Odpowiedzi

2010-01-03T18:32:40+01:00
WIKTORIA : Moją rozmówczynią będzie moja babcia – Wiesława Małachowska, która urodziła się w 1938 roku. W czasie wojny była małą dziewczynką, więc niektórych szczegółów nie może pamiętać. Babciu, czy w czasie wojny w naszej okolicy stacjonowały jakieś jednostki?
WIESŁAWA : Tak... Pamiętam, że w moim rodzinnym domu na Skowronkach pod koniec wojny stacjonował sztab niemiecki. Na podwórzu rozbili namioty, zajęli pokoje u nas w domu. Musieliśmy spać w kuchni.
WIKTORIA: Baliście się?
WIESŁAWA: O tak, nie wiedzieliśmy ile zostaną, nie mieliśmy z nimi kontaktu. Razem z moją starszą siostrą Tereską bałyśmy się.
WIKTORIA: Ile czasu Niemcy „gościli” na waszym podwórzu?
WIESŁAWA: Na szczęście jedną noc. Później wkroczyła Armia Radziecka.
WIKTORIA: Jak zachowywali się Niemcy, gdy opuszczali naszą okolicę?
WIESŁAWA: Gdy Niemcy uciekali, podpalili w Łęczeszycach, gdzie mieli swoje warsztaty, (obecnie znajduje się tam spółdzielnia Polfrut), zasoby benzyny, nie mieli ich jak przewozić, pozbywali się balastu. Zostawiali to co im ciążyło, jak najszybciej starali się uciekać.
WIKTORIA: Czy Armia Radziecka też zajęła wasze gospodarstwo?
WIESŁAWA: Tak... Zachowywali się o wiele gorzej od Niemców...
WIKTORIA: Co na przykład wzburzyło Cię w zachowaniu Rosjan?
WIESŁAWA: Choć byli u nas niedługo – zaledwie parę dni, wybili wszystkie nasze zwierzęta gospodarskie. Żywili się naszymi plonami, zabierali kury z kurnika. Rabowali ile się dało, a my baliśmy się nawet sprzeciwić...Żeby wszystkiego naszego dobytku nie udało się im zniszczyć, chowało się krowy i konie, trzeba było uważać żeby ich nie znaleźli.
WIKTORIA: A później i oni odeszli?
WIESŁAWA: Tak... baliśmy się, żeby nie powrócili, modliliśmy się o to, gdy znikali nam z zasięgu wzroku... Na szczęście nasze prośby zostały wysłuchane.
WIKTORIA: Słyszałam, że podobno na Olszewie, robiono jakieś okopy...
WIESŁAWA: Tak, brali ludzi, żeby robili wały obronne przeciw czołgom radzieckim, aby te nie mogły przejechać, ale to jeszcze robili Niemcy. Brali ludzi do różnych robót, na przykład do odśnieżania torów, a człowiek chcąc nie chcąc musiał się posłuchać i pójść robić to, co im każą.
WIKTORIA: Czyli nie było łatwo żyć w czasie wojny?
WIESŁAWA: Trzeba było uważać na każdym kroku, trzeba było zamykać drzwi na noc, bo potrafili chodzić w nocy i walić, kazać otwierać, wpadać do domu i zabierać co się dało... Było ciężko, ale najważniejsze, że przeżyliśmy, dobrze, że ty już żyjesz w normalnych czasach. Niech Bóg da, aby ten koszmar już więcej nie powrócił.
WIKTORIA: A żywność?
WIESŁAWA: Żyło się z tego, co się samemu wyprodukowało i wyhodowało. Zboże mieliło się na śrutowniku – na którym zazwyczaj mieliło się śrutę dla zwierząt. Później z tej mąki piekliśmy chleb. Wodę trzeba było wyciągać ze studni... W ogóle nie było światła, elektryczności. Wątpię by ktoś teraz przeżył bez prądu, a wtedy, nikt nawet nie marzył o radiu, a co dopiero o telewizji czy komputerach...
WIKTORIA: Babciu, pamiętasz może coś jeszcze?
WIESŁAWA: Niestety, już nie... Byłam za mała, wszystko o czym ci opowiedziałam, znam z historii opowiadanych mi przez moją mamusię.
WIKTORIA: Dobrze. Dziękuję, babciu, za udzielenie wywiadu.
WIESŁAWA: To dla mnie żaden problem.
WIKTORIA: Do widzenia.
WIESŁAWA: Do widzenia.
5 4 5