko snem?

Moje rozmyślania przerwały kroki na schodach. Zerknęłam pospiesznie na

zegarek. Od mojego przyjścia do szkoły minęły dopiero dwie minuty. Nigdy nikt tak wcześnie nie przychodził. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam na schodach, były brązowe włosy. Po chwili zobaczyłam też granatowe oczy i resztę twarzy.

-Ksawery! Co dzisiaj tak wcześnie? - krzyknęłam.

Prawdę mówiąc, choć zachowałam zwyczajny wyraz twarzy, moje serce biło jak oszalałe, a całą mnie wypełniała bezgraniczna radość.

-Przyszedłem dziś wcześniej. Miałem nadzieję, że o tej godzinie już będziesz. Nie mogłem doczekać się, kiedy cię znowu zobaczę.

Gdybym była teraz pod postacią wilka, zawyłabym z radości. Gdy to pomyślałam, przypomniało mi się, co miałam powiedzieć.

-Przyszłam dwie minuty temu. Masz świetne wyczucie czasu. I... chciałabym ci o czymś powiedzieć.

-O czym? - zapytał, siadając obok mnie. Moje serce przyspieszyło.

-Po pierwsze, czy czytałeś "Zmierzch"?

-Tak. Wszystkie części - powiedział, spuszczając oczy. Dostrzegłam się w jego głosie nutkę zażenowania.

-To świetnie! Zanim ci o czymś powiem, obiecaj, że nie przestraszysz się i nie uciekniesz, zanim ci wszystkiego nie wytłumaczę.

-No, obiecuję.

Wstałam, spojrzałam mu w oczy. Gestem nakazałam mu siedzieć. Rozejrzałam się po korytarzu, nikogo nie zauważyłam. Skupiłam się lekko, po czym przechyliłam się do przodu. Pojawiła się wokół mnie srebrzystoszara poświata. Moje ręce dotknęły podłogi. Poświata zniknęła. A ja byłam już wielkim, złotym wilkiem o długiej, gęstej i błyszczącej sierści, wielkich, brązowych oczach i radośnie merdającym ogonie. Ksawy wpatrywał się we mnie z zafascynowaniem. Zrobiłam krok w jego stronę, a on wyciągnął rękę. Pogłaskał mnie pod brodą i podrapał za uszami, jak psa. Muszę przyznać, że zdziwiła mnie jego reakcja. Jeszcze szybciej zamerdałam ogonem, zbliżyłam się do niego, po czym polizałam go swoim wielkim jęzorem. Znów jak pies. Dopiero teraz zauważyłam, ile wilki mają wspólnego z psami. Moim wyczulonym słuchem usłyszałam, jak ktoś dwa piętra niżej wchodzi do szkoły. Odsunęłam się od Ksawerego. Znów lekko się skupiłam i pojawiła się poświata. Podniosłam przednie łapy do góry, a gdy całkowicie się wyprostowałam, byłam już człowiekiem.

-To jest... niesamowite! - krzyknął Ksawery, moim zdaniem, odrobinę za głośno.

-Ciszej, ktoś idzie... gdybym wiedziała, że tak zareagujesz, powiedziałabym ci już wcześniej!

-Serio? Wiesz, masz śliczny kolor sierści.

-Naprawdę? Dzięki. Wiesz, dlaczego tak ważne było, abym powiedziała ci o tym, kim jestem tak wcześnie?

-Nie mam pojęcia.

-To dlatego, że... Masz dość dziwny zapach i... też jesteś wilkołakiem. A przynajmniej będziesz i sądząc po intensywności tego zapachu, już niedługo.

-Wow! To super!

-Widzisz, mam też prawo przypuszczać, że dołączysz do mojej sfory, ponieważ w pozostałych trzech jest po dziewięć wilków, a u mnie jest tylko siedem.

-TWOJEJ sfory? Jesteś Alfą?

-Tak... Muszę nią być, bo jestem dwuwilkiem. Oznacza to, że... - przerwałam, bo usłyszałam kroki na schodach.

No tak. Tego mi tylko brakowało. Olek. Mam nadzieję, że jeśli on znowu będzie chciał zrobić z moich włosów szopę, Mieszko mnie obroni.

-Witaj Królowo Klementyno - powiedział Olek.

-Tylko nie to... - odparłam.

-O co chodzi? - spytał Ksawy.

-Zaraz zamiast prostych włosów znów będę miała kręcone...

Olek uśmiechnął się złośliwie i zbliżył się, żeby mnie rozczochrać.

-Nie waż się jej tknąć! - krzyknął Ksawery.

Wstał i stanął przede mną.

-Bo co mi zrobisz "Lalusiu" ?

-Coś co dla ciebie byłoby niemiłe...

-ale się boję - droczył się z nim Olek -

-Spotkajmy się po lekcjach w Sali nr 20, będziemy siłowali się na rękę. Jeżeli przegram to będziesz mógł MOJEJ DZIEWCZYNIE - na dźwięk tych słów moje serce zatrzepotało radośnie - mierzwić włosy ile będziesz chciał. A gdy wygram to jej nigdy nie dotkniesz - I znów moje serce zaczęło bić "pełną parą".

-Ha! Przecież to oczywiste, wygram na pewno - odparł i poszedł sobie.

Gdy byłam pewna, że nas nie usłyszy, szepnęłam do Ksawerego:

-Jesteś pewny, że wiesz, co robisz?

-Olek jest wielki, ale słaby. Gdybyśmy mieli się bić, pewnie bym przegrał. Ale słyszałem, że Witek wygrał z nim na rękę i sądzę, że i mnie się to uda. Poza tym, powiedziałaś, że też będę wilkołakiem, - wydało mi się, że przy wypowiadaniu tego słowa usłyszałam w jego głosie radość - więc nie będę miał z nim problemu, nie?

-Hmm... może. Mam nadzieję, że ci się uda. Będę trzymać za ciebie kciuki.

-O czym to mówiliśmy zanim nam przerwał?

-Oh. O dwuwilkach. Na czym to ja skończyłam... A, tak. To, że jestem dwuwilkiem, oznacza, że moi oboje rodzice byli wilkołakami. Dwuwilki są rzadkością, więc zostają one Alfami. Jeszcze nigdy nie było dwóch w jednej sforze.

-A jak sądzisz, ja jestem zwykłym wilkiem, czy dwuwilkiem?

-Hmm... Pachniesz tak intensywnie... może... - miałam ogromną nadzieję, że jest zwykłym wilkiem, bo wtedy byłby w mojej sforze - sama nie wiem... Zobaczymy.

Wtedy musieliśmy przerwać rozmowę, bo przyszła Marta, a zaraz za nią Marysia. Po kilku minutach przyszli też Karolina i Witek, którzy krzyczeli na Olka, że nie poczekał na nich i nie jechali razem autobusem. Wszystko wydawało się takie zwyczajne, takie, jak zawsze. Jednak wiedziałam, że we mnie coś się zmieniło. Coś bardzo ważnego. Właśnie zastanawiałam się nad tym, gdy Ksawy przerwał mi, pytając się:

-Usiądziemy razem w ławce?

-Przecież nie można zmieniać miejsc - odparłam.

-Już ja coś wymyślę.

Miałam wielką nadzieję, że ma jakiś plan. Chciałabym z nim siedzieć, szczególnie, że niedługo stanie się wilkołakiem i będąc blisko niego mogłabym szybko zareagować.

Gdy zadzwonił dzwonek i przyszła pani, weszłam do klasy, zerkając jednocześnie na Mieszka. Uśmiechnął się do mnie i, wiedząc o moim super słuchu, powiedział tak cicho, jak to tylko możliwe:

-Nie martw się. Mam świetny plan.

Gdy tylko zaczęła się lekcja i pani miała się zabrać do sprawdzania obecności, Ksa... jeśli on nazwał mnie... to może chociaż w myślach mogłabym... no dobra. Pani miała się zabrać do sprawdzania obecności, mój chłopak (zadrżałam lekko, a moje serce przyspieszyło) powiedział:

-Proszę pani, siedząc tak daleko nie widzę tego, co jest napisane na tablicy. Czy mógłbym usiąść w pierwszej ławce?

-Dobrze, zamień się z Olą.

Szybko wkroczyłam do akcji:

-Proszę pani, ale okulistka powiedziała, że ja mam siedzieć w pierwszej ławce. Niech zamieni się z Magdą.

-Dobrze. W takim razie, Mieszko, zamień się z Madzią.

Mój chłopak (zadrżałam na te słowa, a przecież ja tylko je POMYŚLAŁAM!) skinął głową i wziął książki, piórnik i plecak. Magda, lekko zła za powiedzenie do niej "Madzia" też wzięła swoje rzeczy i oboje poszli na swoje nowe miejsca. Magdzie najwyraźniej nie podobało się, że ją tak wrobiłam i teraz musi siedzieć z Wiktorem, ale cóż poradzić... Mieszko usiadł obok mnie i szepnął prawie niesłyszalnie:

-Widzisz? Udało się. Cieszę się, że z tobą siedzę.

Usłyszałam dokładnie każdą literę, choć żaden normalny człowiek by tego nie usłyszał, nawet gdyby miał ucho tuż przy ustach Ksawerego. Lekko, prawie niezauważalnie i przede wszystkim niesłyszalnie, przysunęłam się bliżej mojego ukochanego (znów zadrżałam. Muszę wymyślić, jak jeszcze mogę go nazywać, myśląc o nim). Nawet on tego nie zauważył. Miałam szczęście, że jest on leworęczny. Pod ławką, swoją lewą ręką chwyciłam go za jego prawą.

Potem zaczęliśmy pisać, więc musiałam go puścić, żeby przytrzymać zeszyt podczas pisania.

Ten dzień minął wyjątkowo miło. Na każdej lekcji plan Ksawerego sprawdzał się idealnie i teraz będziemy

zawsze siedzieć razem. Za każdym razem, kiedy nic nie pisaliśmy, trzymałam go za rękę. Czasami szeptał coś do mnie niesłyszalnie dla ludzkiego ucha, lecz ja słyszałam wszystko idealnie. Nie mogłam mu odpowiadać, bo jeszcze nie miał super słuchu i pani mogłaby coś usłyszeć.

Na przerwach niestety musiałam trzymać się z daleka od mojego chłopaka, bo nie chciałam, żeby od

razu cała szkoła o nas wiedziała. W tak małej szkole wiadomości rozchodzą się w kilka minut. Chodziłam więc do biblioteki, jak zawsze. Spotkałam tam moją koleżankę, też Olę, trzecioklasistkę. Chciałam jej o wszystkim powiedzieć, ale w bibliotece było za dużo osób. Była jedyną moją zaufaną osobą, prawdę mówiąc, czasami w myślach nazywałam ją nawet przyjaciółką. Na długiej przerwie mój ukochany Ksawry poszedł do biblioteki razem ze mną. Musiał oddać "Zemstę", naszą pierwszą lekturę, i wypożyczyć "Siłaczkę", którą mieliśmy przerabiać w tym tygodniu. Na szczęście miała ona tylko 16 stron. Jakże ja nienawidzę lektur! Gdy mój chłopak podszedł do biurka, szybko znalazłam jego kartę, pomijając standardowe pytanie: "imię, nazwisko, klasa, numer?". Odpisałam mu jedną książkę, a zapisałam drugą. Uśmiechnęłam się do niego, a on odpowiedział mi tym samym. Potem szepnął niesłyszalnie:

-Kocham cię.

Spojrzałam mu w oczy, zawierając w tym spojrzeniu odpowiedź:

-Ja ciebie też.

Ola przyglądała się temu z zaciekawieniem. Gdy Ksawy wyszedł, spytała:

-Co wy tak się na siebie patrzyliście?

-Ciszej! Nie powiesz nikomu? To mój chłopak - szepnęłam.

-Wow! Ale z ciebie szczęściara. Jestem od ciebie dwa lata starsza i nadal nie mam chłopaka. A ty po dwóch miesiącach chodzenia do gimnazjum już masz. Jakie to niesprawiedliwe!

-Ciszej! Ktoś może usłyszeć!

-Co? ONA ma chłopaka? - usłyszałam głos Pauliny.

O nie. Tylko tego brakowało. Zaraz cała szkoła się dowie. Nie, nie, nie! To nie może być prawda. Czemu tak wredna i niemiła osoba jak Paulina musi pracować w bibliotece? Obie z Olą jęknęłyśmy głośno.

-To kto jest na tyle chory, że ją lubi?

Bezczelna jak zawsze. Myślałam, że umrę. Naprawdę, teraz chciałam zapaść się pod ziemię.

-Nikt. Nie mówiłam do Klamie - powiedziała moja prawie przyjaciółka.

-Aha. Szkoda. A już myślałam, że zaraz powiem całej szkole, że Ola ma chłopaka...

W myślach powtarzałam: "Dzięki ci, dzięki ci, dzięki ci!". Naprawdę, ona JEST moją przyjaciółką. Paulina, widząc, że nie ma tu nic do roboty, wyszła z biblioteki. Podziękowałam Oli, że mnie uratowała. Nagle zadzwonił dzwonek. Popędziłam czym prędzej na matematykę.

Po matmie był niemiecki. Przedmiot, którego nienawidziłam. Miałam ogromne szczęście, bo mój Ksawery

uczył się go już wcześniej i na lekcjach strasznie się nudził, umiał to wszystko. Po sprawdzeniu obecności pani powiedziała:

-Wyciągnijcie karteczki i podpiszcie się. Zrobimy sobie małą kartkóweczkę.

Ksawy, widząc na mojej twarzy strach, szepnął:

-Nie martw się, będę ci dyktował odpowiedzi.

-Będzie to krótka kartkówka, musicie po prostu napisać liczby od 1 do 20.

Wyrwałam kartkę z zeszytu i podpisałam się. Mój ukochany zaczął mi dyktować:

-E, i, n, s. Z, w, e, i. D, r, e, i. V, i, e, r. F, u z kropeczkami, n, f. S, e, ch, s...

Po chwili skończył:

-A dwadzieścia to z, w, a, n, z, i, g.

Udało mi się. Naprawdę. Napisałam wszystkie liczby od 1 do 20. Juuuuuupiiiiiiiiiii! Prawie zawyłam z radości, że on mi pomógł, ale powstrzymałam się w porę.

-Dobrze. Kończymy już pisać. Oddajemy karteczki na biurko.

Położyłam kartkówkę na biurku. Byłam pewna, że dostanę pięć.

Całą lekcję strasznie się nudziłam. Pani zadała nam trzy strony w ćwiczeniach i zaczęła sprawdzać

kartkówki. Razem z moim chłopakiem zrobiliśmy te trzy strony w 5 minut. Cieszyłam się z tego. Pani przeczytała oceny:

-No więc tak. Dichecki Ksawery - serce mi przyspieszyło na dźwięk jego imienia - pięć plus. Ławrywianiec Adrian trzy minus. Majer Dominik cztery. Brzozowska Klementyna pięć plus... - dalej już nawet nie słuchałam.

Wystarczyło, że wiedziałam, że oboje mamy piątki plus.

-A więc, jak ktoś nie skończył ćwiczeń musi je dokończyć w domu. Poza tym nie ma zadania domowego.

Zadzwonił dzwonek. Spakowaliśmy się i wyszliśmy z klasy.

-Ksawy, idź jednymi schodami, a ja pójdę drugimi, ok? - spytałam.

-Jasne.

Mój ukochany pobiegł w jedną stronę, a ja spokojnym krokiem poszłam w drugą. Gdy dotarłam do Sali 20, Sali z chemii, Ksawery i Olek już tam byli. Siedzieli przy stole i szykowali się do siłowania. Widząc mnie, zaczęli. Przez chwilę ich ręce w ogóle się nie poruszały, po chwili Olek zaczął lekko wygrywać. Ksawy wysilił się i jednym, szybkim ruchem wygrał. Ucieszyłam się strasznie.

-Jak...... ja mogłem przegrać?! - krzyknął Olek.

-Hmm... jesteś po prostu za słaby - odparłam. - Chodź, Ksawery.

Poszliśmy razem do wyjścia ze szkoły.

-W którą stronę idziesz? - spytałam mojego ukochanego, gdy wychodziliśmy przez furtkę szkoły.

-Na przystanek w stronę Ligoty.

-Aha... Chodźmy razem do skrzyżowania.

Gdy dotarliśmy do największego skrzyżowania w Piotrowicach, ja musiałam iść w lewo, a on w prawo.

Smutno mi było się z nim żegnać.

-Do jutra - powiedziałam smutno, a jednocześnie nie mogąc się doczekać.

-Do jutra - odparł mi takim samym głosem.

Wysiadłam dziś przystanek wcześniej. Musiałam iść do lasu. Dziś byłą moja kolej na zrobienie kilku

kółek patrolu wokół niego.

Po kilku minutach byłam już w lesie. Zmieniłam się w wilka. Od razu usłyszałam myśli Asi, która była

w mojej sforze.

"Ciekawe, jak tam Klama sobie radzi z wpojeniem..."

"Już jestem. Wybacz spóźnienie. A na twoje pytanie odpowiem: super. Ksawy wie już o wszystkim."

Odtworzyłam kilka naszych rozmów i wiele obrazów w moich myślach. Asia przysłuchiwała i przyglądała się temu z zaciekawieniem. Z całej sfory ona najkrócej była wilkołakiem, ale była też najstarsza z nas wszystkich. Miała aż 17 lat.

"Zmieniłaś się w wilka w SZKOLE?!"

"Spokojnie, nikogo tam nie było!"

"To dobrze. Jakby ktoś cię zobaczył..."

"Cześć dziewczyny!"

Do naszych myśli dołączyły się kolejne, Zuzi.

"Cześć!" - odparłam równocześnie z Asią.

Zrobiłyśmy kilka okrążeń wokół lasu i poszłam do domu. Jak tylko zjadłam obiad, zadzwonił mój

telefon. Widząc, że dzwoni mój ukochany, pobiegłam do swojego pokoju.

-Klama! Ja... chyba... ja się zmieniam w wilka! Spotkajmy się na polu, za kościołem, na Osiedlu Odrodzenia!

-Będę za chwilę!

Zbiegłam na dół i zaczęłam otwierać drzwi. Mama spytała:

-Dokąd się tak spieszysz?

-Nowy wilk!

Tylko tyle zdołałam wykrztusić, bo wreszcie udało mi się otworzyć drzwi. Szybko ubrałam buty, zmieniłam się w wilka i pobiegłam przez miasto z taką prędkością, że byłam niewidzialna. Mój chłopak już na mnie czekał. Od razu wyczułam tak silny zapach wilkołaka, że byłam pewna, iż nie przesadził.

-Zmień się! - powiedziałam.

-Jak?

-To proste. Pomyśl, że chcesz być wilkiem i połóż ręce na ziemi.

Skupił się. Lekko przechylił się do przodu. Pojawiła się wokół niego lekka poświata. Skupił się jeszcze mocniej. Poświata była już teraz taka, jak powinna. Położył ręce na ziemi i był już wilkiem. Otworzyłam szeroko oczy. Był tak duży jak ja, miał cudowną, czarną sierść, błyszczącą i gęstą. Zmieniłam się szybko w wilka. I... zawyłam z radości. Słyszałam jego myśli, był w MOJEJ SFORZE!!! Juuuuuuupiiiiiiiii!

"Spokojnie, chyba nie chcesz, żeby ktoś zadzwonił na policję, że wokół osiedla kręcą się wilki?"

"Ach, tak. Ale... - powęszyłam trochę - ...ty jesteś dwuwilkiem! Nie ma wątpliwości!"

"Powiedziałaś, że może być tylko jeden dwuwilk w sforze!"

"No bo tak było! Aż do teraz... Musisz być Betą."

"Aha. Kiedy spotkamy się z resztą sfory?"

"Najlepiej od razu. Hej, jest tam kto?!"

"Tak! Ja!" - usłyszałam Asię.

"A o prócz ciebie?"

"No... ty i on. A reszty nie ma."

"Idź do nich i im powiedz, ze spotkamy się o północy w miejscu zebrań."

"Ok. Już znikam."

Jej myśli zniknęły.

"Miejscu zebrań?"

"To taka polana w lesie, na której spotykamy się, żeby ogłosić coś ważnego."

Pokazałam mu w myślach obraz tej polany.

"Nie martw się. Zaprowadzę cię tam. Spotkamy się piętnaście minut przed północą przy wejściu do lasu."

"Ok."

Zmieniłam się z powrotem w człowieka.

-Do zobaczenia! - powiedziałam i pobiegłam do domu z taką prędkością, żeby nikt mnie nie widział.

Przeskoczyłam przez furtkę i zatrzymałam się dopiero przed drzwiami, w które prawie uderzyłam.

-Jesteś wreszcie. Kto jest tym nowym wilkiem? O której macie spotkanie?

-Ksawery z mojej klasy. Zdecydowałam, że o północy. Normalnie zebrania robię później, ale nowe wilki potrzebują więcej snu. Ksawy musi się wyspać.

-Wyjdziesz przez okno, czy pójdziesz drzwiami? Lepiej oknem, bo nie będę musiała wyłączać alarmu.

-Dobra. Pójdę oknem.

Pobiegłam do swojego pokoju z ludzką prędkością. Mama zabraniała mi w domu biegać superszybko, ponieważ już nie raz dobiłam do drzwi, ściany albo okna.

Do jedenastej trzydzieści strasznie się nudziłam. Ale gdy nadeszła ta godzina, otworzyłam okno i

wyskoczyłam do ogrodu. Pobiegłam do wejścia do lasu niemalże z ludzką prędkością. W tym samym momencie, w którym dotarłam na miejsce, zauważyłam mojego ukochanego, pędzącego z prędkością światła w moją stronę.

-Cześć! - krzyknęłam.

-Cześć! - odparł.

Skinęłam głową i oboje zmieniliśmy się w wilki.

"Nikogo nie ma?" - zapytał.

"Jeszcze nie. Jest piętnaście minut do rozpoczęcia zebrania. Pojawią się dopiero za chwilę. Chodź za mną."

"Ok."

Pobiegliśmy razem przez las. Po trzech minutach pojawiliśmy się na polanie.

"Przedstawisz mnie wszystkim?"

"No. I pamiętaj. Ja jestem złota. Asia jest czekoladowa. Zuzia jest miedziana. Paweł jest biały. Piotrek jest piaskowy. Dominika jest szara, a Marta ruda."

"Ok. Chyba zapamiętam."

Po jakichś pięciu minutach usłyszeliśmy myśli Asi i Zuzi. Po chwili dołączyły do nich też Paweł i

Piotrek, a potem Marta. Z lasu zaczęło się wyłaniać pięć wilków: najpierw rudy, potem biały i piaskowy, a z drugiej strony miedziany i czekoladowy.

"Domi się spóźnia." - pomyślała Zuzia.

"Jak zwykle." - dodała Marta.

"Zacznijmy bez niej." - zaproponował Piotrek.

"Dobry pomysł." - zgodził się Paweł.

"Niech wam będzie." - poddałam się

Asia stanęła po mojej prawej stronie, a Zuzia po lewej. Reszta ustawiła się w szeregu przede mną. Ksawery stanął z boku.

"Zebrani" - pomyślałam - "mamy nowego wilka w sforze. Jest tylko jedno "ale", jest on dwuwilkiem" - te słowa wywołały u zebranych zdziwienie - "nie mogę go odesłać do innej sfory, gdyż jest on mo-oooo-im chło...pakiem" - o Jezu czy ja zawsze muszę się w tak ważnych chwilach zająknąć!

"Nie martw się, to jest słodkie" - usłyszałam myśli Ksawerego. Dzięki Bogu że miałam futro, bo inaczej bym się zarumieniła.

"Ja głosuję za tym, aby Ksawy został Betą" - bałam się zerknąć na Asię, bo nie wiedziałam czy będzie na mnie zła, czy zrozumie - "Kto się ze mną zgadza niech pomyśli "tak" - zaczęłam liczyć...

"Juuuuuuupiiiiiiiii!!!" - aż zawyłam ze szczęścia. - "Jest sześć do jednego!"

Nie musiałam czytać pozostałym w myślach, żeby wiedzieć, kto był na nie. Oczywiście, że Asia, a któżby inny?

"To nie ja!" - krzyknęła zdenerwowana.

"Jak, nie ty to kto?" - spytał Ksawy.

"To byłam ja..." - przyznała ze skruchą w głosie Dominika.

Zawyłam. Nie dlatego, że się tego nie spodziewałam, ale po prostu nie zauważyłam, kiedy się pojawiła. Domi zawsze głosowała przeciwnie do całej sfory.

"Dzięki, że tak o mnie myślisz." - pomyślała ironicznie.

"Tak myśli każdy..." - odparła Zuzia.

"Czyli zostaję BĘTĄ?!" - zapytał ze zdziwieniem Ksawy. - "Ale super!!!"

I wtedy nastąpiło coś, o czym każdy chciałby zapomnieć... Mieszko zmienił się w człowieka, zapomniał tylko, że nie ma ubrania... Wszyscy zaczęli się głośno śmiać a jemu było PRZYKRO. Najgłośniej z wszystkich śmiała się Aśka.

"I takiego mamy mieć Betę... Gołego i wesołego" - z wściekłości za to, że obraża MOJEGO CHŁOPAKA (teraz to mi nie sprawiło trudności) rzuciłam się na nią i pogryzłam ją... Aśka miała szczęście, że Paweł odciągnął mnie, bo nie wiem, co bym jej zrobiła.

"Aśka, jeszcze raz tak powiesz, a obiecuję... Nawet Paweł mnie nie powstrzyma..." - nie dokończyłam, bo ugryzłam się w język, a z niego poleciała mi krew (po raz pierwszy ją poczułam) i... i tak jakoś zakręciło mi się w głowie...

Obudziłam się potem w ludzkiej postaci u siebie w domu. O mało nie dostałam zawału, gdy zobaczyłam, że

obok mnie na łóżku siedzi Ksawy...

-Jak dobrze, że się obudziłaś! Co się stało? - zapytał.

-Ugryzłam się w język. Dowiedziałam się, że mdleję na punkcie krwi - odpowiedziałam na jego pytanie.

-Acha - odpowiedział zdziwiony - Jest wilkołakiem. Nie lubi krwi , plus do tego mdleje na jej punkcie ... - Zaśmiał się

-A ty jak tam ? Stało się coś jak ja ... zemdlałam ? - zapytałam

-No ... nic ... oprócz ... nie nic - zawahał się

-No nie ... nie mów mi, że znowu Aśka ... - aż zawyłam

-Opowiem ci, ale ani mru mru Pawłowi. Obiecaj - Musiałam coś powiedzieć więc powiedziałam:

-Obiecuję...

-Kiedy zemdlałaś rzucił się na mnie i o mało mnie nie zgniótł tym cielskiem. Zaczął na mnie ryczeć, że to ja na ciebie tak działam, że ja tobie dałem jakiś eliksiro-zabójczo-niedobre coś i dlatego zemdlałaś !!! - wstałam ale on nie powstrzymał - nie idź do niego obiecałaś!

-To już nie wolno iśc do W-C?

Weszłam po cichu do łazienki. Jak najostrożniej otworzyłam okno, tak, aby nie wydało żadnego dźwięku, po czym wyskoczyłam przez nie w zimną, pochmurną i deszczową pogodę. Chciałam jak najszybciej uświadomić Pawłowi, jak wielki błąd popełnił.

Specjalnie nie zmieniałam się w wilka. Usłyszałby wtedy moje myśli i straciłabym element zaskoczenia. Jednak, gdy biegłam przez miasto, zastanawiając się, gdzie go znajdę, wpadłam na kogoś, kto biegł w przeciwnym kierunku z taką samą prędkością. Zderzyłyśmy się tak mocno, że obie upadłyśmy na chodnik. Spojrzałam na dziewczynę przede mną.

-Zuzia! Co ty robisz?

-Właśnie cię szukałam. Chciałam ci przypomnieć, że masz dziś sprawdzian z matmy.

-O nie! Która tak w ogóle jest godzina?

-Eee... Za 5 minut zaczynasz lekcje... - wyszeptała przepraszająco.

Nie odpowiedziałam, tylko popędziłam do domu. Biegłam tak, że aż się za mną kurzyło.

Po minucie byłam w domu. Spakowałam pośpiesznie książki i pobiegłam do szkoły. Nie chciałam się spóźnić. Wbiegłam do szkoły i tak po prostu pobiegłam po schodach, wszystkich przy tym popychając. Tak się rozpędziłam, że nie udało mi się w porę zahamować. I wtedy wszystko potoczyło się bardzo szybko. Uderzyłam z całej siły w drzwi. Poczułam silny ból w lewej ręce i usłyszałam trzask. Zauważyłam, że drzwi wyłamały się z zawiasów. A ja poleciałam wraz z nimi na podłogę. Kolejny trzask. Tym razem poczułam ból w prawej nodze.

Jak przez mgłę widziałam, że Ksawy bierze mnie ostrożnie na ręce i niesie korytarzem. Za nami szły zmartwione Paulina i Monika. Ciekawe, czego chciały? W końcu przecież mnie nie lubiły, tak, jak cała klasa. Gdy mój chłopak dotarł pod drzwi pielęgniarki, dziewczyny od razu rzuciły się, aby otworzyć przed nami drzwi. Pielęgniarka wstała z krzesła i, zdziwiona, jęknęła:

-Mój Boże! Co się z nią stało?

Dziewczyny od razu pośpieszyły z wyjaśnieniami. Opowiedziały, nawzajem się przekrzykując, całą historię. Tymczasem Mieszko położył mnie i usiadł obok. Monika i Paulina szybko poszły za jego przykładem.

-Jak ona się nazywa? Z której jesteście klasy?

-Klementyna Brzozowska. Jesteśmy z 1a - pośpieszył z odpowiedzią Ksawery, chcąc wyprzedzić dziewczyny.

-Mam złamaną lewą rękę i prawą nogę - jęknęłam.

-Niech jedno z was zadzwoni po pogotowie, a ja pójdę powiadomić rodziców.

-To nie będzie konieczne. Za jakieś dwie godziny kości zrosną się całkowicie - odparłam.

-Oh. Rozumiem. W takim razie musisz troszkę poleżeć. A wy - popatrzyła surowo na dziewczyny i Ksawego - możecie iść już do klasy. Migiem.

-Proszę pani... Wolałabym jednak, żeby on został... - zaprotestowałam.

Dziewczyny spojrzały na siebie, a potem pytająco na mnie. Jednak, pomimo tych spojrzeń, wróciły do klasy.

To były strasznie nudne dwie i pół godziny. Miałam naprawdę dosyć. Dowiedziałam się, że pielęgniarka leczyła już

wiele wilkołaków, więc z wdzięczności jeden z nich powiedział jej prawdę. Ja uważałam to za bardzo nieodpowiedzialne, lecz dobrze, że był w szkole ktoś dorosły, kto wiedział o wszystkim. Więc, po tych dwóch i pół godzinie razem wróciliśmy do klasy z ważną karteczką usprawiedliwiającą naszą nieobecność. Pani z geografii słyszała już o moim nieszczęśliwym wypadku, ale i tak cieszyła się, że pielęgniarka nie zapomniała o usprawiedliwieniu.

Na przerwie podeszły do mnie Paulina i Monika. Odciągnęły mnie na bok, tak, żeby nikt nie mógł nas podsłuchać.

Równocześnie szepnęły do mnie:

-Chodzisz z Ksawerym?!

-Tylko nikomu nie mówcie! Tak. To będzie nasza tajemnica, ok?

-Ok! - odpowiedziały radośnie.

Spojrzały na siebie i Monika powiedziała cicho:

-Zostaniemy przyjaciółkami? Bo my cię bardzo lubimy. Ludzie, którzy dużo mówią są... Nie, wróć. Ty masz taki charakter, że nie da się ciebie nie lubić.

Usłyszałam cichy chichot, który prawdopodobnie należał do a. Nikt inny nie miał na tyle dobrego słuchu, żeby podsłuchać naszą rozmowę. Miałam wrażenie,że Ksawery całkowicie zgadza się on ze słowami Moniki.

-Czyli oficjalnie zostajemy przyjaciółkami? - spytała Paulina, a my przytaknęłyśmy. - Potrzeba nam już tylko jakiejś nazwy.

-Oh, nazwa to żaden problem! - krzyknęła Monika. - Co powiecie na OMP?

Gdy zdezorientowane zapytałyśmy, co to znaczy, ona odparła:

-Organizacja Mangowych Przyjaciółek!

Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem, choć nie było w tym nic śmiesznego. Monika tak po prostu działała na ludzi.

Zadzwonił dzwonek i Paulina pobiegła na niemiecki. My natomiast, razem z Ksawym, poszłyśmy na angielski.

Na tym przedmiocie ławki były ustawione troszkę inaczej i dlatego siedziałam pomiędzy moim chłopakiem, a moją nową przyjaciółką.

Gdzieś tak w połowie lekcji, Monika szepnęła do mnie:

-Ale wiesz co? Sądzę, że i tak w końcu się dowiedzą. Już są plotki na wasz temat. W końcu to, że siedzicie razem na każdym przedmiocie jest podejrzane. A jeszcze na dodatek to, że to akurat on niósł cię do pielęgniarki. I był z tobą przez cały ten czas. Jak nie będziecie ostrożniejsi, w końcu ktoś się domyśli!

-Jak ty nie będziesz ostrożniejsza, to ktoś cię usłyszy! - odparłam.

-Stop talking please - powiedziała pani. - Klementyna, can you read exercise number four?

-Yes. Więc, to jest tak. Stop - stoped. Go - went. Carry - carried...

Ta lekcja była wyjątkowo nudna. Gdy zadzwonił dzwonek, z ulgą spakowałam książki i popędziłam na jeszcze

nudniejszy przedmiot, czyli polski.

Jednak, gdy dotarliśmy pod salę z polskiego, zobaczyłam Aśkę biegnącą w moją stronę. Zaczęła wyrzucać z siebie

słowa z prędkością światła:

-Słuchaj, mamy problem. Wpadliśmy na pewien trop. To był wampir, na pewno. Pobiegliśmy i... przekroczyliśmy granicę. Zuzia, Marta i Domi wpadły na terytorium innej sfory. Spotkały tamte wilki... i Klaudia, tamta Alfa, chce zrobić spotkanie wewnętrzne.

-W takim momencie? No dobra, zaraz tam będziemy.

Razem z moim ukochanym pobiegłam do centrum. Zaczęłam pospiesznie tłumaczyć wszystko Ksawerowi:

-To jest tak. Katowice są podzielone na cztery części. To tak, jakbyś złożył kartkę na pół, a potem jeszcze na pół i rozłożył. Linie zgięcia to granice. Miejsce, w którym linie się przecinają, nazywamy centrum. I tam organizowane są spotkania wewnętrzne. Alfa i Beta z każdej sfory w mieście muszą na nie przyjść. Jeśli ktoś chce ogłosić, że jest spotkanie, musi zawyć w szczególny sposób.

Wtedy oboje usłyszeliśmy wycie. Raz, dwa, przerwa. Raz, dwa, trzy, przerwa. Raz, dwa, przerwa. Raz, koniec. To był kod. Wiedziałam, że dzięki Asi będziemy na miejscu pierwsi.

Po kilku minutach trafiliśmy na rozległy plac z małym wzgórzem, porośniętym trawą. pośrodku. Na tym wzgórzu wznosiła się mała kawiarenka otoczona rozłożystymi bukami. Schowaliśmy się za jednym z drzew. Zobaczyliśmy schody przymocowane do budynku i ostrożnie się po nich wspięliśmy. Otworzyłam drzwi na ich szczycie. Po cichu weszliśmy do małego pomieszczenia o jasnożółtej wykładzinie i pastelowo pomarańczowej ścianach. Po środku stał okrągły stół z ośmioma krzesłami. Usiadłam naprzeciwko wejścia, a Ksawy obok mnie. Po minucie zjawiły się Klaudia i Ania, z północno-wschodniej sfory. Nic nie mówiąc, usiadły obok mnie. Po chwili zjawili się też Marek i Marcin z północno-zachodniej oraz Natalia i Kinga ze południowo-zachodniej. Wszyscy równocześnie zmienili się w wilki.

-Aśka działa ci już na nerwy? - Zadrwiła Klaudia. Usłyszałam w myślach warknięcie Asi i oburzenie pozostałych członków mojej sfory.

-Nie. Po prostu zdarzyło się coś, co zmusiło mnie do zmiany Bety. Chodziło o to, że Ksawery jest dwuwilkiem.

-Ale przecież... Nie mogą być dwa dwuwilki w sforze ! - Krzyknęła zdziwiona Natalia i zawyła

-"Też co to mówiliśmy "- Pomyślała Dominika

-Ale to nie w tej sprawie się tu zebraliśmy, tak?- spytał Marek

-Nie- Odparłam- Klaudia twierdzi, że dziewczyny z mojej sfory przekroczyły granice

-"To był pas ziemi niczyjej !" - krzyknęła Zuzia, Mart i Domi

-Lecz - kontynuowałam- moja sfora jest pewna, że był to pas ziemi niczyjej.

-Przekroczyły granicę - Krzyknęła Ania

-Sądzę, że nie ma czasu się o to spierać- odparłam - Trzeba jak najszybciej złapać tego wampira.

-Ola ma rację. Trzeba go złapać - Zgodziła się ze mną Natalia

-A więc postanowione- stwierdziłam. Zmieniliśmy się w ludzi i pobiegliśmy w stronę swoich terytoriów.

Ja i Ksawy wróciliśmy do szkoły, a reszta sfory miała zadanie patrolować okolice. Było już dosyć późno i wróciliśmy akurat na przerwę po polskim. Od razu zauważyły mnie mój przyjaciółki Monika spytała :

-Gdzie wyście byli ? Cała klasa myśli, że uciekliście z lekcji !

-Nieważne. Przykro mi, nie mogę wam powiedzieć - odparłam

Wydawało mi się, że coś jest nie tak. Któryś z moich zmysłów wyczuwał coś dziwnego. Potrzebowałam kilku sekund, żeby zrozumieć, o co chodzi. Ten zapach... Paulina ... Kolejny wilk ???

Kątem oka zauważyłam, że Ksawy też to wyczuł.

-Lina... Chodź na chwilkę - powiedziałam. Pociągnęłam ją na drugie piętro i zaprowadziłam do pielęgniarki

-Co się stało ?- spytała zdziwiona.

-Nic. Paulina, proszę, wysłuchaj mnie. Za chwilę staniesz się wilkołakiem. Będzie cię trochę boleć, ale przestanie, gdy zmienisz się wilka.

-Już mnie boli ... - jęknęła.

-W takim razie musisz się zmienić. Pomyśl, że chcesz być wilkiem i połóż ręce na ziemi.- Jej przemiana trwała ułamek sekundy. Miała prawdziwy talent. Muszę przyznać, że zdziwił mnie jej kolor sierści. W końcu przecież zależy on od charakteru. Podejrzewałam, że Lina będzie piaskowa albo ruda ... Ale na pewno nie spodziewałam się barwy czekoladowej. Zmieniłam się szybko w wilka i zdziwiłam się. Moja sfora liczy teraz dziewięć wilków ! Rozwiązała się też zagadka charakteru. Jej umysł był taki słodki, jak czekolada.

-"A ty dlaczego jesteś złota ? "- spytała paulina. Dołączył do nas Mieszko i to on jej odpowiedział

-" Bo ma złote serce "

-"Hmm... Ciekawe teoria "

-"Teoria "- prychną.

Reszta sfory chyba się z nim zgadzała, ale nie byłam pewna, bo całkowicie skupili się na tropieniu wampira. Zmieniliśmy się z powrotem w ludzi. Zadzwonił dzwonek i poszliśmy na lekcję religii. Na lekcji nie słuchałam pani. Rozmawiałam z Pauliną. Tłumaczyłam jej wszystko szepcząc niesłyszalnie. Na przerwie, gdy szliśmy na lekcję wychowawczą, Paulina, widząc Jakiego trzecioklasistę, stanęła. Przez chwilę w ogóle się nie ruszała. Znałam tą reakcję i można ją określić tylko jednym słowem "wpojenie". To był kolejny dowód na to, że Lina ma niesamowity talent. Normalnie, wilkołaki mają wpojenie nie wcześniej niż miesiąc po swojej pierwszej przemianie. A Paulina miała je w tym samym dniu w którym się przemieniła! Ale to było wpojenie, na pewno. Przyjrzałam się dokładniej temu trzecioklasiście. Miał długie, sięgające do ramion włosy. Tylko ten kolor... Gdzieś go już widziałam, i wtem mnie olśniło takie kolor sierści miała Lina(Tak się prosiła nazywać Paulina). Czy to tylko przypadek?

-Paulina ocknij się ! Ocknij się - Nic się nie działo więc wyciągnęłam butelkę z wodą i ją delikatnie oblałam wodą, delikatnie

-Co? Jak? Gdzie? Po co? Na co? Co się stało? - Odparła - I dlaczego ja je...- Nie pozwoliłam jej skończyć

-Mniejsza o to. Tego się waśnie spodziewałam. Nie pamiętasz? Szłaś korytarzem i całkowicie znieruchomiałaś. To nazywa się wpojenie

-Wpojenie... To o czym mi mówiłaś?-

-Miłość od pierwszego wejrzenia? Grom z jasnego nieba? Najważniejsza osoba pod słońcem?

-Tak, tak, tak, tak - Paulina jeszcze raz spojrzała na tego chłopaka i usłyszałam jak jej serce przyśpiesza.

-Ma na imię Łukasz... Redaguje gazetkę szkolną... - zdołała wydusić

Na szczęście zadzwonił dzwonek i moja przyjaciółka oprzytomniała.

Następnego dnia, gdy przyszłam do szkoły, zobaczyłam smutną Linę. Nie wiedziałam, czemu się tak smuciła, ale

podejrzewałam, że ma to coś wspólnego z wpojeniem.

-Co... się stało? - spytałam.

-Łukasz... - a więc zgadłam - on... poszedł na spacer do lasu i... teraz jest wampirem.

-Kuso! To pierwszy taki przypadek w historii... Musimy zobaczyć się ze sforą!

Właśnie zobaczyłam, że po schodach wchodzi Ksawery. Skinęłam głową i cała nasza trójka zmieniła się w wilki. Pomknęliśmy na miejsce zebrań tak szybko, że nawet wilki widziałyby tylko złotą, czarną i ciemnobrązową smugę. Sfora dotarła na miejsce zaraz po nas.

"Byłyśmy z Zuzią na patrolu. Ta wampirzyca ma na imię Karolina. Jest też wampir, Dominik i jego żona, Natalia. Mieszkają w domu na naszym terytorium." - powiedziała Asia.

"Mieszkają?! Jak to?!" - krzyknęłam zaskoczona.

"Cuchną mniej niż inni." - dodała Zuzia.

"Wegetarianie..." - ta myśl była odpowiednikiem szeptu.

"Chyba musimy złożyć im wizytę..." - stwierdziła.

Wyłapałam, gdzie mieszkają, z myśli Aśki, i pobiegłam w tamtym kierunku.
Okazało się że są niegroźni i wszystko skończyło się dobrze...
1 5 1